Traktat o marionetkach
Sztuki wizualne i teatr lalkowy mają wspólny mianownik w postaci historii europejskiej awangardy - spotykały się w działaniach dadaistów czy Bauhausu. Dziś ich drogi nie łączą się już w ramach jednolitego stylu
Przykłady takich właśnie realizacji gromadzi wystawa "Rzeczy robią rzeczy" w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski. Za wybór prac odpowiedzialna jest Joanna Zielińska - kuratorka z Krakowa, autorka wystawy "Nic dwa razy" w Cricotece w 2014 roku. Tamten pokaz był próbą opowiedzenia o "performatywności" w teatrze Kantora i w działaniach współcześnie inspirujących się nim artystów. Pomysł polegał na wyniesieniu do roli dzieł realnych przedmiotów, które wystąpiły w działaniach performatywnych. Na ekspozycji w Zamku Ujazdowskim Zielińska zastosowała taką samą strategię: pokazuje obiekty - rekwizyty z przedstawień i instalacji artystycznych oraz filmy wideo.
Powracającym motywem w każdej z prac są różnej maści lalki, marionetki, kukiełki, które jak sygnalizuje tekst kuratorski - odsyłają nas zwykle do krainy wyobraźni. Na wystawie jest dokładnie odwrotnie: quasi-teatralne obiekty są raczej silnie związane z rzeczywistością i potrafią ją komentować. Na przykład historię sufrażystek walczących ponad 100 lat temu o prawa wyborcze kobiet (rekwizyty z przedstawienia kukiełkowego Marvin Gaye Chetwynd) albo bezsens współczesnej mody na produkty ekologiczne (komedia polityczna meksykańskiego artysty Pedra Reyesa, w której występują marionetki Karola Marksa i Adama Smitha).
Wyjaśnienie powodów, dla których tak chętnie wysługujemy się ożywianymi rzeczami w mówieniu o sprawach trudnych, podsuwa lektura dziewiętnastowiecznego "Traktatu o marionetkach" Heinricha von Kleista. Niemiecki pisarz i dramaturg zauważył chyba jako pierwszy, że lalki pozbawione są autorefleksji - bez protestu przyjmują zatem wyznaczane role, a także związaną z nimi odpowiedzialność za czyny i słowa narzucone przecież przez animującego. Tak jak w bajkach Ezopa metafora świata zwierząt pozwala powiedzieć coś dosadniej o świecie ludzi, tak użycie lalek daje większą swobodę wypowiedzi w sprawach trudnych czy poważnych. Ale nieożywione, człekopodobne przedmioty wzbudzają też nasz niepokój. Skoro lalki potrafią z łatwością przekraczać granice, to co powstrzyma je od na przykład zrobienia nam jakiegoś psikusa lub krzywdy? Ów aspekt wybrzmiewa na ekspozycji w CSW naprawdę silnie, szczególnie w ciasnej sali gromadzącej "Candy Cannibals" Lindsay Seers. Jest to zestaw półmetrowych lalek o niebieskiej skórze i wyrazistych oczach. Wnętrza ich ust skrywają aparaty fotograficzne włączane pod wpływem ruchu zwiedzających. Trzepocząc rzęsami, lalka otwiera usta, aby dać nam po oczach fleszem. Po takim incydencie pokazywana dwie sale wcześniej praca Tony’ego Ourslera - postać dziewczynki w sukience w kwiaty, której gadająca głowa jest uwięziona pod nogą stołu - przestaje szokować.
Czy "Rzeczy robią rzeczy" ma do zaoferowania coś ponad surrealistyczne efekciarstwo? Owszem, i to całkiem sporo, ale o tym przekonać się można najlepiej, uczestnicząc w bogatym programie imprez towarzyszących. Wiele z nich rozegra się w kwietniu. Wtedy ożyje część zgromadzonych na ekspozycji scenografii oraz odbędą się warsztaty związane z lalkarstwem dla dzieci i dorosłych. Ekspozycja pozbawiona wydarzeń towarzyszących robi wrażenie nieco posępnej, ale i tak warto ją obejrzeć ze względu na zgromadzone na niej filmy: śmieszne i frapujące zarazem.
@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.19600050c.802.jpg@RY2@
CSW Warszawa
Praca Pierre’a Huyghe’a "This Is Not A Time For Dreaming", 2004
Anna Diduch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu