Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Powtórka z nierówności

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Już starożytni mówili, że "powtarzanie jest matką wiedzy". A jeżeli tak, to "Cena nierówności" noblisty Josepha Stiglitza znakomicie nadaje się do matkowania.

"Cena..." najbardziej przyda się tym, którzy jakimś sposobem przegapili to, co działo się w światowej debacie ekonomicznej ostatnich 5 lat. A nazwiska takie jak Piketty, Saez, Mazzucato, Standing, Warufakis czy Rodrik mówią im niewiele. Stiglitz zbiera tu więc raz jeszcze wszystkie najważniejsze myśli. Punktem wyjścia jest oczywiście problem nierówności. Które w ciągu minionych kilkudziesięciu lat wymknęły się spod kontroli i dziś zagrażają spójności społecznej oraz politycznej większości krajów rozwiniętego Zachodu. Przeczytamy tu więc sporo o fenomenie tzw. jednego procenta (chodzi o najbogatszych) i o złudnej wierze z hasło, że "przypływ podnosi wszystkie łodzie".

Ale nierówności nie są jedynym bohaterem książki Stiglitza. Ekonomista szuka ich przyczyn na wielu polach. I w konsekwencji przenosi opowieść również na te obszary. Stiglitz pisze sporo o amerykańskiej polityce. O stopniowym zacieraniu się tamtejszej machiny demokratycznej i jej niezdolności do wyłapywania prawdziwych ekonomicznych zagrożeń. Pisze o plutokratycznych elitach, rodzących pokusę korupcji mechanizmach finansowania wielkich partii, o mediach zawężających debatę albo o rugowaniu z niej krytyków postępujących procesów globalizacji i deregulacji światowej gospodarki. A trzeba dodać, że wiedza noblisty Stiglitza nie ogranicza się na tym polu do teorii. Lecz obejmuje półtora roku w roli szefa zespołu doradców ekonomicznych prezydenta Billa Clintona, a potem kolejne trzy na stanowisku głównego ekonomisty Banku Światowego. Nie brak głosów, że zwłaszcza w tej drugiej roli Stiglitz wniósł do międzynarodowych instytucji finansowych powiew świeżego myślenia. I jako jeden z pierwszych zakwestionował dogmatyczną wiarę w zestaw jedynie słusznych zaleceń konsensusu waszyngtońskiego. Te doświadczenia pobrzmiewają co jakiś czas w "Cenie nierówności" i są to chyba najlepsze jej momenty.

Pewną nowinką jest również to, że Stiglitz rozumie ekonomię polityczną bardzo szeroko. To znaczy poddaje krytycznej analizie również politykę monetarną. Którą neoliberałowie lubią uważać za dziedzinę w wyłącznym władaniu ekspertów i technokratów. Stiglitz uważa inaczej. A swoje racje wykłada w rozdziale 9, noszącym wiele mówiący tytuł "Polityka makroekonomiczna i bank centralny. Kierowane przez jeden procent na rzecz jednego procenta". Znajdziemy tu np. wyjaśnienia "inflacyjnej obsesji" albo dlaczego tak łatwo instytucje technokratyczne lekceważą popytowe podejście do gospodarki. To już jest typ argumentacji, który u ekonomistów głównego nurtu (a Stiglitz bez wątpienia się do nich zalicza) znaleźć można ciągle dość rzadko.

W sumie wymagający czytelnik nie znajdzie w "Cenie nierówności" nic szczególnie przełomowego. Co w pewnym sensie nieuniknione, bo od momentu jej premiery na amerykańskim rynku wydawniczym minęły już trzy lata. Dziś nikt już o nierównościach nie szepcze po kątach. Przeciwnie. Temat pojawił się tak na salonach władzy i pieniądza, jak i w medialnych newsroomach. Nawet ostatnia Nagroda Nobla z ekonomii dla Szkota Angusa Deatona została przyznana właśnie za badanie nierówności. Można nawet powiedzieć, że wokół tematu pojawiła się potrzeba pewnego uporządkowania i syntezy. I to jest właśnie rola, do której książka Stiglitza może śmiało pretendować. ©?

@RY1@i02/2015/246/i02.2015.246.000003500.803.jpg@RY2@

Joseph Stiglitz, "Cena nierówności", Krytyka Polityczna, Warszawa 2015

@RY1@i02/2015/246/i02.2015.246.000003500.804.jpg@RY2@

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.