Jest nadzieja dla sieci
Cory Doctorow od początku należał do orędowników maksymalnie wolnego i otwartego internetu
Z Alkiem Tarkowskim rozmawia Rafał Woś
Podobno na półce z książkami o tym, jak internet zmienia nasz świat, pojawiła się nowa, ważna rzecz...
Właśnie ukazał się po polsku "Kontekst". Czyli zbiór esejów Cory’ego Doctorowa.
Kto to jest?
To wpływowa postać amerykańskiej sieci. Jedna z niewielu osób, które mają ze swojego blogowania dochody reklamowe na poziomie kilku milionów dolarów rocznie. Już z tego powodu Doctorowa trzeba uznać za sztandarowy przykład internetowego self-made mana.
Blogują miliony, zarabia niewielu. Dlaczego akurat jemu się udało?
Był jednym z założycieli legendarnego magazynu "Boing Boing". W latach 80. z kumplami powielali pisemko na kopiarkach. Pisali o najróżniejszych sprawach: science fiction, nowych technologiach albo o tym, jak zrobić banjo z pudełka po cygarach. Było to pismo mocno zakorzenione w kalifornijskiej kontrkulturze nowych technologii. Rodzący się internet był ich naturalnym środowiskiem. Oni to zjawisko rozumieli i współtworzyli. I akurat Doctorow świetnie potrafił się w nowej rzeczywistości odnaleźć. Dość szybko zajął sobie miejsce inteligentnego obserwatora i komentatora przemian, które przynosi internet.
Filozof sieci?
Bez przesady. Po prostu baczny obserwator. Doctorow od początku należał do orędowników maksymalnie wolnego i otwartego internetu. Krytykuje wszelkie próby wprowadzania ograniczeń. Twierdzi, że to zawsze musi skończyć się ograniczeniem wolności słowa. Ale to tylko część jego przesłania.
Inne?
Doctorow sięga po najróżniejsze tematy. Jest też na przykład pisarzem sci-fi. I to uznanym. Wydał ok. 10 książek, z których co najmniej połowę obsypano branżowymi nagrodami. Można nawet powiedzieć, że jest współautorem wielkiego komercyjnego renesansu takiego gatunku literackiego, jak young adult fiction, czyli takiej literatury dla szesnasto-, osiemnastolatków.
Amerykański Alfred Szklarski XXI w.?
Coś w tym stylu. Tylko teraz takie książki są dużo mniej grzeczne. Są w nich seks, używki i próby samobójcze. Można to zresztą sprawdzić, bo jedna z powieści Doctorowa "Mały brat" została kilka lat temu przetłumaczona na polski. Ta sama książka pojawia się nawet na stoliku nocnym obok łóżka głównego bohatera najnowszego filmu o Edwardzie Snowdenie.
A "Kontekst"?
To eseje, które Dotorow publikował w brytyjskim "Guardianie". Do tego parę tekstów, które ukazały się w mniej znanych miejscach, jak choćby magazyn "Make" czy pismo "Locus".
I to się układa w jedną całość?
To mieszanka różnych tematów. Czasem bardzo pionierska. Moja ulubiona część to poradnik, jak wychowywać dzieci w epoce internetu.
I jak?
Doctorow jako jeden z niewielu sprzeciwia się scenariuszowi chronienia dzieci przed zgubnym wpływem sieci. Szkicuje nawet scenariusz edukacji medialnej zbudowanej wokół krytycznej analizy mechanizmów blokowania stron. Czyli krytycznego sprawdzania z dzieckiem, czy aby na pewno wszystkie blokady internetowe są sensowne i faktycznie wychowawcze.
Czyli Dotorow to obrońca sieci?
On zawsze odpowiada na takie pytanie, że nie wie, co będzie z internetem. Ale ma nadzieję, której wielu krytykom internetu brak.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.00000240a.802.jpg@RY2@
MAREK MATUSIAK
Alek Tarkowski socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek zespołu doradców strategicznych przy premierze
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu