Rząd wyświadcza firmom niedźwiedzią przysługę. Od stycznia mniej szkoleń bhp
N iestety wśród pracodawców są i tacy, którzy obowiązek przeprowadzenia szkoleń z zakresu bhp traktują wyłącznie jako formalny obowiązek, który trzeba odbębnić na wypadek kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Im z pewnością przypadnie do gustu rozwiązanie zaproponowane w nowelizacji kodeksu pracy, która jest częścią ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym (obecnie przechodzi przez Senat).
Uchwalane właśnie przepisy przewidują, że u niektórych pracodawców nie trzeba już będzie przeprowadzać okresowych szkoleń bhp dla pracowników na stanowiskach administracyjno-biurowych. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to słuszne posunięcie. No bo gdzie jak gdzie, ale w biurze na pracowników nie czyha zbyt wiele zagrożeń. Co innego w budownictwie czy górnictwie... Czy rzeczywiście? Statystyki nie są wcale tak optymistyczne, a i eksperci twierdzą zgodnym chórem, że wypadek może zdarzyć się wszędzie. Poza tym skala wypadkowości to nie wszystko. Brak regularnych szkoleń może mieć też negatywny wpływ na występowanie w tej grupie zawodowej chorób zawodowych. Jak wskazują specjaliści, jest ona zresztą szczególnie mocno podatna na dysfunkcje układu mięśniowo-szkieletowego. Banalna prawda jest taka, że pracownikom trzeba ciągle przypominać o zasadach bezpiecznego dla zdrowia wykonywania pracy. Brak szkoleń to brak wiedzy, a w perspektywie, być może, także wyższe koszty ponoszone przez firmy z powodu korzystania przez zatrudnionych ze zwolnień lekarskich. A mówiąc o wiedzy, warto również wspomnieć, że szkolenia bhp to także źródło informacji dla pracowników o ich uprawnieniach, np. urlopowych czy związanych z opieką nad dzieckiem.
Trafnym podsumowaniem zmian w szkoleniach bhp może być wypowiedź na jednym z forów internetowych: „Szkolenie pracownika biurowego co 6 lat nie jest obecnie wielkim kosztem i wysiłkiem dla pracodawcy. Pozwala natomiast przypomnieć obowiązujące regulacje, co może być na wagę czyjegoś życia”.©℗
Karolina Topolska
karolina.topolska@infor.pl
Ułatwienia za cenę zdrowia pracowników
Rząd poluzowuje przepisy dotyczące bhp. Zdaniem części ekspertów to droga w jedną stronę – zwiększenia liczby wypadków oraz rozwoju nielegalnego handlu uprawnieniami do wykonywania zadań służby bezpieczeństwa i higieny pracy
Od przyszłego roku koniec z obowiązkowymi szkoleniami okresowymi dla pracowników administracyjno-biurowych. Taką zmianę przewiduje nowelizacja kodeksu pracy zawarta w ustawie o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym. Została ona uchwalona przez Sejm 9 listopada 2018 r., a obecnie jest rozpatrywana przez Senat (głosowanie nad ustawą zaplanowano na dzień publikacji niniejszego artykułu – ustawa najprawdopodobniej zostanie przyjęta bez poprawek).
Zgodnie z uchwalonymi przepisami, które mają wejść w życie 1 stycznia 2019 r., szkolenia nie będą musiały być przeprowadzane u pracodawcy zakwalifikowanego do grupy działalności, dla której określono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka (pod uwagę brana jest działalność przeważająca). W sumie jest ich 30. Tym samym propozycja obejmuje jedynie 10 proc. kategorii ryzyka. Od nowej zasady miałby być tylko jeden wyjątek – szkolenia okresowe byłyby wymagane na tych stanowiskach administracyjno-biurowych, w przypadku których z przeprowadzonej przez pracodawcę oceny ryzyka wynika, że jest to konieczne. Takie szkolenie należałoby przeprowadzić wówczas w dość odległym, bo aż sześciomiesięcznym, terminie (licząc od dnia dokonania oceny ryzyka).
– Pracodawcy przyjmą tę zmianę pozytywnie. Może przynieść im ograniczenie biurokracji i kosztów związanych z realizacją tego obowiązku. Tym bardziej że często przez samych pracowników był on traktowany raczej jako uciążliwość, a nie okazja do odświeżenia wiedzy z zakresu bhp. Brak szkoleń okresowych jest jednym z najczęściej wykrywanych obecnie naruszeń podczas kontroli inspektorów pracy – podkreśla Przemysław Stobiński, radca prawny, partner, associate w Deloitte Legal.
– To nie jest zmiana w dobrym kierunku, choć pracodawcom może się wydawać korzystna. Przyniesie im jednak tylko pozorne korzyści – mówi wprost Maciej Ambroziewicz, prawnik, specjalista ds. bezpieczeństwa i higieny pracy. – Ograniczanie dostępu do wiedzy na temat zagrożeń przez eliminację okresowych szkoleń bhp dla grupy zawodowej, dla której określono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka, będzie miało negatywny wpływ na stan bhp w przedsiębiorstwie. Już teraz powszechnie wiadomo, że znaczna część chorób układu mięśniowo-szkieletowego dotyczy właśnie pracowników biurowych, a nie tych zatrudnionych na stanowiskach robotniczych – zaznacza Ambroziewicz.
W podobnym tonie wypowiada się Elżbieta Bożejewicz, prezes zarządu głównego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP. Jej zdaniem przepisy, których celem jest odciążenie pracodawców w wypełnianiu formalności, mogą wręcz spowodować wyższe koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa. – Ryzyko wypadku istnieje wszędzie. Co więcej, siedząca praca biurowa jest bardziej uciążliwa dla zdrowia niż stojąca. Pracownikom trzeba ciągle o tym przypominać. Inaczej nie będą unikali czyhających na nich zagrożeń, za co zapłacą pracodawcy, bo wzrośnie absencja w zakładzie – podkreśla Elżbieta Bożejewicz.
Eksperci zwracają uwagę, że szkolenia okresowe w dziedzinie bhp pełnią jeszcze jedną funkcję. Dostarczają wiedzy na temat obowiązków i uprawnień pracowniczych, w tym także związanych z rodzicielstwem, które podczas szkoleń wzbudzają duże zainteresowanie. – Nie można przy tym pominąć kwestii związanych z udzielaniem pierwszej pomocy przedlekarskiej, przydatnej nie tylko w pracy, ale również poza nią. Poprzez zmiany przepisów znaczna grupa zatrudnionych zostanie pozbawiona tej jakże istotnej wiedzy. Naturalnie przepisy nie zabraniają organizowania szkoleń dla tych pracowników, ale nie oszukujmy się – mało który pracodawca będzie je kontynuował, nie mając już takiego obowiązku – dodaje Maciej Ambroziewicz.
Niepochlebnych komentarzy na temat nowych zapisów nie brakuje też na forach internetowych. Według internautów to ewidentne dawanie przywilejów pewnym pracodawcom kosztem bezpieczeństwa w firmie.
– Szkolenie pracownika biurowego co sześć lat nie jest obecnie wielkim kosztem i wysiłkiem dla pracodawcy. Pozwala natomiast przypomnieć obowiązujące regulacje, co może być na wagę czyjegoś życia – mówi jeden z komentujących nowelizację kodeksu pracy.
Inni mają nadzieję, że mimo wszystko pracodawcy będą poważnie podchodzić do bezpieczeństwa pracowników. I choć szkolenia okresowe znikną, to czas ten zagospodarują na przygotowanie praktyczne bądź akcje promujące poprawną pracę przed komputerem. Dlatego w przekonaniu Łukasza Chruściela, partnera w katowickim oddziale kancelarii Raczkowski Paruch, zmiany polegające na rezygnacji z przeprowadzania szkoleń okresowych wobec określonych grup pracowników nie powinny jednak ostatecznie zwiększyć wypadkowości w tych grupach. Szczególnie że, jak zaznacza, jeżeli z oceny ryzyka będzie wynikało, że szkolenie jest konieczne, to trzeba będzie je przeprowadzić. – Oczywiście im więcej szkoleń, im częściej się je przeprowadza, tym lepiej dla bezpieczeństwa i higieny pracy. Niemniej ustawodawca musi znaleźć złoty środek. Gdyby pracownicy szkolili się co miesiąc, to wówczas nie wykonywaliby pracy, a pracodawcy ponosiliby z tego tytułu ogromne koszty. W efekcie można zakładać, że umowy o pracę byłyby zastępowane innymi umowami np. zlecenia, co ostatecznie dla pracowników byłoby o wiele mniej korzystne – komentuje Łukasz Chruściel.
GUS o liczbie wypadków
Zwiększenie limitu
Liberalizacja przepisów w zakresie okresowych szkoleń bhp to jednak niejedyna zmiana, jaka czeka pracodawców w związku ze wspomnianą na wstępie nowelizacją kodeksu pracy. Od przyszłego roku nastąpi też zwiększenie poziomu zatrudnienia, do którego pracodawca może samodzielnie wykonywać zadania służby bhp, takie jak np. przeprowadzanie kontroli warunków pracy oraz przestrzegania przepisów i zasad bhp (zadania te określa par. 2 rozporządzenia Rady Ministrów z 2 września 1997 r. w sprawie służby bezpieczeństwa i higieny pracy, Dz.U. nr 109, poz. 704 ze zm.). Obecnie w przypadku firm zakwalifikowanych do grupy działalności, dla której określono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka, jest to 20 osób. Od stycznia 2019 r. – zgodnie z uchwalonymi właśnie przepisami – będzie to 50 osób. Te przepisy również wzbudzają kontrowersje, choć tu akurat głosów krytycznych jest nieco mniej. A w opinii niektórych prawników nowe przepisy można nawet uznać za korzystne dla firm. – Jest to w pewnym sensie aktualizacja przepisów kodeksu pracy w zakresie bhp w stosunku do przyjętego przez ustawodawcę jakiś czas temu podejścia, aby ograniczać obowiązki administracyjne nakładane na pracodawców zaliczanych do sektora mikro i małych przedsiębiorstw – twierdzi Przemysław Stobiński i dodaje, że kryterium 50 pracowników zostało przyjęte z unijnego rozporządzenia nr 651/2014 z 17 czerwca 2014 r. uznającego niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 traktatu.
Dlatego np. firmy zatrudniające mniej niż 50 pracowników nie muszą obecnie wdrażać regulaminów pracy i wynagradzania czy tworzyć zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. W ten sposób pracodawcy z sektora mikro i małych przedsiębiorstw od stycznia 2019 r. będą mogli również formalnie przejąć, jeżeli tylko przeszli wcześniej odpowiednie szkolenie, wykonywanie zadań służby bhp od wyznaczonego pracownika (który zazwyczaj obok normalnej pracy musi formalnie realizować zadania tej służby).
Podwyższenie limitu uprawniającego do wykonywania przez pracodawcę zadań służby bhp z 20 do 50 pracowników za korzystne dla firm uważa też Łukasz Chruściel. Przy czym zwraca uwagę, że wciąż dotyczyć to będzie tylko takich pracodawców, którzy są zakwalifikowani do grupy działalności, dla której ustalono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka w rozumieniu przepisów o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych.
– Wyłączenie powoduje, że zadań służby nie trzeba powierzać pracownikowi czy specjaliście spoza zakładu pracy – zatem zadania te dalej będą wykonywane. Podwyższenie limitu należałoby uznać za szkodliwe tylko wtedy, gdyby przyjąć, że pracodawca sam wykonujący zadania służby bhp zrobi to gorzej niż osoby trzecie. Nie sposób jednak uznać, że tak będzie w rzeczywistości – mówi Łukasz Chruściel.
Specjaliści od bhp są jednak przeciwnego zdania i nie zostawiają suchej nitki na nowym zapisie. – Powszechnie wiadomo, że pracodawcy – nawet po ukończeniu odpowiedniego kursu – nie mają dostatecznej wiedzy i umiejętności niezbędnych do wykonywania zadań służby bhp, ponieważ nie są w tym zakresie praktykami. O ile w niewielkich przedsiębiorstwach dotychczasowe regulacje mogły być uzasadnione, o tyle w zakładach pracy zatrudniających większą liczbę pracowników z pewnością się nie sprawdzą – uważa Maciej Ambroziewicz.
Co więcej, zdaniem ekspertów taki przepis zwiększy tylko ryzyko rozwoju czarnego rynku handlowania zaświadczeniami o ukończeniu kursu (szkolenia pracodawców wykonujących zadania służby bhp).
– Przejście szkolenia wymaga czasu i pieniędzy, którego pracodawcy nie mają. Poza tym ten czas wolą przeznaczyć na zarządzanie firmą, a nie na wypełnianie dodatkowych obowiązków. Dlatego ryzyko rozwoju nielegalnego handlu jest wielce prawdopodobne. Szczególnie że taki proceder już kwitnie – dodaje Elżbieta Bożejewicz.
Rozwój czarnego rynku nie powinien zresztą dziwić, biorąc pod uwagę długotrwałość szkoleń dla pracodawców wykonujących zadania służby bhp i ich koszty. Zgodnie z rozporządzeniem ministra gospodarki i pracy z 27 lipca 2004 r. w sprawie szkolenia w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy (Dz.U. Nr 180, poz. 1860 ze zm.), powinny one trwać co najmniej 64 godziny. Ceny takich szkoleń są bardzo rozbieżne i wahają się w przedziale od 350 zł do 1500 zł.
Nie będą mieli czasu
Część ekspertów uważa jednak, że zmiana przepisów w zakresie wykonywania przez pracodawcę obowiązków służby bhp nie wpłynie znacząco na funkcjonowanie pracodawców. – W mojej ocenie w tej chwili większość przedsiębiorstw poniżej 100 pracowników i tak korzysta z usług zewnętrznych specjalistów bhp. W zasadzie nie znam przypadków, w których zadaniami służby bhp zajmowali się np. członkowie zarządu spółek kapitałowych czy HR business partnerzy. Tymczasem formalnie, na podstawie art. 3 k.p., to członkowie organu kolegialnego lub jednoosobowi zarządzający przedsiębiorstwem są uważani za pracodawcę w rozumieniu przepisów kodeksu pracy – mówi Przemysław Stobiński.
Podobnie uważają pracodawcy, zwracając uwagę, że prowadzenie firmy liczącej 50 osób to już jest wyzwanie. Dlatego według nich mało kto zdecyduje się wziąć na siebie kolejne obowiązki. Szczególnie że wiążą się one również z dodatkową odpowiedzialnością. – Dlatego zlecanie zadań służby bhp będzie nadal zlecane fachowcom zewnętrznym. Tak jak ma to miejsce w przypadku księgowości – stwierdza jeden z przedsiębiorców.
Zwłaszcza że, jak zauważa ekspert od bhp, który swoją opinią dzieli się na forum internetowym Prawo.pl, niejednokrotnie działania pracodawcy w zakresie służby bhp kończą się brakami w dokumentacji, a co za tym idzie – kontrola Państwowej Inspekcji Pracy kończy się mandatem. – Często spotykam się z zaleceniami od PIP dotyczącymi uzupełnienia tych braków. W efekcie ze strony pracodawców niejednokrotnie pada stwierdzenie, że lepiej powierzyć te obowiązki specjaliście z zewnątrz – dodaje.
!Szkolenie dla pracodawcy wykonującego zadania służby bhp powinno trwać co najmniej 64 godziny. Ceny takich szkoleń są bardzo rozbieżne – wahają się w przedziale od 350 zł do 1500 zł.
Alternatywne rozwiązania
Skoro więc rozwiązania sygnowane przez rząd spotykają sie – zwłaszcza jeśli chodzi o zmiany w zakresie szkoleń bhp – z negatywną oceną, warto postawić pytanie, co zatem można zrobić innego, by wzmocnić stan bhp w firmie? W jakim kierunku powinny iść zmiany dotyczące szkoleń bhp, by z jednej strony uniknąć nadmiernej biuro kracji, a z drugiej ograniczyć wzrost wypadkowości w kraju?
Zdaniem prawników projektowane obecnie zmiany powinny objąć również zadania pracodawcy w zakresie oceny ryzyka zawodowego. Poza brakiem szkoleń to drugie z najczęściej nierealizowanych zadań praco dawców. – Wydaje się, że dobrą zmianą dla sektora mikro i małych przedsiębiorców byłoby wprowadzenie dostępnych powszechnie zautomatyzowanych narzędzi, które w przystępny sposób, np. przez Internet, pozwalałyby im samodzielnie, czyli bez konieczności zatrudniania zewnętrznego doradcy, zweryfikować warunki pracy na tworzonych stanowiskach. Mogłyby one służyć też np. do zmierzenia określonych ryzyk, a następnie do wygenerowania odpowiedniej dokumentacji, którą mogliby przekazać pracownikom. Na pewno uprościłoby to wymianę informacji, a przy okazji zwiększało samoświadomość przedsiębiorców. Obecnie większość z nich uważa kwestie bhp za rodzaj wiedzy tajemnej, czarnej magii, której nie są w stanie samodzielnie sprostać. Co za tym idzie, zamiast zachęcać do rozszerzania wiedzy w tym zakresie, zniechęca się ich do zajęcia się tą kwestią – podpowiada Przemysław Stobiński.
Eksperci zwracają też uwagę, że dziś największym problemem rynku jest podejście pracodawców i pracowników do szkoleń, które są przez nich traktowane jako zło konieczne. To sprawia, że ich jakość jest kiepska, a skuteczność niewielka. Stąd stały wzrost wypadków przy poprawiających się warunkach pracy. W związku z tym potrzebna jest edukacja. Ale i ona wszystkiego nie załatwi. Dlatego niezbędne jest wprowadzenie rejestru przedsiębiorców organizujących szkolenia i wprowadzenie organu nadzoru nad nimi, a uprawnienia w tym zakresie powinny przypaść Państwowej Inspekcji Pracy. Tak twierdzi m.in. dr Barbara Krzyśków z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego (zobacz też wywiad z ekspertką w tygodniku Kadry i Płace z 25 maja 2017 r., DGP nr 100/2017: „PIP powinna móc kontrolować jednostki szkoleniowe”).
Również w opinii Elżbiety Bożejewicz słabość rynku szkoleń bhp tkwi w ogromnej konkurencji, która nie podlega żadnemu nadzorowi. Jej zdaniem istniejący obowiązek szkoleń skłania wręcz do zakładania firm, które nastawiają się na ich przeprowadzanie odpłatnie na terenie zakładów pracy. – Dziś szkolić może w zasadzie każdy. Wystarczy mieć zgłoszoną działalność gospodarczą. Efekt jest taki, że często robią to ludzie od razu po ukończeniu studiów, czyli tacy, którzy nie mieli szansy na zdobycie potrzebnej wiedzy i doświadczenia. Innymi słowy: nie mają żadnego przygotowania i zaplecza do świadczenia tego rodzaju usług. Obniżają ceny, by złapać klientów, nie dbając przy tym o jakość usług. Kontrola nad tym rynkiem pozwoliłaby zapanować nad wypadkami, bo chyba o to przede wszystkim chodzi. Centralny rejestr firm pozwoliłby natomiast wyeliminować nierzetelnych z branży – uważa Elżbieta Bożejewicz, dodając, że temat ten był poruszany na jednym z ostatnich posiedzeń Rady Ochrony Pracy przy Sejmie. Uwagę na to, że firmy specjalizujące się w szkoleniach z bhp z reguły nie są zainteresowane jakością i rzetelnością oferowanych usług, lecz zyskiem, zwróciła też w swoim ostatnim raporcie Państwowa Inspekcja Pracy. Jak podkreśliła to sprawia, że zlecane szkolenia są często realizowane według ogólnych programów (zobacz też ramka „PIP punktuje nieprawidłowości”).
Podobne zastrzeżenia do firm szkoleniowych mają inni eksperci, zwracając jednocześnie uwagę, że istnieją już narzędzia do weryfikacji tego rynku. Trzeba tylko bardziej efektywnie je wykorzystywać.
– Uważam, że można by zacząć od już istniejących możliwości polegających na bardziej wnikliwej kontroli organów nadzoru nad warunkami pracy. Mogłoby to wyeliminować wiele podmiotów specjalizujących się w sprzedaży zaświadczeń, a nie szkoleń – tłumaczy Maciej Ambroziewicz.
Tego samego zdania jest Karolina Schiffter, adwokat z kancelarii Raczkowski Paruch, według której nie tylko kontrole powinny być bardziej szczegółowo przeprowadzane, ale też powinno być ich więcej.
– To najszybszy sposób na wyeliminowanie firm działających na rynku szkoleniowym postępujących niezgodnie z prawem, ale i na zweryfikowanie pracodawców, którzy nierzetelnie podchodzą do swoich obowiązków – podkreśla.
Bhp a zakaz dopuszczenia do pracy
Artykuł 2373 par. 1 kodeksu pracy wprowadza zakaz dopuszczenia pracownika do pracy, do której wykonywania nie posiada on wymaganych kwalifikacji lub potrzebnych umiejętności, a także dostatecznej znajomości przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Z kolei par. 2 tego przepisu mówi, że pracodawca jest obowiązany zapewnić przeszkolenie pracownika w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy przed dopuszczeniem go do pracy oraz prowadzenie okresowych szkoleń w tym zakresie.
Problem z przeszkoleniem cudzoziemców
Większy nadzór nad szkoleniami pomógłby w monitorowaniu jeszcze jednej kwestii, która już obecnie może mieć znaczący wpływ na liczbę wypadków przy pracy. Chodzi o szkolenia z bhp dla cudzoziemców, coraz chętniej zatrudnianych przez polskich pracodawców. Tymczasem ani kodeks pracy, ani inne regulacje prawa pracy nie określają języka, w jakim mają być przeprowadzane szkolenia z dziedziny bhp oraz egzaminy potwierdzające zdobytą przez obcokrajwców wiedzę. Zatem pracodawcy mogą uznać, że wystarczy przeszkolenie po polsku, nawet jeśli cudzoziemiec nie włada tym językiem. To niewątpliwie zwiększa ryzyko wystąpienia wypadku przy pracy, co potwierdzają również pracodawcy. Przy czym brak szczegółowych danych o wypadkach przy pracy, w których udział biorą obcokrajowcy.
– Dlatego moim zdaniem przepisy wymagają doprecyzowania pod tym względem. Powinno z nich jasno wynikać, że szkolenia należy robić w języku zrozumiałym dla zatrudnianego – wskazuje Karolina Schiffter. Co więcej, jak dodaje, na obcy język powinny zostać przetłumaczone również zakładowe przepisy bhp, wręczane pracownikom w celu zapoznania się z nimi oraz ostrzeżenia o niebezpieczeństwie, umieszczane m.in. na maszynach i urządzeniach produkcyjnych.
– Można to uznać za zbędną biurokrację, jednak tu chodzi o ludzkie życie. Sprawa nabrała szczególnej wagi, odkąd w polskich firmach na coraz większą skalę są zatrudniani nie tylko obywatele Ukrainy, ale też Hindusi czy Pakistańczycy, dla których polski język jest zupełnie niezrozumiały – zaznacza Karolina Schiffter.
