Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Polacy Gierka wspominają dobrze - i to by się Gierkowi spodobało, bo chciał, żeby wszyscy go lubili: i naród, i klasa robotnicza, i aparat partyjny, i Związek Radziecki. Jego współpracownicy i oponenci z czasów, gdy Polska w latach 70. miała zostać drugą Japonią, twierdzą zgryźliwie, że owo etatowe budzenie sympatii to była jedyna polityczna strategia pierwszego sekretarza, a także jedyna sfera działalności publicznej, w jakiej czuł się pewnie. Narastający kryzys gospodarczy nie stanowił dla Gierka problemu - po prostu nie przyjmował go do wiadomości - ale utrata społecznego zaufania po 1976 roku kompletnie go załamała.

Gajdziński wykonał pracę biografa sumiennie - jego książka o Gierku nie jest ani potępiająca, ani gloryfikująca, układa się za to w obiektywną narrację o karierze, która nie byłaby możliwa w innych warunkach politycznych. Historia Gierka, niewykształconego górnika, gastarbeitera z przypadku, jest trochę historią komunistycznego Nikodema Dyzmy, tyle że Gierka, w przeciwieństwie do Dyzmy, rzeczywiście dało się lubić. Zapewnił wyposzczonym Polakom namiastkę wolności i konsumpcyjnego raju, ale był także łagodnym człowiekiem kompromisu. Inna sprawa, że Gierek wciąż musiał udowadniać swoją przydatność starym towarzyszom, czy to w Moskwie, czy to w Warszawie: jego prowincjonalne pochodzenie oraz emigrancka przeszłość nie budziły zaufania. Stąd takie samobójcze akty lojalności jak wpisanie do Konstytucji PRL wiecznej przyjaźni z ZSRR.

Czy Gierek zmodernizował Polskę? Niewątpliwie tak. Czy ją zrujnował? Bez wątpienia tak. Oto paradoks, dla wyjaśnienia którego warto czytać książkę Gajdzińskiego.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.196000600.804.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Czy można wyobrazić sobie cięższą dolę niż życie żony wielkiego artysty? Rola towarzyszki życia geniusza wymaga niemałych predyspozycji, a nagrody bywają rzadkie i nieproporcjonalne do heroicznych wysiłków. Trzeba mieć inteligencję, niepospolitą wrażliwość i umieć bez roszczeń usunąć się w cień. Żony pisarzy przez wieki bywały powierniczkami, opiekunkami i cichymi współautorkami sukcesów swoich małżonków. W czasach nieprzyjaznym kobietom wspieranie talentu męża bywało dla nich szansą na samorealizację, której dziś mogłyby szukać na własny rachunek. Bez skargi usuwały przeszkody z drogi artystów, brały na siebie prozę życia, którą oni zajmować się nie mieli ochoty i do której nie mieli głowy. Nadieżda Mandelsztam wierszy męża uczyła się na pamięć, w obawie, by podczas nieustających rewizji nie skonfiskowano zagrażających poecie i jego rodzinie papierów. Zofia Andriejewna, umęczona gromadą dzieci (których urodziła trzynaścioro) żona Lwa Tołstoja, jako jedyna potrafiła się rozeznać w jego notatkach. Za dnia bawiła potomstwo i zarządzała domowymi interesami, by podczas zarwanych nocy przepisywać "Annę Kareninę" i "Wojnę i pokój". Anna Iwaszkiewicz, barwne, ale i niespokojne życie z autorem "Sławy i chwały" przypłaciła okresami poważnych rozstrojów nerwowych. Radosław Romaniuk, literaturoznawca, znany dotąd m.in. jako autor znakomitej biografii Jarosława Iwaszkiewicza, kreśli fascynujące portrety czterech kobiet. Szkice zawarte w jego najnowszej książce są świetne, a to zasługa nie tylko niezwykłych bohaterek. Romaniuk pisze barwnie, umiejętnie odmierzając humor, ironię, empatię i analizę źródeł. Od lektury trudno się oderwać.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.196000600.805.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Po co usprawniać coś, co dawno już uznano za doskonałe? Pytanie niby zasadne, ale w przypadku książki Philipa Pullmana nie do końca trafione. Brytyjski autor nie chce poprawiać braci Grimm ani przekładać spisanych przez nich baśni na swój pisarski język. Autor "Mrocznych materii" pozbawił klasyczne opowieści zbędnego ornamentu i podał czytelnikowi w wersji niemalże sauté.

Jak sam pisze we wstępie, gdzie wyłuszcza swoje motywacje napisania książki, nie istnieje jedyna słuszna wersja baśni, dlatego też pisarz pozwala sobie odstąpić niekiedy od Grimmów na rzecz innej mutacji znanej historii. Myląca może być jednak pochodząca od polskiego wydawcy widniejąca na okładce adnotacja, iż "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" przedstawione są bez cenzury, gdyż jest to zbędne. Bo choć Brytyjczyk nie stroi od scen brutalnych, jego zadaniem nie było strącenie z piedestału disnejowskich adaptacji baśni, gdyż uznaje je za równorzędne pozostałym interpretacjom.

Pullman wybrał 50 z około dwustu spisanych przez braci Grimm baśni, sięgając po pewniaki, kawałki mniej znane, jak i opowieści, co sam podkreśla, słabsze, ale ciekawe ze względu na pojawienie się w nich jakiegoś wyjątkowo interesującego motywu czy postaci. Ingerencja pisarza w kanoniczne baśnie jest taktowna, ma się on bardziej za narratora, a nie autora, a każdą historię opatrzył krótkim komentarzem oraz bibliografią, objaśniając genezę, tłumacząc zawiłości, zwracając uwagę na jakiś łatwy do pominięcia detal. "Baśnie braci Grimm" okazały się w Anglii niezwykle popularne, na podstawie książki zrealizowano przedstawienie teatralne, a czytelnicy już domagają się ciągu dalszego.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.196000600.806.jpg@RY2@

Bartosz Czartoryski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.