Chorzy na COVID-19 umierają też w szpitalach powiatowych
Rośnie liczba zakażonych pacjentów, których nie można odesłać do placówek drugiego stopnia, gdzie mogliby być leczeni. Brakuje w nich wolnych łóżek i personelu
Szpital szukał przez trzy dni miejsca w placówce lepiej przygotowanej na leczenie koronawirusa. Nie znalazł. Pacjentka zmarła – to sytuacja z Kraśnika, sprzed dwóch dni. Szpitale powiatowe, które mają tylko diagnozować pacjentów, zaczynają mieć kłopoty ze znalezieniem dla chorych łóżek w placówkach, które są wytypowane do leczenia.
Piotr Krawiec, zastępca dyrektor ds. medycznych szpitala w Kraśniku, przyznaje, że w ciągu kilku dni trafiło do ich placówki dziewięć osób z ciężkimi objawami wskazującymi na COVID-19. Zgodnie z wytycznymi placówka powinna potwierdzić, czy na pewno chodzi o koronawirusa, ocenić stan chorego i jeżeli wymaga leczenia, przesłać do szpitala drugiego stopnia. Problem polega na tym, że w tych nie ma miejsc. W przytoczonej sytuacji znaleziono jedno, ale lekarze musieli wybrać, dla którego z kilkorga chorych w najcięższym stanie je przeznaczyć. Ponad 80-letnia pacjentka została w Kraśniku. – I tak nie udałoby się jej uratować. Przebieg choroby był piorunujący, zmarła po trzech dniach – mówi Piotr Krawiec. Ale przyznaje, że zadaniem jego placówki jest diagnostyka, a nie leczenie. Tłumaczy, że łóżka, które udaje się znaleźć, są coraz bardziej oddalone. Ostatnio jednego chorego wieziono 150 km.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.