Żołnierze chcą min, MON o tym nie myśli
Polska jest stroną traktatu ottawskiego, który zakazuje używania min przeciwpiechotnych. Pojawiają się głosy wzywające do wypowiedzenia go
Miny przeciwpiechotne mają za zadanie zranienie lub zabicie żołnierzy przeciwnika. Mogą być uruchamiane m.in. poprzez nacisk (gdy ktoś na nie stanie) albo np. zdalnie. Głównym problemem ich używania jest to, że po zaminowaniu terenu ich ofiarami często padają cywile, także po zakończeniu konfliktu zbrojnego. Stąd w latach 90. wiele państw podpisało traktat, który zakazuje ich używania. Do tej pory zrobiło to ponad 160 krajów.
Jednak na podstawie doświadczeń wojny w Ukrainie w marcu ub.r. w Sztabie Generalnym powstał dokument, w którym stwierdzono, że powrót do używania min przeciwpiechotnych jest zasadny. Ale ani za poprzedniego ministra obrony Mariusza Błaszczaka, ani za jego następcy, pełniącego obecnie funkcję Władysława Kosiniaka-Kamysza, wojskowi nie doczekali się odpowiedzi. Spytaliśmy o to w resorcie. – Ministerstwo Obrony Narodowej nie prowadzi analiz odnośnie do wyjścia z konwencji ottawskiej i nie rozważa zabezpieczenia wschodniej granicy RP tradycyjnymi minami przeciwpiechotnymi. Jednocześnie resort obrony stale prowadzi analizy dotyczące sytuacji militarnej w naszym regionie – odpowiedzieli nam urzędnicy z wydziały prasowego resortu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.