Zawału nie da się przechorować w domu
Należy jak najszybciej wdrożyć opiekę ambulatoryjną i szpitalną niezwiązaną z COVID-19. Inaczej czeka nas epidemia chorób innych niż wywołane przez SARS-CoV-2
Pacjenci zmagający się z chorobami przewlekłymi nie mogą czekać na porady do końca pandemii. Powinni znajdować się pod stałą opieką lekarza. Specjalista zdrowia publicznego prof. Bolesław Samoliński podkreśla, że polski system ochrony zdrowia nie może zostać przekształcony wyłącznie w system antycovidowy. Grupa chorych, która szczególnie ucierpiała na zmianach w okresie pandemii, to chorzy kardiologicznie.
– W największym stopniu miało to miejsce w okresie pierwszego lockdownu, czyli od marca do maja. Nie tylko nie działały w tym czasie przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej i specjalistyczne, lecz zostały także wtrzymane planowane przyjęcia do szpitali – wyjaśnia prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, pełniący obowiązki kierownika Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie. I dodaje, że spowodowało to, iż liczba procedur kardiologii interwencyjnej stosowanych w ostrych zawałach serca spadła w czasie lockdownu o 35 proc., a zabiegów planowych o 74 proc. Jeśli chodzi o inne zabiegi, np. te wykonywane u pacjentów z zaburzeniami rytmu serca czy wszczepienia stymulatorów, to ich liczba zmalała o około 40 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.