Konflikt jest wszędzie
Wiem, że książka Thomasa Schellinga "Strategia konfliktu" może się wydać lekturą ciężką. Tych, którzy nie zrażą się jednak początkowymi problemami (trudna materia, choć pisana dobrym i żywym językiem), czeka piękna nagroda. Pouczająca podróż do fascynującego świata teorii gier i negocjacji. Po niej nic już nie będzie takie samo.
93-letni dziś Thomas Schelling to jeden z najdziwaczniejszych laureatów ekonomicznego Nobla w całej historii tej nagrody. Nie zajmował się nigdy samą ekonomią, nie badał jej ani w skali makro, ani mikro. Nie pisał o gospodarce, o finansach czy o firmach. Zawodową karierę zaczynał jako analityk rządowy. Był częścią machiny administracyjnej, która nadzorowała wprowadzanie w życie planu Marshalla dla Europy po zakończeniu II wojny światowej, potem pracował jako doradca w Białym Domu. A były to czasy, gdy głównym zmartwieniem Ameryki (i świata) było uniknięcie wybuchu wojny nuklearnej ze Związkiem Radzieckim. Ale w ten sposób, by nie związać sobie całkowicie rąk w prowadzeniu ofensywnej polityki zagranicznej na wszystkich kontynentach. Po odejściu z administracji publicznej Thomas Schelling trafił na prestiżowy Uniwersytet Harvarda. I tam zaczął przekładać swoje strategiczne doświadczenia na ekonomię. Efektem tych prac była wydana w roku 1960 "Strategia konfliktu" - bez wątpienia najsłynniejsza praca Schellinga - potem wielokrotnie wznawiana. To właśnie z jej powodu (w 2005 r.) jej autor został nagrodzony Noblem z ekonomii.
Schelling widzi konflikt wszędzie. Tam, gdzie zderzają się interesy wielkich supermocarstw, sprzeczne oczekiwania pracodawców i związkowców albo w sytuacji, gdy musimy podjąć decyzję, kto załata dziurawy płot oddzielający naszą działkę od posesji sąsiada. A dodać należy, że z sąsiadem (z powodu jego wielu irytujących nawyków) od lat przecież nie rozmawiamy. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z poplątaną mieszanką sprzecznych celów i interesu wspólnego. A także wyobrażeń o tym, jak sprzeczne cele i wspólny interes definiuje druga strona. W swojej książce Schelling uczy poruszać się w tym gąszczu. Nie jest to nachalny podręcznik w stylu "Bądź zawsze górą w negocjacjach". Raczej subtelna (i pełna przykładów) analiza, co w trakcie różnego rodzaju gier może się wydarzyć.
A może się wydarzyć naprawdę wiele. Załóżmy na przykład, że masz się - drogi czytelniku - z kimś spotkać w Nowym Jorku. Nie powiedziano ci jednak, gdzie się spotkacie. Nie ma też żadnej możliwości wysłania tej osobie odpowiedniego komunikatu. Wiesz tylko, że będziesz musiał zgadywać, gdzie ma dojść do spotkania. I że drugiej osobie powiedziano to samo. Musicie więc dążyć do tego, żeby wasze domysły były zbieżne. A teraz - szanowny czytelniku - wyobraź sobie, że jesteś na łodzi ze swoim adwersarzem. Chcesz, by zaakceptował twoją propozycję (na którą on nie ma specjalnej ochoty). Co robisz? Tłumaczysz spokojnie, że rozhuśtasz łódź do tego stopnia, iż obaj się skąpiecie. A może od razu zaczynasz kołysać z szaleństwem w oczach. I jak to robić? Zacząć od jednego mocnego, lecz ryzykownego wstrząsu? Czy może kołysać stopniowo coraz mocniej i mocniej? Krzyczeć przy tym czy milczeć? Co lepsze?
To oczywiście ledwie przedsmak mniej lub bardziej subtelnych gier, które pokazuje nam Schelling. Wartość tej książki polega na tym, że potencjalnie jest ona ciekawa właściwie dla każdego. Bo przecież każdy z nas gra każdego dnia lub obserwuje wiele gier wokół siebie. Dlaczego więc nie spróbować zrozumieć z nich trochę więcej?
@RY1@i02/2013/129/i02.2013.129.00000240a.802.jpg@RY2@
Thomas Schelling, "Strategia konfliktu", Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2013
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu