Referendum demokracji nie zaszkodzi. Bojkot też
Polityczna hucpa, strata pieniędzy, moment zbiorowego ogłupienia, zabawy przedwyborcze - to z jednej strony. Z drugiej: rachunek za nieudolne rządy, niekompetencję i chaos. W referendum dotyczącym odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz pozycje dawno już zostały zajęte, a role rozdane. Polityczne role, oczywiście.
Nie bądźmy naiwni, nie o jakość rządzenia, udolność - bądź nie - obecnej stołecznej ekipy w tej sprawie tu chodzi, ale o politykę. I to nie lokalną. Platforma ma się czego bać, niewielu urzędujących prezydentów udało się przetrwać taki plebiscyt, jeśli tylko wzięła w nim udział wymagana liczba mieszkańców. Tadeusz Wrona w Częstochowie, Jerzy Kropiwnicki w Łodzi, Grzegorz Nowaczyk w Elblągu, Piotr Koj w Bytomiu - to tylko najgłośniejsze nazwiska. Lista jest dłuższa i może się jeszcze wydłużyć, bowiem referendalna fala przetacza się właśnie przez Polskę. Porażka Gronkiewicz-Waltz byłaby dla PO wielkim prestiżowym ciosem, tym celniejszym, że w 2014 r. rozpoczyna się maraton wyborczy (wybory samorządowe i do europarlamentu, rok później do Sejmu i Senatu oraz prezydenckie). Można przegrać wszystko. Opozycja, od lat głosząca, że kraj jest już na skraju upadku i pędzi ku katastrofie, nie może oczekiwać lepszego prezentu, niż odwołanie wiceprzewodniczącej partii aktualnie rządzącej rok przed końcem kadencji.
Z tej perspektywy dyskusja o tym, czy premier i prezydent powinni namawiać do bojkotu plebiscytu, wydaje się naiwnością. Głośno uwielbiamy przywoływać wyidealizowany obraz polityki, w którym zwaśnione strony ramię w ramię uczestniczą w podniosłym akcie demokratycznego wyboru. Po cichu jednak oczekujemy skuteczności. Święte prawo burmistrza Guziała, PiS i Ruchu Palikota nakłaniać mieszkańców, by podpisali wniosek o referendum, oraz przekonać, by poszli do urn i postawili odpowiedni krzyżyk. Święte prawo Platformy bojkotować i wyciągać proceduralne haki, by to referendum zablokować. Wszystko w granicach prawa, a nie obyczaju, bo tego w naszym życiu politycznym - i nie tylko naszym - od dawna nie ma. To są właśnie mechanizmy demokratyczne. Nieuczestniczenie w wyborach jest takim samym prawem obywatelskim, jak uczestniczenie. A organizowanie referendum to postawa obywatelska, a nie polityczna rozróba. Po to zapisaliśmy w prawie takie rozwiązania, by z nich korzystać. Zwłaszcza że to dzięki niemu samorządowcy wiedzą, że podpisują z wyborami kontrakt na czas określony, ale z możliwością wcześniejszego rozwiązania. Bez okresu wypowiedzenia.
@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.00000020c.802.jpg@RY2@
Andrzej Andrysiak zastepca redaktora naczelnego
Andrzej Andrysiak
zastepca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu