W wolnej chwili
O krążku "Oxygene" francuski mistrz elektroniki Jean-Michel Jarre mówi, że zmienił jego życie. To od tej wydanej 40 lat temu płyty zaczęła się jego wielka kariera. Do dziś sprzedano 12 milionów "Oxygene". Po 20 latach Jarre wypuścił "Oxygene 7-13", kontynuację tamtej płyty, nagraną w dużej mierze na tych samych syntezatorach. Album nie powtórzył już sukcesu pierwszej jego odsłony. Teraz JMJ powraca do tego projektu, zaledwie pół roku po swojej ostatniej płycie "Electronica 2: The Heart of Noise". "Oxygene 3" klimatem podtrzymuje to, co słychać na jej dwóch pierwszych wersjach. Z jednej strony wypełniona jest retroprzestrzenną elektroniką, ale jest też minimalistyczna. Dużo ciekawsze są wolniejsze kawałki, Jarre w przejmujący sposób buduje w nich klimat niepokoju. We fragmentach bardziej dynamicznych nie wciąga już tak bardzo, mam wrażenie wtórności. "Oxygene 3" jest jednak ciekawym finałem tej trylogii. Najlepiej sprawdzi się w "Trilogy Box Set", zestawie ze wszystkimi częściami. To dobry prezent świąteczny dla fana klasycznej elektroniki.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600080c.801.jpg@RY2@
Nick Valensi powiedział, że brakuje mu grania na żywo w klubach i to był jeden z powodów, dla których założył nowy zespół i wydał płytę, z którą wyrusza na trasę. Pochodzący z Nowego Jorku muzyk od niemal 20 lat gra z The Strokes. Mimo że jego macierzysta kapela cały czas gra koncerty (głównie na festiwalach albo w dużych halach) i pracuje nad nowym materiałem, Nick znalazł czas na nowe muzyczne dziecko. CRX nie jest diametralnym odejściem od tego, co grają The Strokes, to wciąż energiczny rock. Na "New Skin" brzmi on momentami nieco popowo, ale jednak rządzą mocne gitary w szybkich, krótkich numerach, a cała płyta trwa 30 minut. Kilka kawałków jest znakomitych, np. ciężki, nieco psychodeliczny "Broken Bones" albo niemal punkowy "On Edge". W każdym z nich słychać mocną rękę znanego chociażby z Queens Of The Stone Age, Josha Homme’a. Popowego sznytu dodał z kolei znakomity mistrz studyjnych miksów Andrew Scheps, który pracował m.in. z Red Hot Chilli Peppers, Adele i Lady Gagą. Co prawda, nie ma tu pokaźnych rockowych hymnów, które zostałyby z nami na lata, ale to solidny zbiór pozytywnego hałasu.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600080c.802.jpg@RY2@
Czasami przypomina Wojciecha Waglewskiego, momentami ma manierę podobną do Grzegorza Ciechowskiego, innym razem Macieja Maleńczuka. Wokalowi towarzyszą dźwięki osadzone w stylistyce retro. "Kiedy byłem nastolatkiem, moi koledzy słuchali techno i hip-hopu, ale ja byłem zawsze trochę na boku" - mówi w jednym z wywiadów Limboski, czyli Michał Augustyniak, który ma już na koncie kilka płyt. Limboski wyrastał na fascynacji Presleyem, Tomem Waitsem, Leonardem Cohenem i Nickiem Cave’em. To słychać na jego nowym krążku "W trawie. I inne jeszcze młode". Limboski, który napisał tu muzykę, teksty, zaśpiewał i zagrał na gitarze, zahacza o folk, bluesa, mroczne ballady, czasami klimat nieco kabaretowo-dancingowy. Jego piosenki ubarwiają dźwięki organów Hammonda, pianina, skrzypiec, kontrabasu czy akordeonu. Nie wszystkie numery tu do mnie przemawiają (bujające, nieco infantylne "Nie poddawaj się"), ale twórczość Limboskiego zasługuje na uwagę. Bezpretensjonalnych songwriterów jak on na naszym rynku wciąż jest garstka.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600080c.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu