Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Z szaleństwem mu do twarzy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Książki László Krasznahorkaia bywają powieściami politycznymi, eksperymentami językowymi i traktatami filozoficznymi. Najbardziej jednak Węgra fascynuje szaleństwo - tak jak w "Wojnie i wojnie"

Między artystą a szaleńcem podobno przebiega cienka i łatwo przekraczalna granica. Istnieją jednak pisarze, których pociąg do szaleństwa zdaje się szczególny. To między innymi przypadek Węgra László Krasznahorkaia, konsekwentnego tropiciela owych drobnych aberracji, niewielkich odstępstw od normy, które nie pozwalają widzieć rzeczywistości dwuwymiarowo. Krytycy porównują go z Kafką, Gogolem, Bernhardem i za każdym razem mają rację, bo autor "Wojny i wojny" z wirtuozerią szafuje literackimi konwencjami, tworząc własną, niepowtarzalną jakość. Mówi się, że jego Węgry dalekie są od eksportowej pocztówki z Balatonem i czardaszem w tle - z pewnością nie rozczarowują tych czytelników, którzy chcą widzieć Madziarów jako wiecznych melancholików trawionych przez narodową neurozę.

W dwóch wydanych dotychczas w Polsce powieściach - "Szatańskim tangu" i "Melancholii sprzeciwu" - Krasznahorkai poruszał się w rejonach bliskich szaleństwu: badał mechanizmy zbiorowej histerii, zaludniał książki postaciami dziwaków i oryginałów, chętnie wędrując w stronę surrealizmu. Jego książki były precyzyjnie wykoncypowanymi fabułami, prozą polityczną, językowymi eksperymentami i traktatami filozoficznymi w jednym. Podobnie jest z "Wojną i wojną" - znajdziemy tu z grubsza wszystko, co uchodziło dotąd za znak rozpoznawczy prozy Węgra. Choć jest i pewna różnica: bardziej niż zbiorowy obłęd Krasznahorkaia fascynuje tym razem szaleństwo indywidualne. Pisarz poddaje je metodycznej analizie, badając jego osobliwą anatomię.

Bohaterem powieści jest György Korim, rozwodnik w średnim wieku, pracownik niewielkiego archiwum na węgierskiej prowincji. Życie rozczarowanego własną egzystencją Korima zmienia się równie niespodziewanie, jak zmieniło się życie pana José, sumiennego urzędnika ze słynnych "Wszystkich imion" José Saramago. Bo te historie w jakimś stopniu są do siebie podobne - i tu, i tu jedno niepozorne zdarzenie uruchamia lawinę aberracji. W przypadku Korima jest nim odkrycie tajemniczego rękopisu. W ręce bohatera dostaje się tekst zdający się osobliwym dziełem literackim. To opowieść o czterech mężczyznach odbywających wędrówkę w czasie i przestrzeni. Choć bohater niewiele z niej rozumie, czuje, że tekst ma doniosłe znaczenie. Ba, jest o tym przekonany tak silnie, że pewnego dnia, wiedziony irracjonalnym impulsem, stawia wszystko na jedną kartę: spienięża cały majątek i udaje się do Nowego Jorku, by tam poświęcić się pracy nad utrwaleniem odnalezionego pisma w druku. Dlaczego akurat w Nowym Jorku? Ano tam podobno jest centrum świata, to współczesna wieża Babel, w której mieszają się wszelkie języki i kultury. Podróż Korima za ocean przypomina wyprawę współczesnego Don Kichota, który opętany romantyczną ideą wyzywa świat na pojedynek. Nietrudno się domyślić, że zderzenie bohatera z emigracyjną rzeczywistością okaże się groteskowe. Korim zatrzymuje się u poznanego przypadkiem, szemranego Węgra i jego latynoskiej kochanki. Między nim a kobietą nawiąże się wkrótce osobliwa więź. On po węgiersku wygłasza do niej niekończące się tyrady, wyjaśniając zawiłości zgłębianego tekstu, ona - mimo pozorów obojętności - coraz uważniej będzie go słuchać.

Mówi się, że Krasznahorkaia czyta się nad wyraz trudno. Niełatwo przebrnąć przez gęstwinę aluzji, tropów i gier. Nie mylą się krytycy - z jednej strony Węgrowi blisko do Gogola, a jego bohater ma cechy prostaczków pokroju Akakija Akakijewicza z "Martwych dusz". Nad "Wojną i wojną" unosi się też duch Kafki, a perory Korima nierzadko przypominają monologi bohaterów Bernharda. Mamy do czynienia z tekstem zawiłym, który gna naprzód, nie oglądając się na ociągającego się czytelnika. Węgier oscyluje między groteską a metafizyką, mityczną przypowieścią a onirycznym koszmarem. My zaś, podobnie jak Korim wiedzeni tajemniczym instynktem, chcemy brnąć w tę powieść.

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.0035.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.