Tirole siedzi w internecie
Ekonomiczny noblista pokazał, że projekty open source, za które się nie płaci, nie są dziwactwem. To racjonalna strategia rozwoju zawodowego
Alkiem Tarkowskim
Dziś będzie o Noblu z ekonomii.
Tak, bo tegoroczny noblista Jean Tirole był jednym z pierwszych ekonomistów, którzy poważnie potraktowali internet. To znak nowych czasów, bo dotąd temat sieci wydawał się mało noblowski. A nagradzani "ważni" ekonomiści zajmowali się raczej innymi problemami gospodarki. No może z wyjątkiem Elinor Ostrom.
Socjolożki z Uniwersytetu w Indianie nagrodzonej Noblem w 2009 r.
Ostrom pod koniec życia zajmowała się koncepcją nowego dobra wspólnego i z tej pozycji patrzyła na internet.
A co Tirole pisał o internecie?
Jest autorem kilku ważnych tekstów o internecie. W najważniejszym z nich badał naturę pracy za darmo i racjonalność aktorów w modelu otwartych zasobów. Mówiąc wprost, Tirole próbował uzasadnić, dlaczego informatycy biorą udział w projektach open source. Czyli takich, gdzie kod projektu nie jest zastrzeżony, co z grubsza skutkuje tym, że trudno na tym zarobić. To był 2000 r. i na tamtym etapie rozwoju internetu takie postawy były dość powszechne.
I jak ekonomista Tirole je wyjaśniał?
Twierdził, że jak się coś robi za darmo, to się znajduje inne motywacje niż pieniądze, żeby to robić. I tym powodem, który Tirole wysuwał na pierwszy plan, była sygnalizacja. Chodzi o pokazanie swoich pięknych piórek według zasady "popatrzcie, jaki jestem piękny". To z kolei jest rodzajem odroczonej w czasie zapłaty. Polega ona na tym, że jak się informatyk dobrze wykaże przy realizacji projektu open source, to jego sława dotrze do odpowiednich ludzi, którzy mu w końcu za jego umiejętności zapłacą. W tej historii szczególnie ważna była zerowa cena tego projektu. Bo dzięki darmowości sygnał mógł dotrzeć do maksymalnie szerokiego odbiorcy, czyli użytkownika oprogramowania.
I to tak działa?
Właśnie tak. A model Tirole’a pokazywał, że ci wszyscy pracujący bez wynagrodzenia informatycy działają jednak w sposób racjonalny. Tirole pokazał też, że nie jest to rynek wyjątkowy. Bo przecież na podobnej zasadzie funkcjonują naukowcy. Rzadko ktoś płaci im za teksty, a jednak oni te teksty piszą. Albo - to może jeszcze lepszy i bardziej współczesny przykład - prowadzą popularne blogi.
A dziennikarze prasowi chodzą komentować za darmo do mediów elektronicznych.
Właśnie. Model Tirole’a był więc też argumentem obalającym wyświechtaną tezę, że wszystkie projekty otwartych zasobów to dziwactwo. Jakiś taki młodzieżowy wybryk. W latach 80. słuchali punka, a w XXI wieku kodują. Tymczasem Tirole pokazuje, że uczestniczenie w projektach typu open source jest bardzo racjonalną strategią rozwoju zawodowego.
Czy od tych pionierskich publikacji Tirole’a rynek open source się zmienił?
W dużej mierze tak. Bo dziś wszystkie większe projekty, takie jak przeglądarka Firefox czy system do blogowania Word, mają jednak stałe finansowanie komercyjne. To są po prostu produkty przygotowane przez firmy, które znajdują sobie własny model biznesowy, żeby na swoim produkcie zarabiać. Na przykład Firefox jest finansowany przez Google w zamian za to, że w okienku wyszukiwania są ich wyniki. Ale z drugiej strony często wychodzi na jaw, że duża część oprogramowania, na którym de facto wisi cały internet, wciąż jest oparta na modelu otwartym. To takie bebechy internetu w stylu protokołów, szyfrowania czy bezpieczeństwa. One są często utrzymywane i poprawiane przez informatyków, którzy się na tym nigdy nie dorobili. W tym sensie internet wciąż open source’em stoi.
@RY1@i02/2014/207/i02.2014.207.00000280a.803.jpg@RY2@
Marek Matusiak
Alek Tarkowski socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek zespołu doradców strategicznych przy premierze
@RY1@i02/2014/207/i02.2014.207.00000280a.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu