Proponowane regulacje prawne nie powinny ingerować w procedury medyczne
●
- Tak się w życiu dzieje, że bitwy wygrywają żołnierze, a laury zbierają dowódcy.
Nie byłbym w stanie zabiegu in vitro zrealizować indywidualnie. Miałem szczęście, że grono moich współpracowników, entuzjastów tego typu leczenia, przyczyniło się do zrealizowania w Polsce pierwszego zapłodnienia pozaustrojowego.
Instytut Położnictwa i Chorób Kobiecych w Białymstoku,w ramach swojej działalności leczniczej, od lat zajmował się problematyką rozrodu. Zawsze staraliśmy się wprowadzać do naszego arsenału leczniczego to wszystko, co było nowe i możliwe po to, aby pomagać nieszczęśliwym niepłodnym parom. Odnotowaliśmy również fakt urodzenia dziecka po in vitro w Anglii. Oznaczało to, że w wielu przypadkach można będzie udzielać skutecznej pomocy parom, uznanym w świetle ówczesnej klasycznej wiedzy za nieodwracalnie niepłodne.
Pierwszy bezpośredni kontakt z zapłodnieniem in vitro miałem w 1983 r w Goeteborgu.
Zobaczyłem, jak to się robi. Pragnienie, aby to samo mogło zaistnieć w Polsce, było ogromne. Potem cztery lata gromadzenia środków finansowych, zakupów niezbędnego sprzętu, przygotowywania odczynników, uczenia się, nawiązywania kontaktów krajowych i zagranicznych, prób, najpierw, niestety nieskutecznych. I wreszcie stało się. 12 listopada 1987 r. urodziło się pierwsze w Polsce dziecko - dziewczynka - po pozaustrojowym zapłodnieniu.
●
- Dzisiaj już nie kieruję Kliniką, bowiem wiek mi na to nie pozwala, ale nadal współuczestniczę w leczeniu niepłodności za pomocą in vitro. A najbardziej jestem dumny z tego, że przy mojej zapobiegliwości oraz pomocy życzliwych ludzi doszło do modernizacji dawnej Kliniki Ginekologii. Z jej substancji została wydzielona Klinika Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej i na tej bazie są zlokalizowane sale zabiegowe, laboratoria embriologiczne i biologii molekularnej. Tu realizuje się końcowe etapy procedury in vitro. Nieskromnie mogę powiedzieć, że poziom leczenia niepłodności w naszym ośrodku, przy wykorzystaniu różnych metod, jest porównywalny z najlepszymi ośrodkami europejskimi. Mam szczęście, że mogę nadal pracować w Klinice Ginekologii i współpracować z Kliniką Rozrodczości. Cieszy mnie ogromnie świadomość, że dobrze służymy naszym podopiecznym.
●
- Widziałem ją dwukrotnie. Wtedy, gdy wydobyłem ją z łona matki i potem jeszcze raz, gdy szła do szkoły w wieku 7 lat. Bardzo piękne, normalne dziecko. Teraz wiem, że rodzice nie życzą sobie żadnych kontaktów. I chyba jest to rezultatem pewnych kołtuńskich postaw, które mają miejsce w naszym kraju. Z ogromnym żalem oglądam grupowe zdjęcia radosnych rodziców z dziećmi po in vitro i zadaję pytanie, dlaczego nie u nas?
●
- Niechętnie podejmuję dyskusję ze stanowiskiem Kościoła. Boli mnie i irytuje agresywna postawa tylko za to, że się chce udzielić pomocy niepłodnym parom za pomocą in vitro.
Bałamutnie promuje się naprotechnologię, która w większości przypadków niepłodności jest bezradna. Wściekam się na stosowanie języka, w którym używa się słów „zabijanie”, „morderstwo”, „wyrafinowana aborcja”. Czy to, że w naturalnym rozrodzie obumiera około 70 proc. zarodków, nie zagnieżdżają się i są wydalane, oznacza, że urodzenie dziecka odbywa się kosztem sióstr i braci? Jestem lekarzem i dla mnie udzielanie skutecznej pomocy w chorobie, a niepłodność jest chorobą, jest bez cienia najmniejszej wątpliwości, etyczne. Odwołuję się dość często do Biblii, bowiem problemy z rozrodem u naszych patriarchów Abrahama, Izaaka, Jakuba zajmują wiele miejsca w Księdze Rodzaju /Genesis/ czy w Księdze Powtórzonego Prawa. Tam w sytuacjach trudności w posiadaniu dziecka pomocy udzielali aniołowie. A teraz? Mniej doskonale, ale medycyna?
●
- Nie wszystkie niepłodne pary powinny być leczone za pomocą metody in vitro. Szacuje się, że w Polsce po zniesieniu bariery finansowej mogłoby to być ok. 25 tys. procedur rocznie. Przy skuteczności leczenia 25-30 proc. na cykl, przybywałoby nam 5 tys. - 7 tys. dzieci (obecnie około 700). In vitro nie jest żadną cudowną metodą i powinno być stosowane według ściśle określonych wskazań bądź jako metoda jedyna, bądź jako metoda ostatniej szansy.
●
- Zawsze byłem zwolennikiem pewnych uregulowań prawnych. Wyraźnie zastrzegam się, że mam na myśli wyłącznie leczenie niepłodności za pomocą in vitro. Wszelkim eksperymentom na zarodkach jestem przeciwny. Otóż te regulacje powinny obejmować głównie licencjonowanie ośrodków, kontrolę nad jakością ich działania, raportowanie wyników. W żadnym przypadku nie powinny ingerować w procedurę medyczną, przede wszystkim ze względów ideologicznych. Czy do pomyślenia jest sytuacja, że w prawie zapisuje się, jak chirurg ma operować albo jak ma postępować lekarz w zawale mięśnia sercowego? Zadania te powinna robić wydzielona komórka w Ministerstwie Zdrowia, a nie specjalnie powołany nowy centralny urząd, we współpracy ze specjalistycznym nadzorem krajowym i Polskim Towarzystwem Ginekologicznym.
Fot. Forum
Prof. Marian Szamatowicz z Kliniki Ginekologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku
●
w 1987 roku dokonał pierwszego w Polsce udanego zabiegu zapłodnienia człowieka metodą in vitro. Ma w swoim dorobku 170 publikacji naukowych w kraju i za granicą, jest współtwórcą kilkunastu podręczników medycyny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.