Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kawa i papierosy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Henry Hobhouse dowodzi w "Ziarnach bogactwa", że przeważająca część światowego bogactwa wyrosła dzięki... roślinom

Przyzwyczailiśmy się sądzić, że fortuny rodzą się przede wszystkim z ryzykownych inwestycji funduszy hedgingowych albo innych jeszcze bardziej tajemniczych giełdowych transakcji. Niekoniecznie tak jest - przekonuje Brytyjczyk, obdarzony dużym talentem pisarskim nestor wyspiarskiego dziennikarstwa ekonomicznego.

Weźmy choćby drewno. Gdyby nie to, że Anglia już w XVI wieku zaczęła borykać się z jego niedoborem, bardzo możliwe, że Albion do dziś pozostałby rolniczym skansenem nienadążającym za resztą kontynentalnej Europy. Stało się jednak zupełnie inaczej. Zapotrzebowanie na opał rosło, a drzew na słabo zalesionej wyspie było coraz mniej, trzeba było więc szukać alternatywy. Mógł nią być węgiel. Nie zawsze można go jednak wydobywać metodą odkrywkową. Aby dotrzeć do surowca ukrytego głęboko pod ziemią, trzeba było wypompować z szybów zalegającą tam wodę. Brytyjscy konstruktorzy jako pierwsi zaczęli się więc głowić nad tym problemem. Jednym z nich był James Watt, wynalazca maszyny parowej. Jego odkrycie nie tylko pozwoliło wyspiarzom na pół wieku przed resztą Europy przestawić swoją gospodarkę na węgiel, ale również otworzyć drogę do rewolucji przemysłowej. W konsekwencji to właśnie brytyjski monarcha u progu XX wieku zarządzał imperium, nad którym nigdy nie zachodziło słońce, a po jego przymusowym demontażu (w wyniku dwóch wyniszczających wojen światowych) Londyn nadal nie przestał być sercem światowego systemu finansowego. A wszystko z powodu drewna.

Albo przypatrzmy się tytoniowi. Do Europy trafił niemal przypadkiem. W 1559 roku Jean Nicot, francuski poseł na dworze portugalskim, dostał przywiezioną z Nowego Świata nowinkę i zabrał ją do Paryża, by szybko spopularyzować wśród tamtejszych arystokratów. Ani Portugalia, ani nawet Francja nie stały się jednak tytoniowymi potentatami. Zadecydował wolny rynek. Podczas gdy król Francji w nadziei na łatwe zyski obłożył uprawę państwowym monopolem, ówcześni brytyjscy monarchowie pozwolili tytoniowi na robienie kariery pośród szerokich mas. Roślina szybko stała się więc częścią tamtejszych przydomowych ogrodów, a jej palenie ulubioną rozrywką angielskich marynarzy. Sytuacja uległa zmianie dopiero kilkadziesiąt lat później, gdy król Jakub I Stuart też zapragnął lepiej kontrolować rozwijającą się branżę. Nakazał mianowicie, by od tej pory cała produkcja tytoniu koncentrowała się w koloniach w Ameryce Północnej. Ten monopol spowodował niezwykły rozwój tamtejszych zapóźnionych regionów, głównie Wirginii, gdzie powstała cała klasa wielkich posiadaczy ziemskich. Jak na ironię to właśnie ze środowiska wirgińskich plantatorów wywodziła się cała elita polityczno-wojskowa, która doprowadziła do oderwania się późniejszych Stanów Zjednoczonych od korony brytyjskiej. Z nazwiskami późniejszych prezydentów USA - George''em Washingtonem, Thomasem Jeffersonem czy Jamesem Madisonem - na czele.

Skutki gospodarcze tytoniowej rewolucji były jeszcze bardziej okazałe, zwłaszcza od lat 80. XIX wieku, gdy powstała pierwsza maszyna do masowej produkcji papierosów. Wtedy zaczął się boom. Po rozbiciu megamonopoli takich jak Wills i Duke zaczęły rozwijać się firmy w rodzaju American Tobacco (dziś przemianowana na Fortune Brands), R.J. Reynolds (twórca marki Camel) czy Philip Morris (Marlboro). Dorosły przemysł tytoniowy dawał z kolei rozwinąć się raczkującemu rynkowi reklamy. Nawet gdy po II wojnie światowej w siłę zaczęło rosnąć lobby antynikotynowe, wciąż działy marketingu przechodziły same siebie, rozwijając takie pomysły na bezpieczne palenie, jak papierosy z filtrem czy popularne lighty.

W innym fragmencie książki Hobhousea poznajemy historię kawy (źródło potęgi osmańskiego cesarza Sulejmana Wspaniałego oraz amerykańskiej sieci Starbucks) albo kauczuku (najpóźniej odkryty ze skarbów Nowego Świata - bez niego nie byłoby rewolucji motoryzacyjnej). Autor bierze na warsztat również wino, które, choć znane od 10 - 12 tys. lat, dopiero w ostatnim półwieczu z powodu rewolucji technologicznej stało się biznesową success story. Te wszystkie historie to ledwie próbka erudycyjnej narracji, którą raczy nas Henry Hobhouse. Brytyjczyk łączy kawał gospodarczej historii świata z solidnym kursem wiedzy przyrodniczej, a przy okazji daje nam nieprzebraną kopalnię dobrych anegdot. Razem - zręczny pomysł w zręcznym wykonaniu.

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.039a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.039a.002.jpg@RY2@

2009 rok - zbiór tytoniu w chińskiej prowincji Yunnan

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.