Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Czy ten start-up wystartuje

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

To najbardziej elektryzujące zaklęcie współczesnego biznesu. Wszyscy je kochają, bo niesie z sobą wielką obietnicę: start-up. Nie musisz mieć pieniędzy, maszyn, kontaktów ani fachowej wiedzy. Bo i tak w krótkim czasie możesz rozkręcić zyskowny biznes. Oto dwie nowe książki, które znów roztaczają przed polskim czytelnikiem ten pachnący słońcem Doliny Krzemowej prospekt.

Każda robi to w swoim stylu. Książka Chrisa Guillebeau jest bardziej czytadłem. W sumie nie ma w niej nic, czego czytelnik obeznany z tego typu literaturą nie znałby już z innych publikacji. Są historie ludzi, którzy do niedawna kisili się w biurowych kubikach i przez głowę im nie przechodziło, że mogą zostać przedsiębiorcami. Ale potem padali ofiarą zwolnień albo orientowali się, że w erze internetu można zgarniać kokosy za robienie tego, co naprawdę się lubi. Autor "Niskobudżetowego start-upu" zajmuje się m.in. podróżowaniem po świecie i gromadzeniem lotniczych mil. Dowiedział się na ich temat wszystkiego (tak przynajmniej twierdzi). Nauczył się wyzyskiwać na swoją korzyść wszelkie pomyłki linii lotniczych. Jest - jak sam siebie nazywa - podróżniczym ninja albo hakerem. I to jest właśnie jego start-up. Bo on tę wiedzę spisuje i sprzedaje w formie poradników. Nie rozchodzą się one w milionowych nakładach, ale przy założeniu, że nie musi dzielić się zyskami z wydawcą i dystrybutorem, zostaje mu niemała sumka. W sam raz na życie i kolejne podróże.

Autorzy drugiej książki Steve Blank i Bob Dorf piszą o budowaniu start-upu w sposób systematyczny. Ich "Podręcznik" jest gruby, ładnie wydany i solidny. I nietani, bo kosztuje aż 99 zł. Jeśli ktoś na poważnie myśli o budowaniu od podstaw mikroprzedsiębiorstwa, nie będzie to wydatek zbyt wygórowany. Zwłaszcza że "Podręcznik" zawiera całkiem sporo solidnej wiedzy z podstaw zarządzania i marketingu. I bez wątpienia nie jest książką, którą po jednorazowym przeczytaniu odkłada się na półkę.

Zawsze gdy trafiam na kolejne amerykańskie (lub silnie inspirowane amerykańskimi teoriami) publikacje dotyczące start-upów, zastanawiam się, na ile są one faktycznie przydatne początkującym nadwiślańskim przedsiębiorcom. Doceniam potencjał inspiracyjny ("I ty możesz to zrobić!"), jaki takie książki zazwyczaj z sobą niosą. Ale zdecydowanie brakuje mi w nich specyficznego polskiego kontekstu. Czyli tego wszystkiego, co sprawia, że nad Wisłą z modelu start-upu skorzystać jednak trudniej niż po drugiej stronie Atlantyku. Dlaczego? Bo z pomocą polskiego internetu nadal (i wcale nie jestem pewien, czy to się zmienia na lepsze) bardzo trudno uzyskać efekt skali, który sprawi, że firma będzie miała widoki na przekroczenie sensownego progu rentowności. Znam niestety wiele historii start-upów, które się nie udały. Były stratą czasu, pieniędzy i alternatyw. I chyba byłoby dobrze, gdyby jakaś okołostartupowa publikacja zmierzyła się wreszcie z tym bardzo realnym problemem.

@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000002400.803.jpg@RY2@

Chris Guillebeau, "Niskobudżetowy start-up. Zyskowny biznes i życie bez frustracji", Helion/OnePress, Gliwice 2013

@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000002400.804.jpg@RY2@

Steve Blank, Bob Dorf, "Podręcznik start-upu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku", Helion/OnePress, Gliwice 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.