Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Dziecko jest krzywdzone? Niech inni się tym zajmą

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Spora część polskich nauczycieli nie reaguje, gdy widzi, że ich uczniowie są krzywdzeni w domu. Takie wnioski wynikają z najnowszego badania Fundacji Dzieci Niczyje przeprowadzonego wśród pedagogów.

Dane są alarmujące: jedna trzecia ankietowanych nauczycieli miała kontakt z dzieckiem, które padło ofiarą przemocy domowej. - Takich przypadków jest jednak więcej, bo rodzice, którzy katują swoje dzieci, nie wypuszczają ich do szkoły z siniakami. Spokojnie trzymają je w domu, dopóki ślady nie znikną - twierdzi Beata Mirska, szefowa Stowarzyszenia Damy Radę. Ponad połowa pedagogów zna ucznia doznającego przemocy emocjonalnej, np. zastraszania.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, iż tylko 45 proc. nauczycieli twierdzi, że zawsze reaguje, gdy wie lub podejrzewa, iż uczeń jest krzywdzony. Aż 14 proc. przyznało, że nie robi tego nigdy. Ale w rzeczywistości skala pedagogicznych zaniedbań może być dwukrotnie większa, gdyż aż 21 proc. nauczycieli w ogóle odmówiło odpowiedzi. - To bardzo niepokojący sygnał - komentuje autorka badań Monika Sajkowska. Fundacja Dzieci Niczyje systematycznie organizuje dla nauczycieli szkolenia, podczas których przedstawiane są metody walki z przemocą domową. Sajkowska przekonuje, że robić to powinny też samorządy oraz dyrektorzy szkół. - Chociaż jedna rada pedagogiczna w roku powinna dotyczyć tego, jak reagować na przemoc. Czy nauczyciel ma zgłaszać przemoc sam, czy może powiadomić szkolnego pedagoga albo psychologa? Ważne jest, by nauczyciel miał jasność, jak się ma zachować. I aby wiedział, że szkoła jest po jego stronie i oczekuje, iż będzie reagował na przemoc - mówi Sajkowska.

O tym, że nauczycielska interwencja może być skuteczna, przekonała się Jolanta Stanisz, która uczy w jednym ze śląskich gimnazjów. Miała uczennicę, która wpadła w anoreksję. Okazało się, że jej ojczym dręczył ją psychicznie, bo miała lepsze wyniki w szkole niż jego dzieci. - Zgłosiłam to do psychologa szkolnego, który zaczął z tą dziewczyną pracować. A później cała rodzina jeździła do poradni psychologicznej - opowiada.

Nauczyciele, którzy przyznali, iż nie reagują na niepokojące sygnały, tłumaczyli się w większości "brakiem wiary w skuteczność" swoich działań (26 proc). Jedna czwarta twierdziła, że do reagowania "powołane są inne służby", a co piąty przyznał, że po prostu nie wiedział, jak zareagować. W badaniu Fundacji Dzieci Niczyje wzięło udział 189 nauczycieli szkół podstawowych z Warszawy. - W mniejszych miejscowościach te dane mogą się prezentować jeszcze gorzej - zastrzega Beata Mirska. Jej zdaniem nauczyciele najczęściej nie reagują na przemoc ze zwykłego lenistwa. - Bo musieliby zawiadomić prokuraturę, a obawiają się ciągania po sądach i konfliktów z rodzicami - wylicza szefowa Stowarzyszenia Damy Radę.

Rzeczywiście, z ankiety wynika, że nauczyciele bardzo rzadko powiadamiają prokuraturę o podejrzeniu przemocy. W 2009 r. zrobiło to jedynie 3 proc. ankietowanych przez fundację. Kolejne 7 proc. zgłosiło sprawę do sądu rodzinnego, 13 proc. do ośrodków pomocy społecznej.

Problem ma rozwiązać nowelizowana właśnie ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. - Nakłada ona na nauczycieli obowiązek reagowania na wszelkie przejawy domowej przemocy. Jeśli tego nie robią, to tak, jakby lekarz sprzeciwił się przysiędze Hipokratesa - mówi posłanka PO Magdalena Kochan, która koordynuje prace nad nowelizacją ustawy. W projekcie ustawy nie przewidziano jednak sankcji dla nauczycieli, którzy nie zareagują, gdy dzieje się coś złego.

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.005a.001.jpg@RY2@

W szkole nie zawsze pomogą dziecku

Anna Monkos

anna.monkos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.