Opinie czytelników
Kilka dni temu napisaliśmy, że polskie szkoły dostały od Ministerstwa Edukacji jasne zalecenie: liczba dzieci w pierwszych trzech klasach nie powinna przekraczać 26. W praktyce jest jednak zupełnie inaczej: klasy pękają w szwach, a uczniowie przychodzą do szkoły na dwie zmiany. Artykuł skomentowali internauci.
Pani minister Hall jest najgorszym urzędnikiem w historii MEN. Ciągle wymyśla coś nowego, prezentuje wizje i wymaga ich realizacji, nie dając na to żadnych pieniędzy. To są nieprzemyślane eksperymenty na dzieciach.
Najwięcej szkody uczyniły nieprecyzyjne zapisy w ministerialnych rozporządzeniach typu "wskazane jest". Gminy interpretują to na własną korzyść i wcale im się nie dziwię, bo przecież zmniejszenie liczebności klas generuje koszty. Uważam również, jako praktyk, że w młodszych klasach nie powinno być więcej niż 25 uczniów.
Reforma była przygotowana niechlujnie, bez uwzględnienia stanu faktycznego, tak jakby zmiany miały dotyczyć nie Polski, a jakiegoś innego kraju. MEN było informowane, że szkołom grozi przepełnienie, ale zupełnie to zignorowało. Ministerialni urzędnicy powinni więc teraz ponieść konsekwencje.
Część dyrektorów szkół też jest WINNA, bo zapewniali rodziców, że mają dobre warunki, dużo miejsca i ogródki tylko po to, by zdobyć dziecko i w ślad za tym dotację z budżetu. Na razie cieszę się, że moje 6-letnie wnuki nie poszły do szkoły i nadal są w przedszkolu (jasne, duże sale, duży ogród z odpowiednim sprzętem, kolorowy świat zabawek i pomocy dydaktycznych, dywany itp.) Mam nadzieję, że przez ten rok nasze władze co nieco zweryfikują swoje wizje oświatowe. Nasze dzieci to nie króliczki doświadczalne, a szkoły to nie laboratoria.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu