Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Samorządowcom trudno przebić się z kampanią wyborczą do Senatu

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

NISKIE LIMITY na finansowanie kampanii dla pojedynczych kandydatów dają im mniejsze szanse niż tym, za którymi stoi partyjna machina

Limit wydatków dla komitetu wyborczego, który zarejestruje jednego kandydata w jednym okręgu wyborczym, wynosi 55 tys. zł. Komitety, które zarejestrują swoich kandydatów w większej liczbie okręgów, mogą limity łączyć i według uznania przesuwać pieniądze.

- To daje swobodę i pewną przewagę dużym komitetom, ponieważ w ramach limitu w jednym miejscu mogą zwiększać wydatki na kampanię, a w innym nie - wyjaśnia Krzysztof Lorentz z PKW.

Obywatele do Senatu mają zarejestrowanych 30 kandydatów w jednym komitecie, część zarejestrowała się osobno. Narzekają, że trudno im zorganizować profesjonalną kampanię wyborczą. Najwięcej kosztują billboardy czy plakaty oraz niestandardowe formy kampanii, np. reklamy w środkach komunikacji miejskiej. Za jeden billboard trzeba zapłacić od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych (w zależności od wielkości, miejsca czy czasu, przez jaki wisi).

Limity to jednak także problem kandydatów dużych partii. O ich wysokości dla poszczególnych kandydatów decyduje bowiem centrala partii albo władze regionalne. Zgodnie z prawem komitety, które wystawiają kandydatów we wszystkich okręgach do Sejmu i Senatu, mogą wydać w sumie 30 mln zł. I to do nich należy decyzja, jak te środki podzielić między kampanię centralną i indywidualną poszczególnych kandydatów. W Platformie po licznych sporach o limity zarząd partii postanowił, że jedynki nie powinny wydawać na swoje kampanie więcej niż 40 tys. zł. Z kolei kandydaci na dalszych miejscach, w zależności od ich pozycji i regionu, mogą wydać kilkanaście tysięcy mniej.

- Kilkanaście tysięcy wystarczy na kampanię indywidualną, żeby się spotykać z ludźmi. Przecież i tak wynik robi kampania centralna - mówi jeden z posłów PO.

Ale to głos raczej odosobniony. We wszystkich partiach limity są przy każdej kampanii powodem donośnych utyskiwań. Ich zróżnicowanie jest spore we wszystkich partiach.

W PiS podobnie jak w PO - jedynki mogą wydać średnio ok. 40 tys. zł, kolejne miejsca 5 - 10 tys. mniej. W SLD limity dla jedynek to nawet 60 tys zł, ale za to ostatni mogą wydać po kilkaset złotych, maksymalnie tysiąc.

Taka sytuacja powoduje, że kandydaci z dołu list często rezygnują z czynnej kampanii wyborczej, bo wiedzą, że i tak nie mają szans na sukces.

- Kandydatów dużych partii zarówno do Sejmu, jak i Senatu "niesie" kampania centralna organizowana przez sztaby. Najczęściej mają dzięki temu gotowe layouty billboardów, plakatów etc. Z własnych limitów muszą za to płacić za ich druk i np. wynajęcie nośników. - Partie mają efekt synergii. Kandydaci na posłów wspierają też kandydatów na senatorów i to wszystko wzajemnie się napędza znacznie mniejszym kosztem - przyznaje politolog dr Jarosław Flis z UJ.

Krzysztof Lorentz z PKW podkreśla, że limitowanie wydatków na kampanię ma dać szansę słabszym i ograniczać dużych.

- Przy zbyt wysokich limitach decyduje, kto ile ma pieniędzy. Z kolei zbyt niskie mogą zachęcać do ich omijania i nielegalnego finansowania kampanii - podsumowuje.

Anna Gielewska

anna.gielewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.