Kto produkuje, kto zarabia
Szkoda, że projektodawcy nie przedstawili danych o zatrudnieniu w branży futrzarskiej, wpływie ferm na środowisko i udziale kapitału zagranicznego w całym sektorze. Bez nich trudno ocenić koszty zakazu
Pakiet „Piątka dla zwierząt” był w ostatnich dniach najżywiej dyskutowaną propozycją legislacyjną (w momencie zamykania wydania projekt był po drugim czytaniu w Sejmie). To rzadki przykład ustawy autorstwa posłów PiS, pod którą zgodnie podpisała się także Lewica, PO i Zjednoczona Prawica, choć w samej koalicji rządzącej nie obyło się bez podziałów. Chociaż ustawa mająca poprawić dobrostan zwierząt zakłada kilka gruntownych zmian, m.in. zakaz uboju rytualnego i wyższe kary za znęcanie się nad zwierzętami, to medialna i polityczna burza rozpętała się przede wszystkim wokół jednego z postulatów – likwidacji ferm zwierząt futerkowych, których właściciele będą musieli w ciągu roku zwinąć interes, jeżeli nowe przepisy wejdą w życie.
„To zamach na wolność gospodarczą i nóż w plecy polskiego rolnictwa” – komentują hodowcy i to najłagodniejsza z ich reakcji. Z drugiej strony obrońcy praw zwierząt i mieszkańcy terenów, na których znajdują się fermy, twierdzą, że hodowca to bardziej biznesmen niż rolnik, a na futrach i tak najwięcej zarabia zagraniczny kapitał, koszty zostawiając po polskiej stronie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.