W WOLNEJ CHWILI
Przyznam, że mam słabość do Robbiego. Nie znoszę Take That, które przez lata współtworzył, nie jestem fanem jego wszystkich solowych nagrań. Ale jego lekko zawadiacki, szalony i zabawny sposób bycia momentami mi imponuje. Williams potrafi z siebie żartować, a to w popie duża wartość. Jednocześnie nie można mu odmówić posiadania solidnego głosu. Na swojej nowej, już 11. solowej płycie łączy wszystko, czym wkurza albo zachwyca od lat. Bywa nieznośnie nadęty, bawi się swoim emploi, potrafi zachwycić orkiestrowym rozmachem swoich kompozycji albo zanudzić przesłodzonym popem. Wsparli go tu tacy mistrzowie jak Ed Sheeran, John Grant, Rufus Wainwright, Brandon Flowers z The Killers czy sama Helena Bonham-Carter. Imponujące wydawnictwo (16 utworów, gruba książeczka, dodatkowa płyta DVD) ma wzloty i upadki. Interesujące są "Party Like a Russian" z motywem z kompozycji Siergieja Prokofiewa (z genialnym teledyskiem) albo "Hotel Crazy" z dęciakami i wspomnianą Bonham-Carter. Nieznośne są z kolei banalny stadionowy hicior "Mixed Signals" czy balladowy wyciskacz łez "Marry Me".
@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.196000800.801.jpg@RY2@
W grudniu zeszłego roku David Bowie po raz ostatni pojawił się publicznie. Zaszczycił nowojorską premierę musicalu "Lazarus", który współtworzył. To sceniczna wersja opowieści opartej na książce Waltera Tevisa "The Man Who Fell to Earth", w której filmowej adaptacji z 1976 roku główną rolę zagrał sam Bowie. Miesiąc po premierze zmarł, pozostawiając po sobie wspomniany musical oraz doskonałą płytę "●" wydaną dwa dni przed jego śmiercią. "Lazarus (Original Cast Recording)" zbiera materiał z musicalu oraz trzy niepublikowane wcześniej numery z sesji "●". Największe wrażenie robi mocne, szarpane, agresywne "Killing a Little Time" z ostrą gitarą. To doskonałe uzupełnienie "●". Na kolejnej płycie znajdują się kompozycje wykonane przez nowojorską obsadę musicalu "Lazarus", zarejestrowane dzień po śmierci Bowiego. Główne skrzypce gra tu Michael C. Hall znany z serialu "Dexter". Śpiewa m.in. numery "Lazarus" oraz "Where Are We Now?". Gorzej radzą sobie pozostali aktorzy w "This Is Not America" czy "The Man Who Sold the World". Warto mieć ten album dla dodatkowych kompozycji Bowiego. Powalają.
@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.196000800.802.jpg@RY2@
Grywał w przeróżnych projektach (m.in. Retro Funk), w różnym klimacie (jazz, reggae) i na różnych instrumentach (m.in. saksofon). Teraz Buslav postanowił zmierzyć się z solowym materiałem. Króluje na nim spowolniony styl, idealny na leniwą deszczową niedzielę. Co jakiś czas wybijają z letargu pobudzające momenty, jak singiel "Searching For You". Ale łagodny głos Buslava, czyli Tomasza Busławskiego, idealnie pasuje do wyciskających łzy ballad w stylu "Eternity" czy "Hummingbird". Jego wokalnym wzruszeniom towarzyszą dźwięki pianina, klarnetu, partie smyczków czy gitara. Wśród swoich muzycznych inspiracji Buslav wymienia sporo jazzmanów i takie motywy też słychać na "Buslav". Album spodoba się fanom songwriterskiego popu, easylistening, a nawet smooth jazzu. Miłośnicy energicznych dźwięków raczej przez niego nie przebrną. Materiał zyskuje na żywo, o czym będzie się można przekonać w listopadzie na koncertach Buslava m.in. w Łomiankach, Poznaniu, rodzinnym Rogoźnie i Szczecinie.
@RY1@i02/2016/214/i02.2016.214.196000800.803.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu