Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Antybiotykowa samowolka

26 czerwca 2018

Ból gardła? Grypa? Przeziębienie? Bezmyślnie sięgamy po leki, które w ogóle nam nie pomagają

Klebsiella pneumoniae. Ta bakteria wywołuje infekcje dróg moczowych, oddechowych i krwi. "Jej oporność na antybiotyki jest przedmiotem niepokoju i rosnącym problemem dla Europy. Większość izolatów tego drobnoustroju (...) była oporna na co najmniej jeden z możliwych do zastosowania antybiotyków, oporność na zastosowanie kilku była powszechna" - alarmuje Europejskie Centrum Profilaktyki i Kontroli Zakażeń. Z jego danych wynika, że o ile poziom oporności tej bakterii w Polsce w 2009 r. znajdował się w przedziale 10-25 proc., to w ubiegłym roku wzrósł do poziomu 25-50 proc. Podobny "awans" notuje także inna powszechnie występująca u nas, zwłaszcza latem, Escherichia coli.

Ale zjawisko rosnącej oporności bakterii na antybiotyki nie dotyczy wyłącznie naszego kraju. Tak się dzieje na całym świecie. Przyczyn jest kilka, ale przede wszystkim - sami jesteśmy sobie winni. - Poważnym problemem jest samoleczenie antybiotykami. Mimo że powinny być dostępne wyłącznie na receptę, to i tak ludzie przyjmują je na własną rękę, bo mają w domu resztki leków, których nie wykorzystali po poprzednich kuracjach. Albo wymuszają na lekarzu przepisanie antybiotyku na wszelki wypadek czy dają leki dzieciom, mimo że lekarz przepisał je ich rodzeństwu - opowiada Anna Olczak-Pieńkowska z Narodowego Instytutu Leków. - Antybiotyki działają wyłącznie na bakterie. A pacjent w większości przypadków nie jest w stanie sam odróżnić zakażenia wirusowego od bakteryjnego. Nie jest też w stanie sam właściwie dobrać antybiotyku - wyjaśnia.

Przebieg typowej choroby można podzielić na kilka etapów: zaobserwowanie objawów, wizyta u lekarza, przepisanie leków - w tym antybiotyków, leczenie. I tu następuje etap kluczowy. Często w momencie, gdy objawy schorzenia ustępują, przestajemy przyjmować antybiotyk, choć zgodnie z zaleceniami lekarza powinniśmy to robić jeszcze przez kilka kolejnych dni. W ten sposób nie zabijamy bakterii, tylko dajemy jej szansę "oswojenia się" z antybiotykiem, co może doprowadzić do wykształcenia przez nią oporności na lek. W samym przebiegu choroby warto jeszcze zwrócić uwagę na etap "przepisanie leku". Szczególnie w przypadku wizyt rodziców z dziećmi presja na lekarzy, by wypisali antybiotyki, bywa silna. - I dla lekarzy, i dla rodziców jest to rozwiązanie wygodne - opowiada pediatra z wieloletnim stażem. - Jeśli w przypadku niektórych chorób nie przepisze się antybiotyku od razu, rodzice powinni co dwa dni pojawiać się na kontrole. A na to muszą mieć czas i oni, i lekarz. No i po kilku dniach może się jednak okazać, że antybiotyk i tak trzeba przepisać.

- Skłonność do nadużywania antybiotyków wynika z niewiedzy. Zastosowanie przy infekcji dróg oddechowych daje przekonanie pacjentowi, że ten lek uchroni go przed powikłaniami. A przecież zdecydowana większość tych infekcji wywoływana jest przez wirusy, a do takich powikłań bakteryjnych zazwyczaj nie dochodzi - wyjaśnia dr Grzegorz Juszczyk, dyrektor ds. profilaktyki korporacyjnej Grupy Lux Med.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, Polacy najczęściej przyjmują antybiotyki z powodu dolegliwości, które nie powinny być nimi leczone: przeziębienia (23 proc. wskazań), bólu gardła (14 proc.), grypy (15 proc., czy kaszlu (8 proc.).

- Moi pacjenci antybiotyków domagają się coraz rzadziej. Staram się ich edukować i wyjaśniać, że to nie jest złoty środek na wszystko. Ale na pewno duża część lekarzy chętnie sięga po te leki, bo ryzyko powikłań i konsekwencji prawnych w przypadku zbyt późnego podania antybiotyków jest jak najbardziej realne, a nikt nie ma ochoty mieć z tego powodu procesu - mówi jeden z naszych rozmówców.

Problem rosnącej oporności stał się na tyle poważny, że prof. Waleria Hryniewicz, kierownik Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków, przestrzega, że jeśli nie zaczniemy prowadzić racjonalnej terapii antybiotykami, ludzkość wejdzie w okres ery poantybiotykowej. Sto lat temu żyliśmy w erze preantybiotykowej i nie mieliśmy możliwości leczenia zakażeń bakteryjnych, obecnie znajdujemy się w erze antybiotykowej - jesteśmy w stanie z bakteriami skutecznie walczyć. Ale pojawiają się zwiastuny tego, co może nas czekać, gdy pojawią się drobnoustroje oporne na antybiotyki.

W 2009 r. Stany Zjednoczone ujawniły pierwszy przypadek zakażenia szczepem prątków gruźlicy wybitnie wielolekoopornych (XXDR - extremely extremely drug resistant), który był oporny na wszelkiego rodzaju leki. To zdarzenie utrzymywano w tajemnicy przez dwa lata, by nie wzbudzać paniki. Tyle też trwała walka o życie chorego, która zakończyła się sukcesem, ale kosztowała 0,5 mln dol. W 2010 r. w krajach UE zanotowano 25 tys. zgonów z powodu zakażeń bakteriami, którym nie mogły dać rady leki.

Skoro zagrożenie jest tak poważne, można by się spodziewać, że problem doczeka się poważnego potraktowania w Ministerstwie Zdrowia. W 2011 r. ruszyła kolejna edycja Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków, z rocznym budżetem na poziomie 800 tys. zł, z czego na edukację lekarzy przeznacza się 60 tys. zł. Jest jednak "ale". W Polsce mamy ok. 120 tys. lekarzy, tak więc statystycznie na edukację każdego z nich w dziedzinie antybiotyków co roku Ministerstwo Zdrowia przeznacza 50 gr. Z drugiej strony mamy wielkie koncerny farmaceutyczne, które na kampanie reklamowe grosza nie szczędzą. W ich interesie jest oczywiście jak największa sprzedaż leków. Każdego rodzaju.

Ale nawet jeśli nauczylibyśmy pacjentów i lekarzy odpowiedniego stosowania antybiotyków, pozostają nam jeszcze... zwierzęta. Jak można przeczytać w jednym z biuletynów Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków: "istotnym elementem zagadnienia lekooporności w medycynie człowieka jest stosowanie antybiotyków w hodowli zwierząt. Antybiotyki stosuje się tutaj nie tylko w celach leczniczych, lecz także w celu zwiększenia efektywności produkcji zwierząt hodowlanych. W przeciwieństwie do sposobu stosowania leków przeciwbakteryjnych u ludzi, kiedy dawki leku dostosowuje się do pojedynczego pacjenta, w hodowli zwierząt dodaje się antybiotyki do paszy lub wody dla całych grup zwierząt hodowlanych, co powoduje gwałtowny wzrost populacji opornych mikroorganizmów. Określenie wpływu takich praktyk na populację ludzi jest wielkim wyzwaniem dla medycyny".

Pytanie, czy nawet jeśli na stawienie mu czoła przeznaczylibyśmy duże środki finansowe, mamy szansę ten problem rozwiązać? W pesymistycznym wariancie można założyć, że scenariusze filmów, w których bohaterowie, nieliczni, którzy wciąż przetrwali na Ziemi, zmagają się z tajemniczą śmiercionośną bakterią, przestaną być zaliczane do kategorii science fiction.

@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.000002000.802.jpg@RY2@

Getty Images/Flash Press Media

Maciej Miłosz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.