Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Czerń dojrzewania

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Kultura Gniewu wznawia "Black Hole" Charlesa Burnsa - jedno z najważniejszych dzieł współczesnego komiksu niezależnego

Przeszło dziesięć lat temu, kiedy ukazało się zbiorcze wydanie klasycznego już komiksu Charlesa Burnsa, brytyjski pisarz Christopher Priest na łamach dziennika "The Guardian" wylał na album kubeł pomyj. I choć należałoby pochwalić recenzencką niezależność opinii, wydaje się jednak, że zubożył treść dzieła, sprowadzając je w gruncie rzeczy do prostej metafory zagrożeń niesionych przez choroby weneryczne i negując jego starannie rozplanowaną strukturę narracyjną i graficzną. Nie baczył też na entuzjazm towarzyszący obdarowywaniu "Black Hole" kolejnymi nagrodami na przestrzeni minionej dekady, podczas której Burns tworzył swoje dwunastoczęściowe opus magnum. Artysta sam twierdził, że spore odstępy czasowe pomiędzy rysowaniem kolejnych zeszytów pomogły mu spojrzeć na swoją pracę z odpowiedniego dystansu i podjąć przemyślane decyzje artystyczne.

Historia powstania "Black Hole" jest też jednak na swój sposób symptomatyczna dla losu niezależnego amerykańskiego (i nie tylko!) artysty komiksowego, który co kadr czy stronę musi oderwać się od przygotowywanego rysunku i pochylić nad projektami natury czysto komercyjnej. Tak czy inaczej na poły autobiograficzny komiks Burnsa wyrasta nie tyle ze zbeletryzowanego życiorysu samego autora, ile raczej zestawu impresji, jakie pielęgnował. Nieprzypadkowo "Black Hole" osadzone jest w latach 70. (Burns to rocznik 1955), kiedy ten dorastał, popalał z kumplami trawkę i chodził nad jezioro, żeby podpatrywać kąpiące się dziewczyny. Jest to też czas posthippisowski, kiedy przypięte do kwiatka ideały zdążyły już się rozproszyć, pozostały z nich jedynie prochy i seks. Nie bez znaczenia dla Burnsa pozostaje też jego popkulturowe dorastanie, wychowany został bowiem na tanim kinie science fiction i drugoligowych horrorach, z których zapożyczył fascynację przejaskrawioną cielesnością i rozmaitymi deformacjami. "Black Hole" epatuje jednak skrajną groteskowością na poziomie symbolicznym, gdyż przenoszona drogą płciową choroba, która toczy krąg znajomych, może zostać odczytana jako wyraźna metafora. Nie dość, że u każdego nastolatka symptomy "francy" objawiają się inaczej, to kolektywnie proces zarażania się oraz jego efekty da się odczytać jako niepewność towarzyszącą pierwszemu krokowi w dorosłość, niekoniecznie wyrażonemu jedynie poprzez kontakt seksualny. Burns miłosne uniesienia nieodmiennie zestawia z uczuciem, choćby jeszcze nieopierzonym, ale jest to dla niego, przynajmniej na potrzeby komiksu, akt graniczny, konieczny do wejścia na kolejny etap życia. Ale lektura "Black Hole" prowadzić może do konstatacji, że pierwszy krok w dorosłość rozwiewa iluzję o spełnieniu u boku drugiej osoby - jesteśmy skazani na doskwierającą, wynikającą z niepewności samotność.

Rzeczywistość u Burnsa miesza się obficie z fantasmagorycznymi wytworami udręczonych młodzieńczych fantazji, zacierając granice, które czytelnikowi nie zawsze będzie łatwo zauważyć. I choć Priest poczytywał to za minus, owo zamazanie dualizmu pomiędzy snem i jawą jest siłą "Black Hole", podkreśla bowiem pełen niepokoju stan ducha bohaterów. Posunięcie to pasuje zresztą do przyjętego przez autora stylu narracji, umyślnie niejasnego, pełnego dynamicznych przeskoków i skondensowanego, również na poziomie dialogu. Nawet po dwudziestu latach od premiery pierwszego zeszytu czarna dziura dojrzewania nadal jest nieprzebyta.

@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600040b.803.jpg@RY2@

Kultura Gniewu

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600040b.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.