Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kanadyjska pani Czechow

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Alice Munro nie napisała w życiu ani jednej powieści, ale i tak dostała się na parnas literatury anglosaskiej. Tylko dzięki wspaniałym opowiadaniom

W Polsce jest niemal nieznana. Choć każda nowa książka jej rodaczki Margaret Atwood doczekuje się u nas szczegółowych omówień we wszystkich ambitniejszych mediach, to o Munro do 2009 roku nie słyszał prawie nikt. Wtedy to jej zbiór opowiadań "Uciekinierka" (oryg. 2004) opublikowało niewielkie wydawnictwo Dwie Siostry, któremu należy się za to podziękowanie. Teraz za Munro wzięło się Wydawnictwo Literackie, wydając jej najnowszy, świetny zbiór "Zbyt wiele szczęścia" (wyd. kanadyjskie 2009).

Jest kilka powodów, dla których Kanadyjka nie jest na świecie tak znana, jak sugerowałaby to wartość jej tekstów. Poza niechęcią do wypowiadania się na temat feminizmu, strasznej prezydentury Georgea W. Busha i wspaniałej prezydentury Baracka Obamy, a także skromnością i małym ego, ważnym powodem jest z pewnością gatunek, który sobie upodobała. Munro pisze wyłącznie opowiadania. W Polsce, jak wiadomo, wydawcy zabraniają swoim autorom zajmowania się tą formą, chyba że jako krótkim przerywnikiem pomiędzy czwartym a piątym bestsellerem powieściowym. Czyli nigdy. W Ameryce Północnej oczywiście też preferowane są powieści. W końcu czytelnik popularny szuka w literaturze ucieczki od swojego świata. Mimo to jednak kultura opowiadania ma się tam nie najgorzej. Podtrzymują ją pisma takie jak "New Yorker" czy "Harpers Magazine", które w każdym numerze publikują krótkie teksty literackie. Do uprawiania nowelistyki motywują też kursy twórczego pisania, znajdujące się w ofercie niemal każdej uczelni o profilu humanistycznym - od kursantów raczej nie wymaga się pisania powieści.

Alice Munro (rocznik 1931) pisze od 50 lat. Najpierw jej teksty drukowano w czasopismach. W końcu zaczęła łączyć je w zbiory i w 1968 roku ukazał się jej debiut książkowy. Urodziła się w małym miasteczku południowego Ontario, potem mieszkała przez pewien czas w prowincji British Columbia nad Pacyfikiem, by ostatecznie wrócić w rodzinne strony. Jej bohaterowie (najczęściej są to kobiety) wywodzą się zwykle właśnie z tych światów - są uczennicami albo nauczycielkami z małych miasteczek, uprawiają ogrody na odludziu i wychodzą za mąż za drwali. Poza jednym nietypowym dla Munro opowiadaniem tytułowym o ostatnich dniach rosyjskiej matematyczki i pisarki Zofii Kowalewskiej żyjącej w drugiej połowie XIX wieku próżno tu szukać wyrafinowanych intelektualistek albo nowojorskich profesorów. Ich życia są ciche - i w taki sam sposób mówi o nich Munro. A jednak w każdym z nich coś się wydarza. I to coś wciąga nas od pierwszego zdania.

Technika jest zwykle podobna - z prozaicznej z pozoru historii, czasem zwykłego opisu dnia codziennego bohatera, krok po kroku wyłania się osobista tragedia. Morderstwo popełnione w dzieciństwie. Miłość stracona pół wieku wcześniej i długa rozpacz po niej. Generalnie tematem Munro jest reinterpretacja ludzkiego życia z uwagi na ukryte w nim dramaty. Dlatego tak lubi stosować retrospekcję. Dorosły bohater w pewnych nowych okolicznościach zaczyna przypominać sobie dzieciństwo i z tej nowej perspektywy odmiennie widzi prawdziwy sens wydarzeń, w których brał kiedyś udział. Kolejny mechanizm to nagła konfrontacja z inną osobą - bohater dowiaduje się po dziesięcioleciach o drastycznym akcie miłości i poświęcenia przyjaciółki z dzieciństwa. Krótka forma wymusza na Munro precyzję - nie ma tu opisów dla zapchania stron, bohaterów, którzy nic nie wnoszą. Nie ma też żadnych dłużyzn. Jeśli jakiś opis lub postać nie popychają do przodu fabuły, to możemy być pewni, że mają znaczenie symboliczne.

Iluminacje, które kończą każde opowiadanie, zdają się mówić, że nic nie jest zwyczajne, i że każde, nawet prozaiczne życie, toczy się w cieniu jakiegoś groźnego czy ważnego wspomnienia. Munro nigdy nie epatuje tragedią - przeciwnie, jej ulubionym tonem jest powściągliwość, a zabiegiem wyrafinowane niedomówienie. Dlatego właśnie niektórzy porównują ją do Czechowa.

Czechow zresztą też narzekał, że nie jest w stanie tworzyć powieści (z jedynej, pt. "Dramat na polowaniu", nie był zadowolony). Kiedy Munro pisała swój drugi tom, "Lives of Girls and Women" ("Życia dziewcząt i kobiet"), najpierw planowała go jako powieść - ale po pewnym czasie zrozumiała, że nie jest w stanie myśleć powieściowo. Rozbiła więc nieudany w swoim mniemaniu utwór na zbiór powiązanych opowiadań, który został później nawet zekranizowany. Do dzisiaj Munro dostała wiele nagród literackich, w tym międzynarodowego Bookera oraz trzykrotnie najwyższe kanadyjskie wyróżnienie General Governors Award. Mimo tych sukcesów nigdy nie zaczęła prowadzić literackiego życia towarzyskiego. Nadal żyje w miasteczku z trzema tysiącami mieszkańców, a wśród swoich inspiracji wymienia kobiety z prowincjonalnego południa Stanów Zjednoczonych, takie jak Eudora Welty, Flannery OConnor, Katherine Ann Porter i Carson McCullers, które nauczyły ją, że pisanie o świecie małych miasteczek i w ogóle o tym, co rozgrywa się na marginesach rzeczywistości, to coś, w czym kobiety bywają lepsze od mężczyzn.

@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.038a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.038a.002.jpg@RY2@

Magdalena Miecznicka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.