Budżet układają żelazne damy
Przez ostatnie ćwierć wieku tylko cztery osoby odpowiadały za budżet w Polsce. Trzy z nich były kobietami - twardymi, kompetentnymi i pracowitymi. Kolejna przejmuje właśnie pałeczkę w tej sztafecie
Od 1989 r. aż 19 osób może pochwalić się w CV doświadczeniem ministra finansów. To najlepiej pokazuje, jak gorące jest krzesło w gmachu przy ul. Świętokrzyskiej. Rekordzista - Jacek Rostowski - zasiadał w fotelu pierwszego księgowego rządu aż sześć lat. Najkrócej, zaledwie trzy tygodnie, urzędował Paweł Wojciechowski. Przez kierownictwo Ministerstwa Finansów w tym czasie przewinęło się, lekko licząc, kilkadziesiąt osób.
Historia pokazuje, że oazą spokoju z rzadka omiataną kadrową miotłą był w gmachu MF gabinet wiceministra odpowiedzialnego za budżet państwa. Historia III RP zna tylko cztery osoby, na których barkach spoczywało pilnowanie harmonogramu dochodów i wydatków publicznej kasy. W sumie przetrwali aż 16 gabinetów.
Właśnie rezygnację złożyła Hanna Majszczyk, pod której skrzydłami od 2010 r. powstawał projekt najważniejszej dla rządu ustawy. Tym samym do historii przeszedł trwający ponad dwie dekady zwyczaj, że budżetową pałeczkę przekazują sobie drogą awansu kolejni urzędnicy MF. Wciąż jednak hołduje się równie długiej tradycji, że publiczna kasa jest pod okiem kobiety. Teresa Czerwińska zamieniła w ubiegłym tygodniu stołek wiceministra nauki na jedno z najbardziej wymagających stanowisk w administracji rządowej - wiceministra finansów odpowiadającego za budżet.
Dlaczego ten fotel stanowił tak stabilne oparcie przed zawirowaniami, które wstrząsały sceną polityczną po upadku PRL?
- Tej działki uczy się bardzo długo, zanim osiągnie pewien stopień biegłości. Praca jest niewdzięczna, bo ma się wrogów nie tylko w rządzie, ale nawet w samym MF - mówi minister obecnej ekipy, który sam starł się z odwołaną właśnie wiceminister i... nie ugrał ani jednego złotego dla swoich planów. Nawet po interwencji w tej sprawie u wicepremiera Mateusza Morawieckiego.
Większość dysponentów budżetowych ma pod ręką wiele historii o tym, jak nie spotkali się ze zrozumieniem przy ul. Świętokrzyskiej i musieli odejść z kwitkiem, ale w każdym głosie pobrzmiewa szacunek dla pracy, jaką wykonują panie od budżetu.
Proces budżetowy jest w Polsce mocno sfeminizowany. W dwóch kluczowych departamentach MF: budżetu państwa i finansowania sfery budżetowej, pracują 123 osoby, trzy czwarte biurek obsadzonych jest przez kobiety. Od 1995 r. każdy kolejny wiceminister planujący dochody i wydatki przekracza próg swojego gabinetu na obcasach.
Na tym obrazku nie mieści się jedynie Wojciech Misiąg, który między rokiem 1991 a 1994 przygotowywał ustawę budżetową w pięciu rządach. Miał jednak te same unikalne cechy, które wyróżniały jego następczynie.
- Mawiano o nim, że potrafiłby zrobić budżet z niczego - wspominał w miesięczniku finansowym "Bank" Waldemar Kuczyński, jedna z kluczowych twarzy rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Wróćmy do kobiet, bo te nie oddały zarządzania budżetem aż do dzisiaj. Zaczęło się od duetu.
- Halina Wasilewska-Trenkner i Elżbieta Suchocka-Roguska były bardzo podobne, jeśli chodzi o styl pracy. To może wynikać z tego, że ich współpraca była bardzo bliska - pierwsza była wiceministrem od budżetu, a druga dyrektorem departamentu budżetu - wspomina Ludwik Kotecki, który przez 19 lat w resorcie współpracował z trzema strażniczkami publicznej kasy.
Panowanie Haliny Wasilewskiej-Trenkner trwało do 2004 r. - momentu powołania do Rady Polityki Pieniężnej. Z przerwą w 2001 r., gdy musiała pokierować całym resortem w ostatnich dwóch miesiącach gabinetu Jerzego Buzka (później wróciła na fotel wiceministra). Sukcesja przebiegła płynnie, a budżetową władzę przejęła prawa ręka Haliny Wasilewskiej-Trenkner w ministerstwie - Elżbieta Suchocka-Roguska.
Budżetowy tandem znów się połączył dzięki Markowi Belce na stanowisku prezesa Narodowego Banku Polskiego - zrobił obie panie swoimi doradcami.
- O duecie takich dwóch niewiast może marzyć każda instytucja finansowa. Nie znam lepszych specjalistek od tworzenia budżetu państwa. Są profesjonalistkami najwyższej próby - komplementuje je były szef banku centralnego w autobiografii "Selfie".
Elżbieta Suchocka-Roguska opuściła gmach przy ul. Świętokrzyskiej z początkiem tej dekady. Tajemnicą poliszynela jest, że nie mógł znaleźć z nią wspólnego języka ówczesny minister finansów Jacek Rostowski. To z jego polecenia rozpoczęły się poszukiwania następcy i szybko zapadła decyzja, że należy postawić na awans wewnętrzny.
- Historia Hanny Majszczyk jest nieco inna, bo awansowała na wiceministra z pionu podatkowego, a nie budżetowego w MF. Jej olbrzymią zaletą było to, że potrafiła twardo bronić pieniędzy budżetowych - podkreśla Ludwik Kotecki.
Trzeba ją było długo namawiać do zamiany fotela dyrektora departamentu VAT na stanowisko wiceministra. Wszyscy z resortu finansów, którzy mieli okazję z nią pracować, wspominają jednak, że nikt tak przekonująco nie potrafił odmawiać czekającym w kolejce po publiczne środki ministrom, nawet własnemu szefowi. Przed objęciem pieczy nad budżetem ministerialnej asertywności przez ćwierć wieku uczyła się na korytarzach przy ul. Świętokrzyskiej.
- Im lepiej poznawałem minister Majszczyk, tym bardziej ją lubiłem i ceniłem - mówi Mateusz Szczurek, były minister finansów, choć przyznaje, że początki były trudne.
Kiedy odbierał w 2013 r. nominację na szefa finansów państwa, Hanna Majszczyk była już doświadczonym urzędnikiem z kilkoma budżetami na koncie. Nasi rozmówcy twierdzą, że zarówno Jacek Rostowski, jak i Donald Tusk nie mieli wątpliwości, że pieczę nad kasą państwa powierzyli właściwej osobie.
- Procesu budżetowego można się nauczyć na studiach, ale doświadczenie relacji z samorządami czy parlamentarzystami jest unikalne. Poza tą funkcją nie można go nabyć, dlatego zmiany na tym stanowisku są tak rzadkie. Nie można też ściągnąć do pracy ludzi z sektora prywatnego, bo ten nie daje takiego doświadczenia - podkreśla Mateusz Szczurek i przyznaje, że w bardzo politycznie istotnym resorcie finansów urzędnicy od budżetu wykazywali się wyjątkową apolitycznością.
- Wszystkie trzy panie łączyło to, że były diabelnie pracowite. Na tym stanowisku pracuje się co najmniej 25 godzin na dobę, poświęca dom i życie prywatne. Przed skierowaniem projektu budżetu na posiedzenie rządu prace trwają dzień i noc, także w weekend - mówi Kotecki.
Były minister finansów w rządzie PO-PSL przyznaje też, że Hanna Majszczyk wybrała dobry moment na odejście, bo zamknęła swoje urzędowanie sprawozdaniem z wykonania budżetu za 2016 r.
- Dla jej następcy wejście w nowe obowiązki nie musi być bolesną lekcją, o ile będzie słuchał ludzi z departamentów - zaznacza Mateusz Szczurek.
Ważne jest, aby wiceminister od budżetu miał pełne zaufanie i wsparcie szefa.
Teresa Czerwińska musi szybko startować z układaniem budżetu. Fundament makroekonomiczny już ma, z końcem wakacji trzeba dać projekt do zaopiniowania partnerom społecznym, tak żeby do 30 września znalazł się na biurkach posłów.
Wiceminister od budżetu musi mieć pełne zaufanie i wsparcie szefa
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.00000120b.802.jpg@RY2@
fot. Rafał Siderski
Teresa Czerwińska
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.00000120b.803.jpg@RY2@
fot. MK
Elżbieta Suchocka-Roguska
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.00000120b.804.jpg@RY2@
fot. Stefan Maszewski/Reporter
Hanna Majszczyk
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.00000120b.805.jpg@RY2@
fot. Szymon Łaszewski
Halina Wasilewska-Trenkner
Bartek Godusławski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu