Dramat z morałem
Lukas Moodyson jak burza wszedł do europejskiego kina. Jego debiutancki "Fucking Amal" z 1998 roku wzbudził powszechny entuzjazm krytyki, sam Ingmar Bergman uznał go za swojego następcę.
"Mamut" - opowieść rozgrywająca się równolegle w Stanach Zjednoczonych, Tajlandii i na Filipinach - wpisuje się w dyskusję na temat skutków globalizacji i konsumpcjonizmu. Młode nowojorskie małżeństwo Leo (Gael Garcia Bernal) i Ellen (Michelle Williams) są pracoholikami, ich 8-letnią córką opiekuje się filipińska opiekunka, która zostawiła własne dzieci w Azji, by zapewnić im lepszą przyszłość. Biznesowa podróż Leo do Tajlandii zaowocuje spotkaniem z młodą prostytutką. Wszystkie postaci połączy splot wydarzeń wpływających na ich życie.
Moodysson krytycznie ocenia kondycję współczesnej rodziny oraz paradoksy i nierówności cywilizacyjne, kult przedmiotów, które tak naprawdę nie mają znaczenia i nie rekompensują braku bliskości i empatii. Jednak bohaterowie "Mamuta" postawieni w sytuacji granicznej dokonują właściwych wyborów i opowiadają się za tradycyjnymi wartościami, które okazują się jedynym pewnym punktem odniesienia w świecie relatywizmu.
Drażni moralizatorski ton wykoncypowanej opowieści, gdzie wszystko (z zagadkowym tytułem filmu na czele) zostaje sprowadzone do roli symbolu. Od twórcy słynącego z artystycznej bezkompromisowości można było oczekiwać więcej.
Jaga Kolawa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu