Szkoły muszą sobie radzić same z młodzieżą i dziećmi powracającymi z wieloletniej emigracji
Uczniowie wracający z zagranicy do polskich szkół to nadal dla wielu placówek duży kłopot. Nawet jeżeli nauczyciele rozumieją problem, to brak funduszy utrudnia wyrównywanie różnic programowych
Do naszego systemu edukacji rok temu trafiło około 2 tys. uczniów, którzy wraz z rodzicami wrócili z zagranicy. Problem polega na tym, że dzieci po długiej nieobecności w kraju tracą kontakt z nauczaniem po polsku. I często choć intelektualnie są dobrze rozwinięte, mają np. spore braki w wiedzy historycznej lub słabo piszą po polsku. Za to w innych dziedzinach są na tym samym poziomie co reszta równolatków. A język obcy mają opanowany perfekcyjnie.
5 godzin dodatkowych
Aby pomóc szkołom oraz reemigrującym dzieciom, Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) dwa lata temu wprowadziło nowe możliwości pracy z takimi uczniami. W rozporządzeniu z 1 kwietnia 2010 r. w sprawie przyjmowania cudzoziemców do publicznych przedszkoli, szkół, zakładów kształcenia nauczycieli i placówek oraz organizacji dla cudzoziemców dodatkowej nauki języka polskiego, dodatkowych zajęć wyrównawczych oraz nauki języka i kultury kraju pochodzenia (Dz.U. nr 57, poz. 361) znalazły się zapisy regulujące zasady korzystania z dodatkowej, bezpłatnej nauki polskiego. Nowością jest to, że uprawnienie uzyskali obok cudzoziemców również uczniowie polscy, w tym powracający z zagranicy, którzy nie znają języka polskiego albo nie znają go na poziomie wystarczającym. Zgodnie z rozporządzeniem wymiar dodatkowych zajęć lekcyjnych z polskiego powinien być ustalony tak, aby umożliwić uczniowi opanowanie języka w stopniu umożliwiającym udział w obowiązkowych zajęciach edukacyjnych. Rozkład takich zajęć w tygodniu oraz wymiar dodatkowych godzin lekcyjnych szkoła ustala w porozumieniu z organem prowadzącym. Uczniowi przysługują zajęcia nie tylko z języka polskiego, lecz także z przedmiotu, który według nauczyciela wymaga uzupełnienia różnic programowych. Często w grę wchodzą np. lekcje historii, zwłaszcza dla dzieci ze starszych klas, które nie uczęszczały do szkółek polonijnych podczas pobytu za granicą. Konkretne zapisy mówią o tym, że dodatkowe lekcje polskiego są prowadzone indywidualnie lub w grupach w wymiarze nie niższym niż 2 godziny lekcyjne tygodniowo. Dodatkowe zajęcia wyrównawcze z danego przedmiotu są prowadzone indywidualnie lub w grupach, w formie dodatkowych zajęć lekcyjnych z tego przedmiotu, w wymiarze jednej godziny lekcyjnej tygodniowo. Maksymalnie szkoła może otrzymać 5 dodatkowych zajęć lekcyjnych tygodniowo dla jednego ucznia.
Brak środków
Organem, który powinien zapewnić możliwości realizacji dodatkowych zajęć, jest jednostka samorządu terytorialnego (organ prowadzący szkoły). Jednak najpierw szkoła musi zdiagnozować i udowodnić, że jest potrzeba uzupełnienia różnic.
Jeden z nauczycieli podaje przykład dzieci, które trafiły w tym roku do ich szkoły do drugiej i trzeciej klasy gimnazjum. Dzieci mieszkały przez siedem lat w USA. W efekcie chociaż mówią po polsku, mają kłopoty ze zrozumieniem mowy i tekstów, piszą także słabo. Znają jedyną polską lekturę: "Krzyżaków", których czytały we fragmentach w szkółce niedzielnej. Jak dodaje nauczycielka, trzecioklasistę czeka egzamin gimnazjalny, na którym nie ma szans, aby otrzymał dobry wynik poza językiem angielskim. Jak się skarży nauczycielka, fizycznie nie ma możliwości, by uczeń w ciągu jednego roku szkolnego wyrównał różnice programowe.
Nauczyciele, którzy mają doświadczenie w pracy z takimi uczniami, wskazują, że jeżeli dziecko ma duże braki, najlepiej przyjąć je do klasy niżej, niżby wskazywały na to wiek czy liczba lat, które spędził w szkole dany uczeń.
- Zorganizowałam dodatkowe lekcje dla wyrównania braków - opisuje jeden z pedagogów. - Częściowo uczeń chodził na zajęcia do młodszej klasy, częściowo miał zadawany materiał do domu. Nauczyciel wpisywał tematy w dzienniku karcianym.
Mimo że rozwiązanie prawne już istnieje, nie każda szkoła może je wykorzystać. Główną przeszkodą jest brak pieniędzy. MEN mówi wprost: każda gmina dostaje subwencję oświatową i z tej puli musi sobie radzić. Jak to zrobi, to już jej sprawa. - Środki potrzebne na sfinansowanie dodatkowych zajęć wyrównawczych w szkołach pochodzą z części oświatowej subwencji ogólnej, która została podzielona między poszczególne jednostki samorządu terytorialnego z uwzględnieniem zakresu realizowanych przez te jednostki zadań oświatowych - wyjaśnia resort. Jednak przy naliczaniu subwencji dla gmin bierze pod uwagę, czy są tam uczniowie z potrzebujący dodatkowych zajęć. Wówczas subwencja jest powiększana o 20 proc. (o wagę P9) lub też o 150 proc. (waga P10) w zależności od tego, do jakiej szkoły chodzi dziecko (małej czy dużej). Jednak te środki przekazywane są w ramach części oświatowej subwencji ogólnej i nie są środkami, które bezpośrednio trafiają do szkoły na potrzeby konkretnego ucznia. Ponadto subwencja naliczana jest na kolejny rok w oparciu o dane według stanu na 30 września roku poprzedzającego, zaś pieniądze gmina wydaje jak chce. MEN nie kontroluje, jak i na co - istotne jest tylko to, że muszą iść na oświatę. A ponieważ pieniędzy na ten cel zawsze brakuje, rzadko kiedy są one przekazywane właśnie na zajęcia wyrównawcze.
Zajęcia karciane
Najczęściej więc pomoc dla takiego ucznia jest realizowana w ramach tzw. godzin karcianych, czyli tych, które nauczyciele mają na zajęcia dodatkowe. To zaś często nie wystarcza. Na forum rządowej strony internetowej, która zachęca do powrotów do kraju, jedna z nauczycielek skarży się na brak możliwości pomocy uczennicy, która wróciła do II klasy po 6 latach pobytu w Wielkiej Brytanii. W badaniu psychologicznym znajdują się m.in. takie wskazania jak: dostosowanie wymagań edukacyjnych, objęcie zajęciami wyrównawczymi, zorganizowanie dla dziecka dodatkowych lekcji języka polskiego. Dyrekcja jednak twierdzi, że takie lekcje bardzo dużo kosztują. I proponuje prowadzenie ich w ramach zajęć karcianych - te jednak, są wykorzystywane na inne cele. I pyta, jak przekonać dyrektora do dodatkowych godzin, bo widzi, że dziewczynka jest zdolna i chętna do nauki. Odpowiedź ekspertki, prof. dr hab. Haliny Grzymała-Moszczyńskiej, jest prosta: jeżeli nie znajdą się fundusze, szkoła będzie musiała i tak dopłacić więcej.
Kłopot w tym, że brakuje nie tylko pieniędzy, ale także kompetencji. - Dodatkowe lekcje powinna prowadzić osoba, która uczy języka polskiego jako języka obcego, a nauczyciel szkolny takiej umiejętności nie ma - mówi Anna Dzięgiel z ośrodka metodyczn - edukacyjnego Metis w Katowicach. - Dlatego warto, by szkoła, do której trafił uczeń z takimi potrzebami, skierowała nauczyciela na odpowiednie szkolenie.
Jak zwracają uwagę eksperci, nie warto bowiem, aby takie dziecko trafiało do grupy dzieci, które potrzebują dodatkowych zajęć, bo nie dają sobie rady z nauką. - Takie dzieci, które wracają z emigracji, mają zupełnie inne kłopoty, często mogą świetnie sobie radzić intelektualnie, ale na przykład nie znać definicji i pojęć po polsku - dodaje Anna Dzięgiel. I podaje przykład chłopca, który w szkole brytyjskiej był świetnym uczniem, szczególnie w przedmiotach ścisłych, w Polsce fatalnie wypadał w klasówkach, bo nie znał terminologii, a nauczyciele nie umieli mu pomóc. Często problemem mogą być także szkolne różnice kulturowe. Anna Dzięgle opowiada o uczniu, który nie znał formy zwracania się do nauczyciela "proszę pani/pana". Mówił na ty. Aby nauczyciel wiedział, że nie chodzi o bezczelność, lecz różnice kulturowe, musi być też odpowiednio przeszkolny.
Pomoc na 10 procent
MEN przekonuje, że zaczął również podejmować działania mające na celu zarówno zbudowanie systemowej edukacji dzieci polskich reemigrantów, jak i odpowiednią organizację kształcenia dzieci obywateli polskich w okresie ich przebywania poza krajem. Rozpoczął m.in. prace nad zmianą podstawy programowej dla uczniów polskich uczących się za granicą. Drugie działanie to System Wsparcia Uczniów Migrujących w ramach projektu Otwarta Szkoła. Projekt ten zakłada m.in.: wsparcie dla planujących powrót z zagranicy do kraju uczniów i ich rodzin w zakresie pomocy w integracji z polskim systemem edukacji. W ramach projektu Otwarta Szkoła opracowano koncepcję prowadzenia doradztwa dla uczniów powracających i nowo przybyłych do polskiej szkoły oraz przedstawicieli środowisk szkolnych. Opracowano też materiały informacyjne w zakresie uwarunkowań faktycznych i prawnych związanych z powrotem dziecka do polskiego systemu edukacji oraz narzędzia (testy) umożliwiające diagnozę umiejętności językowych oraz wiedzy i umiejętności szkolnych uczniów.
Jednak zdaniem nauczycieli rozporządzenie nie daje w pełni możliwości pomocy dzieciom, które mają duże braki. O tym, że niewiele szkół otrzymuje wsparcie, mogą świadczyć dane z ministerstwa - z 1246 uczniów reemigrantów, którzy trafili do szkół podstawowych, z dodatkowych lekcji polskiego korzystało 121, a z zajęć wyrównawczych 139 dzieci. To około 10 proc. Podobny odsetek odnotowano w gimnazjach.
166 szkół zgłosiło, że uczą się w nich dzieci obywateli polskich, którzy powrócili z zagranicy
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu