To nie jest selekcja tylko racjonalne postępowanie
●
- Rzeczywiście, byliśmy pionierami tej metody w Polsce. Autorem idei był prof. Marian Szamatowicz, któremu udało się zarazić pomysłem młodych i ambitnych lekarzy z Kliniki Ginekologii. Z zapałem godnym zdobywców księżyca za pomocą motyki próbowaliśmy przenieść na grunt Polski metodę biotechnologiczną dopiero co wprowadzoną na świecie. Dzisiaj to może wydać się niewiarygodne, ale w tamtych czasach produkowaliśmy wszystko, co było potrzebne, we własnym zakresie, począwszy od wody i mediów hodowlanych do zestawów do pobierania komórek jajowych. Dostęp do informacji naukowych oraz klinicznych był niezwykle ograniczony. Z dzisiejszej perspektywy noce spędzone w laboratoriach oraz pracowniach naukowych miały posmak, który można odnaleźć w pamiętnikach odkrywców szczepionek czy insuliny. Dzisiaj chyba nie odważyłbym się pracować w takich warunkach. Jednak wtedy zapał, determinacja oraz niezwykły potencjał ludzki zaowocowały sukcesem pierwszych narodzin dziecka in vitro oraz ukształtowaniem drogi życiowej lekarzy zaangażowanych w ten sukces. Kiedy spoglądam na wycinki prasowe z tamtego okresu, jestem zdziwiony ewolucją, jaka dokonała się w naszym kraju. Wtedy określano nas jako sześciu wspaniałych, dzisiaj się zbiera podpisy poparcia pod prawem całkowicie zakazującym leczenia tą metodą, epatując karą więzienia dla lekarzy. Nie do wiary.
●
- Ekstremalnie restrykcyjne stanowisko Kościoła katolickiego i język jego prominentnych przedstawicieli jest wyrazem silnego uwsteczniania nauki społecznej Kościoła w stosunku do linii Soboru Watykańskiego II. Gdy czytam dokumenty tego zgromadzenia, w tym np.: Konstytucję Duszpasterską Gaudium et Spes, to jawi mi się zupełnie inny Kościół, otwarty na wiedzę i zdobycze nauki, umiar i spolegliwość w ocenie problemów współczesnego człowieka oraz zastosowań medycyny w przezwyciężaniu tych problemów. Twarde stanowisko i płynące z Watykanu sygnały jak np: zdjęcie ekskomuniki z lefebrystów, tęsknota do rytu trydenckiego w liturgii mszy św. czy w końcu potwierdzenie słuszności procesu Galileusza są atrakcyjną opcją dla skrajnych duchownych, ale również niektórych polityków szukających własnej tożsamości oraz poparcia ze strony radykalnych środowisk katolickich. Cieszyć mogą jedynie coraz częstsze głosy etyków oraz filozofów, ale także przedstawicieli Kościoła, tak jak np. ks. Marcin Liszak. Jestem w stanie zrozumieć odmienność poglądów, ale jeżeli do wykazania własnej racji konieczne jest manipulowanie danymi oraz faktami i przeinaczanie lub też ignorowanie podstawowych faktów medycznych i naukowych...
●
- Kiedy obserwujemy rozwój zarodków w laboratorium i widzimy, że niektóre z nich rozwijają się prawidłowo, dzieląc się codziennie i wytwarzając kolejne struktury, a niektóre przestają się dzielić i obumierają, to dla mnie jest to wyraz dbałości natury o stałość gatunkową. Ponad 90 proc. takich zarodków jest nieprawidłowa genetycznie i nie ma szans na pełny rozwój i urodzenie dziecka. Kiedy więc przenosimy do macicy kobiety zarodki żywe i prawidłowe, a nie martwe i z defektem, to nie jest to selekcja zarodków, tylko racjonalne postępowanie. Wmawianie społeczeństwu przez Kościół katolicki, środowiska z nim związane i konserwatywnych polityków, że zabijamy zarodki, jest największym nadużyciem, świadomie wykorzystywanym w walce z metodą. Jeśli więc nie ma lepszych argumentów, aby uzasadnić jedyne słuszne stanowisko, to znaczy, że trudno będzie obronić stanowisko kościoła, jak to konkluduje o. Lisak w Gazecie Wybiorczej mówiąc: Jeśli jednak nie dochodzi do ich niszczenia, to przyznaję szczerze, że mam kłopot ze zrozumieniem bezwzględności zakazu. Podobnie rzecz się ma z mrożeniem nadliczbowych zarodków.
Pan poseł Jarosław Gowin mówi o tysiącach zabijanych zarodków o strasznych rzeczach dziejących się w klinikach in vitro o sprzedawaniu zarodków w celu produkcji kremów. Poziom tej argumentacji i brak jakichkolwiek, udokumentowanych faktów jest dowodem, że nie chodzi o rzetelną ocenę metody i wprowadzenie racjonalnego prawa, a przeforsowanie jedynego słusznego światopoglądu z całkowitym lekceważeniem nauki, a nawet jej pozorów. Mam nadzieję, że ma rację prof. Szawarski (Gazeta Lekarska) pisząc o odpowiedzialności polityków w sprawach bioetyki: polityk który nie potrafi posługiwać się uniwersalnym językiem bioetyki, musi ponieść klęskę. Tak też oceniam próby wykorzystania fałszywych argumentów bioetyki w działalności politycznej przez posła Giertycha lub posła Marka Jurka.
●
- Polska to jeden z nielicznych krajów, w których nie ma regulacji prawnych odnoszących się do rozrodu wspomaganego medycznie. Dotychczasowe regulacje, opracowane przez Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w latach 1995/96, miały charakter zaleceń i odnosiły się raczej do zasad dobrej praktyki medycznej, więc siłą rzeczy nie obejmowały wielu obszarów tej dziedziny, jak organizacja, logistyka, sprawozdawczość, nadzór merytoryczny oraz instytucjonalny, rejestr procedur i zdarzeń niepożądanych itd. Wielokrotnie podejmowane były też próby wprowadzenia standardów postępowania dotyczących leczenia niepłodności metodami zapłodnienia pozaustrojowego, zarówno przez środowiska lekarskie jak i powoływane przez Ministerstwo Zdrowia grupy eksperckie. Niestety, żadne z tych opracowań nie doczekało się realizacji. W związku z wejściem w życie prawa unijnego (Dyrektywy 2004/23/WE Parlamentu Europejskiego i Rady Europy z 31 marca 2004 r.) w sprawie postępowania z tkankami i komórkami ludzkimi używanymi do przeszczepów, które obejmuje swoim zasięgiem również komórki rozrodcze i zarodki, Polska stanęła wobec konieczności stworzenia regulacji prawnych wypełniających zapisy dyrektywy. Najistotniejsze problemy do uregulowania to powołanie kompetentnego ciała eksperckiego odpowiedzialnego za inspekcję i licencjonowanie ośrodków biotechnologicznych, sektora zarówno publicznego, jak i prywatnego oraz merytoryczny nadzór. Ciało takie powinno zostać powołane przez Ministerstwo Zdrowia i wyposażone w instrumenty prawne umożliwiające wyegzekwowanie wdrożenia dyrektywy. Inne, bardziej szczegółowe zadania odnoszą się do wdrożenia przez ośrodki rozrodu wspomaganego medycznie systemu zapewnienia i kontroli jakości spełniającego unijne standardy, zapewnienie właściwych szkoleń personelu, wprowadzenie systemów znakowania komórek i tkanek umożliwiających ich identyfikację, a także wprowadzenia systemu monitorowania zdarzeń niepożądanych.
W 2005 r. powołano przy Ministerstwie Zdrowia komisję, której zadaniem było opracowanie projektu ustawy uwzględniającego zalecenia dyrektywy. W grudniu 2006 r. projekt nowelizacji ustawy transplantacyjnej został zredagowany i przedstawiony do uzgodnień w Ministerstwie Zdrowia. Z powodów politycznych i gorącej dyskusji w parlamencie na temat ochrony życia poczętego projekt ustawy nie wszedł w życie. Po zmianie rządu w listopadzie 2007 r., prace nad ustawą zostały wznowione i ostateczna wersja została przedstawiona do konsultacji społecznych oraz uzgodnień zewnętrznych. Projekt ten uwzględniał wszystkie zalecenia dyrektyw unijnych i był w mojej ocenie nowoczesnym aktem prawnym stworzonym przy dużym udziale profesjonalistów, którego nie musielibyśmy się wstydzić w Europie i na świecie. Niestety, prace legislacyjne nad omawianą ustawą zostały wstrzymane, a w wyniku powołania komisja bioetycznej rozgorzał nowy spór, który zamiast rozwiązań prawnych przyniósł nam kolejną odsłonę walki światopoglądowej, w której wygranych nie będzie, a przegrają, jak zwykle, walczący z bezdzietnością pacjenci.
●
- Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro), wymaga nie tylko specjalistycznej wiedzy, nie tylko odpowiedniej nowoczesnej aparatury i dostępu do technologii, ale też integracji wielu specjalności i specyficznych umiejętności. Przy tak skomplikowanej materii konieczne jest więc, żeby zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego oraz związane z nimi inne aktywności (hodowla i transfer zarodków, mrożenie i przechowywanie zarodków i gamet itd.) odbywały się: w zgodzie z opracowanymi i zaakceptowanymi standardami (guidelines), w ośrodkach, które spełniają odpowiednie wymagania (certyfikacja, akredytacja), są uprawnione (licencja) do wykonywania odpowiednich procedur (code of practice), według zasad dobrej praktyki medycznej (good medical practice).
W tym algorytmie zawiera się idea organizacji medycyny rozrodu. Aby taki model wprowadzić, należy ustanowić prawo, powołać instytucję odpowiedzialne za jego wdrożenie oraz zapewnić odpowiedni nadzór nad funkcjonowaniem świadczeniodawców usług medycznych.
Fot. Arch.
Prof. dr hab. Waldemar Kuczyński z Kliniki Ginekologii na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku
●
Przewodniczący Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego (PTG).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.