Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Uczelnie nabite w fundacje

Uczelnie płacą za fikcyjne certyfikaty, które mają być dowodem jakości kształcenia. Ich władze przekonują, że rekomendowały unikanie fikcji. Dziś jednak nie potrafią wskazać, kto jest odpowiedzialny za ten proceder
Uczelnie płacą za fikcyjne certyfikaty, które mają być dowodem jakości kształcenia. Ich władze przekonują, że rekomendowały unikanie fikcji. Dziś jednak nie potrafią wskazać, kto jest odpowiedzialny za ten proceder
16 grudnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Walcząc o studentów, szkoły wyższe gotowe są przyjąć absurdalne strategie. Na przykład wykazują się długą listą certyfikatów. Żerują na tym fundacje, które na iluzji jakości zarabiają realne pieniądze

Fundacja Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego z Sosnowca istnieje od 2010 r. Jest m.in. organizatorem konkursu akredytacyjnego „Studia z Przyszłością” (trwa właśnie VI edycja za lata 2020/21), a także „Samorządowy Lider Edukacji” czy „Uczelnia Liderów”. Tylko w przypadku tego pierwszego, jak czytamy na stronie fundacji, podczas ostatniej gali wręczono wyróżnienia „menedżerom ponad 90 kierunków studiów”. W regulaminie konkursu stoi, że uczelnia może zgłaszać dowolną ich liczbę. Sęk w tym, że za każde wyróżnienie fundacja wystawia rachunek: od 2,3 do 3 tys. zł netto. A wśród placówek, które postanowiły zapłacić, są znamienite publiczne uczelnie. Spytaliśmy, co nimi kierowało i przede wszystkim jakie korzyści płyną z tej inwestycji.

Wśród uczelni, które ubiegały się na przestrzeni lat o certyfikaty, znalazły się m.in.: uniwersytety Warszawski, Jagielloński, Śląski, Adama Mickiewicza w Poznaniu, politechniki: Gdańska, Łódzka, Śląska.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.