W wolnej chwili
"Na tej płycie udałam się do miejsc, w których wcześniej nie czułam się komfortowo" - słowa wokalistki Eleny Tonry dobrze oddają klimat drugiej płyty jej projektu Daughter. Słuchacz też nie będzie się czuł komfortowo, przeżyje za to inspirujące chwile. Brytyjski zespół czaruje przestrzennymi gitarami i onirycznym wokalem Eleny, a przy tym zmianą klimatu na przestrzeni nawet jednego kawałka. Przykładem jeden z najlepszych numerów na płycie, "Fossa", z wyciszającym fragmentem, szybką partią i hałaśliwą, rozbudowaną końcówką. Na pozór proste melodie z "Not to Disappear", opatrzone poetyckimi tekstami Eleny, mają postrockowy sznyt, który powinien od razu oczarować fanów uduchowionego indie-rocka. Muzyka Daughter nie jest widowiskowa, daleko jej do pokazu fajerwerków. Co prawda nie brakuje tu pojedynczych momentów wybuchu niemal tanecznej energii ("No Care"), ale "Not to Disappear" nie jest albumem na prywatki ani płytą, która sprawdzi się na wielkich koncertach. To intymna opowieść dla tych, którzy w muzyce poszukują czegoś więcej niż ładnych melodii.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/014/i02.2016.014.196000800.804.jpg@RY2@
To w zasadzie album koncertowy, choć momentami trudno to wychwycić. Zespół Wojtka Mazolewskiego gra własne wersje kompozycji kultowego w elektronicznych kręgach brytyjskiego duetu Autechre. Muzyk od lat przyznaje się do fascynacji twórczością Roba Browna i Seana Bootha. Z muzyką Auteche Mazolewski bawił się już m.in. na scenie Open’era. Na płycie pojawił się jednak koncert zarejestrowany 18 stycznia 2015 roku w katowickim Jazz Clubie Hipnoza. Połamana elektronika duetu z Wysp została przeinterpretowana przez Mazolewskiego i jego muzyków na jazzowy styl, momentami podkręcony elektronicznymi zabawkami. Niecodzienne brzmienia i struktury w pinkfreudowskim fusion jazzie powinny wciągnąć z jednej strony miłośników otwartego jazzu, którzy kompletnie nie kojarzą twórczości Autechre, a z drugiej - fanów Brytyjczyków, niekoniecznie gustujących w jazzie. Mazolewski z Pink Freud coverował już przeróżnych artystów różnych gatunków. Dawno jednak nie zrobił tego z tak otwartym umysłem jak w przypadku Autechre. Wciągające.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/014/i02.2016.014.196000800.805.jpg@RY2@
Polskie trio elektroniczne wreszcie wydało swoją debiutancką płytę - w niemieckim labelu Dependent. Po ośmiu latach istnienia kr-lik (wokal, syntezatory, programowanie) z Controlled Collapse, TomTylor (syntezatory) oraz Łukasz Klaus (perkusja), grający wcześniej z Cool Kids of Death i Girl & Nervous Guy, wypuścili "Glitch Machine". Są tu numery napisane na początku ich działalności oraz nowe kompozycje. Całość składa się na elektroniczno-industrialną podróż, która powinna przypaść do gustu fanom projektów typu Nitzer Ebb. Mocne EBM, mrok, klubowa, taneczna zabawa, techno - sporo tutaj różnych tropów. Kr-lik w jednym z wywiadów powiedział: "Przez to, że moją bazą jest muzyka EBM/Industrial, takie też mam podejście do robienia muzyki. Można powiedzieć, że Clicks z założenia miał być projektem techno, lecz przez pewne naleciałości z innej sceny wyszło to, co można usłyszeć na albumie. Punktem wyjścia jednak zawsze była taneczność. Clicks ma być projektem, który spodoba się zarówno w scenie EBM, jak i klubowej". Warto wyśledzić ich na scenie, bo taka muzyka zyskuje podczas grania live.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/014/i02.2016.014.196000800.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu