Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najlepiej opłacany bajarz Ameryki

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Był sobie Goliat. Miał dwa i pół metra wzrostu, nadludzką siłę i wielkie bojowe doświadczenie. I był Dawid, młody pasterz, bez zbroi i miecza, ale za to z procą. Jak to się skończyło, wiemy wszyscy. Ale czy da się z tej historii wykrzesać jeszcze coś więcej? Malcolm Gladwell twierdzi, że się da.

A jeśli Gladwell coś twierdzi, jest to przynajmniej warte uwagi. Bo ten Kanadyjczyk z imponującym afro (choć ostatnio trochę przystrzyżonym) jest najbardziej znanym amerykańskim dziennikarzem (a raczej pisarzem) naukowym. Są nawet i tacy, którzy są skłonni go uznać za jedno z najlepszych dziś piór w USA. Gladwell wyszedł ze szkoły "New Yorkera" - tygodnika skierowanego do wielkomiejskiej inteligencji, który konsekwentnie (i na przekór rynkowi) stawia na długie i erudycyjne teksty. Takie cotygodniowe intelektualne uczty dla wymagającego odbiorcy. To właśnie w nim Gladwell szybko wyrobił sobie opinię umysłu wyjątkowo przenikliwego. A sławę utwierdzał kolejnymi książkami, które jedna za drugą trafiały na listy bestsellerów.

Wszystkie zostały zresztą przetłumaczone na polski. A wydający je u nas Znak tytuł jednej z jego pierwszych pozycji uczynił nawet mottem całej serii wydawniczej "Punkty przełomowe". O czym pisze Gladwell? To zazwyczaj niezwykle zgrabna synteza wszystkiego. Neurobiologia spotyka się tu z ekonomią behawioralną, psychologia z genetyką, a medycyna z wyrafinowanymi koncepcjami zarządzania. Wszystko rzecz jasna napisane tak, by zachwycić się mógł tym zarówno profesor uniwersytetu, jak i podczytująca mu przez ramię 13-letnia córka.

Ta biegłość początkowo zachwycała wszystkich bez wyjątku. W pewnym momencie zaczęła jednak niektórych irytować. I akurat po zeszłorocznej premierze "Dawida i Goliata" w USA rozczarowanych było (jak na Gladwella) sporo. Pomstowali oni, że po raz kolejny dostali w zasadzie tę samą książkę, tylko że z innymi przykładami. Bo Gladwell (ironicznie nazywany "najlepiej opłacanym bajarzem Ameryki") opanował do perfekcji pewien sposób zwodzenia czytelnika. Najpierw opisuje wszystkie stereotypy, które rzekomo siedzą w jego głowie. A potem obala je i wyjaśnia to w taki sposób, że czytający myśli sobie: "Acha! Wiedziałem to przecież od początku". Co bardziej wymagający krytycy zaczęli sygnalizować, że może już czas najwyższy, by Gladwell zaczął stawiać przed sobą nowe wyzwania.

Oczywiście to całe kręcenie nosem dotyczy tylko tych, dla których "Dawid i Goliat" jest kolejnym spotkaniem z gwiazdorem "New Yorkera". Reszta przeżyje zachwyt. A już na pewno się nie rozczaruje, czytając składające się na tę książkę opowieści o ludziach, którzy potrafili przekuć swoją słabość w siłę. Dowie się, jak to możliwe, że w pewnej górskiej wiosce we Francji lokalne władze miały w nosie kolaboracyjną politykę rządu Vichy i ratowały Żydów przed zagładą, specjalnie się z tym nie kryjąc. Albo dlaczego mieszkańcy Londynu w czasie wojennych bombardowań okazali się bardziej wytrzymali, niż spodziewali się tego brytyjscy przywódcy z Winstonem Churchillem na czele. Klucz kryje się właśnie w opowieści o Dawidzie i Goliacie. Historii nie tylko uniwersalnej, ale i inspirującej również tu i teraz.

@RY1@i02/2014/172/i02.2014.172.000002500.802.jpg@RY2@

Malcolm Gladwell, "Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów", Wydawnictwo Znak, Kraków 2014

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.