Okazjonalna praca zdalna to nie urlop na żądanie
7 kwietnia br. wejdą w życie przepisy regulujące okazjonalną pracę zdalną. Zyskała ona już nazwę pracy zdalnej na żądanie, czyli w domyśle takiej, której pracodawca nie może odmówić. Nie jest to jednak nazwa adekwatna.
Okazjonalna, czyli tak naprawdę jaka?
Okazjonalna praca zdalna jest wynikiem postulatów pracodawców. Po wyhamowaniu pandemii ma umożliwić firmom dalsze organizowanie świadczenia przez pracowników zadań na odległość bez dodatkowych kosztów i uciążliwych formalności. To praca, która ma być wykonywana incydentalnie i doraźnie w sposób zdalny, w trybie hybrydowym, wyłącznie ze względu na potrzeby pracownika. Będzie zatem organizowana tylko na jego wniosek, np. gdy zatrudniony nie będzie mógł dojechać do biura z powodu śnieżycy, gołoledzi lub strajku komunikacji miejskiej, poczuje się gorzej, ale będzie chciał pracować, wyjedzie na święta i będzie chciał następnego dnia po nich pracować zdalnie w miejscowości, w której przebywa.
Okazjonalna praca zdalna może być wykonywana z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, ale nie musi. Może być np. pracą koncepcyjną lub polegać na analizie pisemnych dokumentów. Jak wynika z uzasadnienia projektu ustawy, może być stosowana zarówno u pracodawców, którzy w ogóle nie wprowadzą pracy zdalnej, jak i w firmach, które wdrożą ten rodzaj świadczenia obowiązków. W tym drugim przypadku będzie świadczona przez pracownika, który wykonuje już typową pracę zdalną hybrydową.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.