Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Krymska szachownica

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 22 minuty

Każde mocarstwo, które potrafiło podporządkować sobie Krym, dominowało potem w Europie Wschodniej. A dla Rosji zdobycie półwyspu zaowocowało okresem najwspanialszej ekspansji w jej dziejach

Wiele wskazuje na to, że po przejęciu władzy nad Półwyspem Krymskim Rosja już jej nikomu nie odda. Nawet jeśli będzie to oznaczało dotkliwe problemy gospodarcze i ostracyzm całego demokratycznego świata. Prezydent Władimir Putin najwyraźniej postanowił pójść w ślady Katarzyny Wielkiej, spóźniając się nieco na okrągłą rocznicę, gdyż cesarzowa akt proklamujący: "poddanie państwu rosyjskiemu półwyspów Krymskiego i Tamańskiego oraz całego wybrzeża Kubania" podpisała 8 kwietnia 1783 r. Tamto wydarzenie niewiele obeszło Europę, podobnie jak szybkie wysiedlenie rdzennej ludności z Krymu, by zastąpić ją Rosjanami. Dla Petersburga stanowiło jednak obiecujący początek niezwykłej ekspansji na Zachód. Wkrótce imperium Romanowów wchłonęło resztę ziem ukraińskich wraz z większą częścią Rzeczypospolitej. A zaledwie trzydzieści lat później armia rosyjska wkroczyła do Paryża.

Tureckie otwarcie

Krym stał się samodzielnym państwem dzięki politycznym grom Kazimierza Jagiellończyka. Przyszły król Polski, jeszcze będąc wielkim księciem na Litwie, zawarł przyjaźń z równie ambitnym co on chanem Hadżi Gerejem. Kazimierzowi marzyła się polska korona, zaś potomkowi Czyngis-chana pełen bogactw Półwysep Krymski. Dla Tatarów zamieszkałe przez Włochów z Genui, Ormian, Greków i Żydów miasta stanowiły wymarzony raj, który zamierzali zdobyć. Kiedy Kazimierz Jagiellończyk po śmierci starszego brata Władysława Warneńczyka przejął polski tron, razem z Hadżi Gerejem zaczął wprowadzać nowe porządki na ukraińskich stepach. Wspólnie uderzyli na Wielką Ordę, rozbijając tatarskie państwo. Jego władca Sajjid Ahmed musiał szukać schronienia w Kijowie. Rządzący tam kniaź Semen Olelkowicz wydał Jagiellończykowi gościa dopiero pod groźbą najazdu polsko-tatarskiego. Sajjid Ahmed trafił do lochu zamku w Kownie, zaś Hadżi Gerej mógł podporządkować sobie Krym i okoliczne ziemie, utrzymując stale dobre relacje z Polską. "Polakom, których znaczna liczba służyła w jego wojsku, a którzy z nim na wyprawach wiele przyczynili się do zwycięstwa, i wszystkim chrześcijanom z różnych stron do niego się garnącym okazywał taką ludzkość i wspaniałość, że trudno w nim było poznać barbarzyńcę wychowanego w wierze Mahometa" - zapisał w swej kronice Jan Długosz.

Ale na półwyspie nadal stawiało opór miasto Kaffa, które licząc ok. 70 tys. mieszkańców, było jak na średniowieczne realia metropolią. Tatarzy długo nie potrafili sforsować potężnych murów, aż wreszcie poprosili w 1454 r. o pomoc sułtana Turków Mehmeda II zwanego Zdobywcą. Rok wcześniej przeszedł on do historii, zajmując Konstantynopol i kończąc w ten sposób istnienie cesarstwa bizantyjskiego. Flota turecka zablokowała Kaffę w lipcu 1454 r., po czym osmańska artyleria rozpoczęła regularny ostrzał miasta. Wówczas rządzący nim genueńczycy podjęli rozmowy o warunkach kapitulacji. W zamian za zachowanie zwierzchności nad Kaffą godzili się płacić coroczną daninę w sztabach srebra Turkom i Tatarom. Jednak osiem lat później, gdy zmarł Hadżi Gerej, postanowili odzyskać niezależność i poprosili o opiekę Kazimierza Jagiellończyka. Polski król przyjął ofertę, ale nic nie mógł zrobić, uwikłany w ciężką wojnę z zakonem krzyżackim. Wśród Tatarów krymskich także toczyły się walki o schedę po Hadżi Gereju. Sytuacja patowa trwała, aż do gry o półwysep weszła Turcja. Potężna armia osmańska wylądowała wiosną 1475 r. na Krymie i obległa Kaffę. Tym razem po stronie genueńczyków stanęli Tatarzy, ale żołnierze Mehmeda Zdobywcy nie bez powodu uchodzili za jednych z najlepszych w ówczesnym świecie. Kaffa padła w czerwcu 1475 r., o czym zrobiło się głośno w całej Europie. Powszechnie uznawano to wydarzenie za największą klęskę chrześcijaństwa od czasu upadku Konstantynopola. Potem, przez trzy lata, Turcy porządkowali sytuację na Krymie. Nowym chanem uczynili jednego z synów Hadżi Gereja o imieniu Mengli. W zmian musiał on uznać, iż chanat krymski jest osmańskim lennem. Godził się też na tureckie garnizony w kluczowych portach: Kaffie, Azowie i Mankopie. Odtąd Tatarzy krymscy musieli wspierać wszystkie wyprawy wojenne sułtana oraz uzgadniać z nim swoją politykę zagraniczną. Z drugiej strony Turcja zapewniała lennu bezpieczeństwo przed zakusami Polski lub Księstwa Moskiewskiego. "Dla imperium osmańskiego Tatarzy krymscy stanowili poważną siłę militarną, niezbędną w prowadzeniu aktywnej polityki europejskiej. Potrzebni byli zwłaszcza w kampaniach przeciw Polsce, Moskwie i Habsburgom, czasem i na Kaukazie" - opisuje Leszek Podhorodecki w monografii "Chanat krymski". Państwo Tatarów stało się też buforem osłaniającym Turcję przed jej północnymi sąsiadami. Dzięki temu imperium osmańskie mogło rozpocząć systematyczny podbój ziem w Europie Środkowej, zatrzymując swoją ekspansję dopiero pod murami Wiednia.

Polska roszada

Tatarzy krymscy bardzo szybko okazali się bolesnym cierniem, uwierając Rzeczpospolitą regularnymi najazdami. Jako świetni jeźdźcy królowali na ukraińskich stepach. Ich konne zagony docierały aż pod Lwów, paląc, rabując i uprowadzając w jasyr mieszkańców najechanych ziem. Wyprawy na Lachów prowadzono regularnie, bo Krym stał się kluczowym punktem handlu niewolnikami nad Morzem Czarnym, co przynosiło Tatarom krociowe zyski. Jedynie w latach 1605-1633 ze wschodnich ziem Rzeczypospolitej porwano ponad 100 tys. ludzi, zaś 24 tys. zabito. Odnoszone co jakiś czas zwycięstwa wojsk polsko-litewskich nad łupieżcami niewiele zmieniały. Najazdy tatarskie pustoszyły Ukrainę i utrudniały polskie osadnictwo, uderzając w interesy tamtejszych magnatów. Ten fakt postanowił wykorzystać król Władysław IV, by wcielić w życie swe ambitne plany. Monarcha przez pierwsze lata rządów szedł od sukcesu do sukcesu. Zmusił Szwedów do wycofania się z Pomorza Gdańskiego, zadał bolesną klęskę militarną Rosji, w końcu postanowił rozprawić się z Turcją.

Stworzony przez Władysława IV wspólnie z doradcami plan przedstawiał się brawurowo. Król chciał zbudować ogólnoeuropejski sojusz antymuzułmański. Następnie uderzyć na Krym. A po zajęciu półwyspu i zabezpieczeniu Polski od wschodu, wyprawić się na Stambuł. Plany monarchy w lutym 1646 r. zreferował na posiedzeniu Sejmu kanclerz Jerzy Ossoliński. Ale pomimo prób udowodnienia posłom, jak wielkim nieszczęściem dla kraju są najazdy tatarskie, ci nie wykazali entuzjazmu. Nie zmieniło tego nawet poparcie ze strony najwybitniejszego z wodzów, hetmana Stanisława Koniecpolskiego, optującego za podbiciem Krymu i przekazaniem go później Rosji. Szlachta generalnie nie miała ochoty na kolejną wojnę, oznaczającą nałożenie nań nowych podatków. Władysława IV popierali jedynie magnaci posiadający latyfundia na Ukrainie. Co oznaczało, że żadnej wyprawy krymskiej nie będzie.

Król nie zwykł się łatwo godzić z takimi porażkami. Dlatego bez zgody Sejmu wiosną 1646 r. rozpoczął werbunek cudzoziemców do armii. Aby zdobyć dla nich żołd, prowadził tajne negocjacje z Wenecją, Watykanem i Persją, czyli państwami najbardziej zagrożonymi przez turecką ekspansję. Już w marcu Wenecjanie zadeklarowali, iż przekażą na sfinansowanie kampanii 400 tys. talarów. Polskiemu królowi udało się namówić do zawarcia antytureckiego sojuszu też cara Aleksego I Romanowa oraz Habsburgów. Wysłannicy z Polski zaczęli aktywnie działać na znajdujących się pod turecką okupacją ziemiach serbskich i bułgarskich, przygotowując tam powstanie. Pojawili się nawet w Maroku.

Dążący do celu z typową dla siebie energią Władysław IV przestał zwracać uwagę na istotne szczegóły i do sojuszu zaprosił też Kozaków. Ich delegacja, na czele której stał Bohdan Chmielnicki, zawitała do Warszawy w kwietniu 1646 r. Król wypłacił gościom 18 tys. zł żołdu i zaproponował zmobilizowanie 50 tys. Kozaków na wyprawę krymską. Obiecał też znaczną poprawę ich losu, wręcz zrównanie w prawach z polską szlachtą. Wśród mieszkańców Ukrainy, fatalnie traktowanych przez polskich możnowładców, rozbudziło to ogromne nadzieje. Tymczasem Chmielnicki był wytrawnym politykiem. Nie wierzył w spełnienie królewskich obietnic, a przetrwanie chanatu krymskiego traktował jako kluczową kwestię dla sprawy ukraińskiej. Kozacy zwykle walczyli z Tatarami, ale sprzymierzali się z nimi, gdy Polacy zbytnio im doskwierali. Zdobycie Krymu przez Władysława IV oznaczało naruszenie tej równowagi, do czego Chmielnicki nie chciał dopuścić. Dlatego kiedy tylko otrzymał tajne listy monarchy informujące o planach wojennych, przekazał je chanowi Islamowi III Gerejowi. Ten długo nie potrafił uwierzyć Kozakom, w końcu jednak podjął rozmowy o wspólnych działaniach przeciw Rzeczypospolitej.

Ostrzeżenie od Chmielnickiego przyszło w samą porę. Wprawdzie w październiku 1646 r. Sejm uchwalił nakaz rozwiązania zaciągniętego wojska i zaniechania szaleńczej wyprawy, ale Władysław IV ani myślał ustąpić. Dzięki subsydiom od papieża Innocentego X, Wenecji oraz wkładowi kresowych magnatów mógł zaczynać wojnę. Gdy tatarscy posłowie przybyli w czerwcu 1647 r. do Warszawy, król potraktował ich bardzo obcesowo. Odmówił przekazania zwyczajowych podarunków i otwarcie zagroził najazdem. Potem na Dzikie Pola wymaszerowała 20-tysięczna armia dowodzona przez Jeremiego Wiśniowieckiego oraz Aleksandra Koniecpolskiego (jego ojciec hetman Stanisław Koniecpolski już wówczas nie żył). Polacy otwarcie prowokowali Tatarów do walki. Ale ci, jak nigdy wcześniej, unikali starcia. Islam Gerej wiedział o sojuszu Rzeczypospolitej z Rosją. Jego chanat znalazł się w kleszczach i otwarta wojna mogła oznaczać koniec panowania Tatarów na Krymie. Ale z pomocą przyszli mu Kozacy Chmielnickiego, wzniecając wiosną 1648 r. powstanie, potem zaś wprost nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Nocą z 19 na 20 maja 1648 r. zmarł nagle Władysław IV. Królowi od dawna dokuczały artretyzm i niestrawności. Acz bezpośrednią przyczyną śmierci było prawdopodobnie przedawkowanie środków przeczyszczających, zaleconych przez medyków. Pozbawione utalentowanego wodza państwo zamiast zdobyć Krym, pogrążyło się w wojnie domowej. Długoletnie walki z Kozakami, wspieranymi przez Tatarów, osłabiły kraj, zachęcając Rosję, a potem również Szwecję do łupieżczych najazdów, po których Rzeczpospolita nigdy już nie odzyskała dawnej świetności, powoli chyląc się ku upadkowi.

Rosyjski szach i mat

Pierwszy marzyć o przyłączeniu Krymu do Rosji ośmielił się car Piotr I Wielki. Ale w 1711 r. nad Prutem armia turecko-tatarska osaczyła jego wojska. Do tego jeszcze na pole bitwy nadciągali szwedzcy żołnierze króla Karola XII, który zawarł sojusz z imperium osmańskim. Losy cara i Rosji wydawały się przesądzone. Jednak turecki wódz - wielki wezyr Mechmed Baltadżi - zgodził się przyjąć rosyjskiego posła. Po rozmowie w cztery oczy wezyr zainkasował 200 tys. rubli plus wszystkie kosztowności, jakie miała przy sobie żona cara. Potem podpisał traktat prucki, dający Turcji niewielkie zdobycze terytorialne. Piotr I ocalał, ale bolesną lekcję zapamiętano na długo.

Po raz kolejny grę o Krym Rosja rozpoczęła trochę przypadkowo. W Polsce, gdzie na polecenie Katarzyny Wielkiej królem został jej były kochanek Stanisław Poniatowski, wybuchła rewolta. Konfederaci barscy, chcący pozbyć się rosyjskiego protektoratu, nawiązali kontakty z Turcją i chanatem krymskim. W styczniu 1769 r. Tatarzy, by wesprzeć Polaków, zaczęli wyprawiać się w głąb Rosji. Wkrótce do wojny przyłączyła się Turcja. Ale 13 lipca 1770 r. nad rzeką Largą armia turecko-tatarska poniosła sromotną klęskę. Potem wysłannik Katarzyny II generał Piotr Panin zaproponował chanatowi krymskiemu przejście na stronę Rosji. Ale Tatarzy pozostali wierni wobec Stambułu i wiosną 1771 r. armia rosyjska wkroczyła na Krym. Chan Selim III nie był w stanie obronić półwyspu. Padały kolejne miasta, jako jedna z ostatnich kapitulowała Kaffa. Wreszcie 13 lipca poddał się również Selim III. Wówczas cesarzowa Katarzyna Wielka zleciła napisanie specjalnego manifestu, obiecując w nim mieszkańcom Krymu niepodległość w zamian za przejście na stronę Rosji. Zaczęła też przekazywać spore sumy tatarskim elitom. Przekupstwo przyniosło pożądane rezultaty. Nawet Selim III zadeklarował chęć współpracy z najeźdźcami, po czym wysłał do Petersburga poselstwo, na którego czele stanął jego syn, absolwent uniwersytetu w Wenecji Szahin Gerej.

Ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Zachwycona cesarzowa napisała do Woltera: "Ten młodzieniec ma dopiero 25 lat, a jest bardzo mądry, ma wiele zainteresowania dla kultury Zachodu, wszystkiemu uważnie się przypatruje i chce wszystko poznać. Poza tym jest bardzo przystojny". Aby to jeszcze uwydatnić, Katarzyna nakazała młodemu Tatarowi ubierać mundur rosyjskiego oficera, a zadowolona z ogólnego efektu przyznała mu pensję w zawrotnej wysokości 100 rubli dziennie. Fascynacja, jaką ponadczterdziestoletnia kobieta okazywała młodzieńcowi, nie przesłoniła cesarzowej politycznych celów. Na jej polecenie nowym chanem został nie młody faworyt, lecz inny członek rodu, uznawany za zupełnie bezwolnego Sahib II Gerej. To on w listopadzie 1772 r. podpisał w Karasu Bazar układ o sojuszu Niepodległego Państwa Krymskiego z Rosją. Dokument obiecywał po wsze czasy "wzajemną przyjaźń", ponadto Rosja gwarantowała Tatarom stałe subsydia finansowe. Przejście Krymu na stronę rosyjską bardzo nie podobało się Turcji, ale to imperium Romanowów wygrało wojnę, zmuszając Stambuł do pogodzenia się z utratą ujścia kluczowych rzek: Donu, Dniepru, Bohu, oraz ziem nad północnymi brzegami Morza Czarnego i Morza Azowskiego. Jednocześnie Katarzyna II dokonała pierwszego rozbioru Polski.

W tej sytuacji Tatarzy mogli się uważać za wybrańców losu. Nic nie stracili, a zyskali teoretycznie pełną suwerenność. Ale na Krymie nie miano złudzeń, kto czeka następny w kolejce do pożarcia przez rosnącą w siłę Rosję. Dlatego zaczęto rozpaczliwie szukać nowych sojuszników w Paryżu i Londynie. Rosjanie nie przyglądali się temu bezczynnie i ich wojska w listopadzie 1776 r. znów wkroczyły na Krym, wioząc ze sobą nowego chana, dawnego faworyta cesarzowej Szahin Gereja. Acz tym razem nie nosił on munduru carskiego oficera. Wybór Katarzyny II okazał się nie do końca trafny, ponieważ wykształcony na Zachodzie młodzieniec bardzo chciał zreformować kraj i przekształcić go w nowoczesne państwo. Zmodernizował więc w pośpiechu system administracyjny i fiskalny, zaczął tworzyć zawodową armię, do której werbował głównie... Polaków i Niemców. Co natychmiast wywołało zaniepokojenie w Petersburgu. Szahin Gerej miał dodatkowo pecha, że cesarzowa znalazła sobie innego faworyta, byłego ordynansa księcia Jerzego Holsztyńskiego - Grigorija Potiomkina. O potiomkinowskim etapie życia cesarzowej rosyjski historyk Michaił Heller zapisał, iż: "był okresem wielkiego zaangażowania uczuciowego Katarzyny i intymnych związków z jednookim osiłkiem, który okazał się mądrym, godnym zaufania, oddanym doradcą". A to oznaczało fatalną przyszłość dla Krymu, bo Potiomkin bardzo chciał zostać księciem i usilnie namawiał kochankę, aby pozwoliła mu zbudować na południu Nową Rosję. Cesarzowa dała swoje przyzwolenie i wkrótce Potiomkin zaczął na stepach budować miasta i wsie oraz sprowadzać osadników. Wreszcie przyszedł czas na Krym.

Triumf cesarzowej

Przewaga militarna Rosji była tak ogromna, że Szahin Gerej, kiedy przedstawiono mu ofertę nie do odrzucenia, zdecydował się skapitulować bez walki. Jego dalsze losy przypominały to, co potem spotkało ostatniego polskiego króla. Bezwolnie pogodził się z przyłączeniem Krymu do Rosji, co uroczyście przeprowadzono 18 lutego 1784 r., po czym został wywieziony do Petersburga i tam osadzony w areszcie domowym. Dopiero pod koniec życia pozwolono mu osiąść na wyspie Rodos. Tymczasem Potiomkin w pośpiechu budował na Krymie port Sewastopol oraz kolejne okręty floty wojennej. Zajął się też ok. 300 tys. Tatarów, Ormian i Greków, których uznał za mało godnych zaufania. Na jego polecenie zrównano z ziemią 687 miejscowości, a ich mieszkańców przepędzono. Wygnani wówczas Tatarzy osiedlali się potem na Kubaniu lub emigrowali do Turcji. Na ich miejsce sprowadzono osadników z głębi Rosji. Po trzech latach gorączkowych porządków Potiomkin postanowił się pochwalić swojej oblubienicy tym, czego dokonał. Zaproponował więc jej wyjazd na Krym, który zmienił się w wielką imprezę propagandową, rozreklamowaną w całej Europie. Katarzyna Wielka żeglowała w towarzystwie 3 tys. dworzan, oficerów i dyplomantów z innych krajów przez pół roku w dół Dniepru. Zwiedzając po drodze kolejne, dopiero co wzniesione miasta. Wedle opisów saskiego posła Georga von Helbiga mianowany księciem Potiomkin przygotował z drewna imitacje wsi, które rozstawiano wzdłuż Dniestru, a potem rozmontowywano i przenoszono na nowe miejsce. Tym sposobem zwielokrotnił liczbę osad na trasie podróży i udowodnił sukces akcji kolonizacyjnej. Obecnie rosyjscy historycy zgodnie twierdzą, że von Helbig kłamał i "potiomkinowskie wsie" nigdy nie istniały. "Opowieść ta była całkowicie sprzeczna z faktami, ale została tak zręcznie wymyślona, że okazała się trwalsza od prawdy. Katarzynę można było oszukać tylko wówczas, kiedy sama tego chciała" - zapisał Michaił Heller w "Historii imperium rosyjskiego". Z tym ostatnim trudno dyskutować. Cesarzowa, nim dotarła na Krym, upajała się triumfem. Po drodze w Kaniowie zaszczyciła zgodą na audiencję króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Potem w Chersoniu przyjęła cesarza Austrii Józefa II. Na koniec zwiedziła Krym, gdzie specjalnie dla niej zbudowano pałace, bite drogi, a nawet wydano specjalny przewodnik. Po udanym wypoczynku władczyni mogła się zająć nowymi podbojami. Kolejna na liście dań była zbyt niepokorna Polska. Acz chyba nikt wówczas się nie spodziewał, że wojny, jakie potem wybuchły w Europie, zakończą się w tak spektakularny sposób. Po krótkim oblężeniu 31 marca 1814 r. minister spraw zagranicznych Francji Talleyrand przyjął warunki kapitulacji, po czym uroczyście wręczył Aleksandrowi I Romanowowi symboliczne klucze do bram Paryża. Car Rosji uprzejmie podziękował i okazał pokonanym wyjątkową łaskawość.

Tatarzy krymscy okazali się bolesnym cierniem, uwierając Rzeczpospolitą regularnymi najazdami. Jako świetni jeźdźcy królowali na ukraińskich stepach. Ich konne zagony docierały aż pod Lwów, paląc, rabując i biorąc w jasyr mieszkańców najechanych ziem

@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.000001800.803.jpg@RY2@

AKG/EAST NEWS

Andrzej Krajewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.