To o tyle ważne, że inspektorzy pracy podczas rutynowych kontroli ograniczają się raczej do sprawdzenia tego, czy szkolenie zostało przeprowadzone, a nie w jaki sposób się odbyło. Przez to tylko pracodawca może zweryfikować poziom przyswojonej przez zatrudnionych wiedzy, a tym samym ich przygotowanie do powierzonych obowiązków.
– Jakość szkolenia podlega wnikliwej ocenie organów kontroli w momencie, gdy dojdzie do wypadku przy pracy. Wówczas jednak jest już za późno – dodaje Karolina Schiffter.
Mimo zastrzeżeń Główny Inspektorat Pracy uważa jednak, że przepisy są precyzyjne pod tym względem i w związku z czym nie zachodzi konieczność ich zmiany.
– Pracodawca powinien mieć pewność, że dopełnił wszelkich obowiązków ciążących na nim jako na osobie organizującej pracę pracownikom lub osobom fizycznym zatrudnionym na innej podstawie niż umowa o pracę. Jeżeli więc firma zatrudnia pracowników, którzy nie posługują się językiem polskim, powinna wprowadzić rozwiązanie gwarantujące, że wszystkie treści przekazane podczas szkolenia w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy będą dla pracowników zrozumiałe – informuje Danuta Rutkowska, rzecznik GIP.
Szczególnie że jednym z podstawowych obowiązków pracowniczych jest przestrzeganie przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy (art. 211 k.p.), a nie jest możliwe ich przestrzeganie bez ich znajomości. Dlatego obu stronom stosunku pracy powinno zależeć na należytym zrealizowaniu obowiązku związanego ze szkoleniami w dziedzinie bhp.
– Konkludując, pracodawca, zatrudniając cudzoziemców nieznających języka polskiego, powinien przekazać im wszystkie informacje dotyczące bezpiecznego wykonywania przez nich zadań oraz sposobów ograniczania ryzyka wypadkowego i zawodowego w ich języku ojczystym lub innym, którym biegle się posługują – mówi Danuta Rutkowska. I dodaje, że dotyczy to nie tylko informacji przekazywanych podczas szkoleń bhp, ale także m.in. wynikających z oceny ryzyka zawodowego czy zawartych w instrukcjach bhp. Tym bardziej że w myśl par. 41 ust. 2 rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej z 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 169, poz. 1650 ze zm.) instrukcje bhp dotyczące procesów technologicznych, wykonywania prac niebezpiecznych, obsługi maszyn, postępowania z materiałami szkodliwymi i niebezpiecznymi oraz instrukcje udzielania pierwszej pomocy, które pracodawca udostępnia pracownikom, powinny być zrozumiałe dla zatrudnionych.
Poza tym, jak wskazuje rzeczniczka GIP, jeśli pracownik, który został nieprawidłowo przeszkolony, uległby wypadkowi przy pracy, mógłby dochodzić swoich praw przed sądem, stawiając pracodawcy zarzut niepoinformowania go o zasadach bezpiecznego wykonywania pracy. Pracodawca poniósłby więc negatywne skutki niedopełnienia obowiązków wynikających z art. 207 k.p., dotyczących ochrony zdrowia i życia pracowników, związanych z art. 2373 k.p. (patrz ramka „Bhp a zakaz dopuszczenia do pracy” s. C19).
Rośnie świadomość
Jak wynika z ustaleń DGP, firmy angażujące do pracy cudzoziemców mają świadomość obowiązujących przepisów i konsekwencji ciążących na nich za ich lekceważenie. Tak jest przede wszytskim w tych branżach, w których zatrudnianie obcokrajowców odbywa się już na masową skalę, a ryzyko wypadków jest duże. Mowa o budowlance, logistyce czy sektorze spożywczym. Dlatego zwłaszcza duże firmy, działające w tych sektorach już od dawna, organizują szkolenia z bhp tak, by były w pełni zrozumiałe dla pracowników bez względu na to, z jakiego kraju pochodzą. – Na bieżąco monitorujemy też wypadkowość w sektorze. Zauważyliśmy, że wraz z napływem pracowników ze Wschodu coraz częściej dochodzi do niebezpiecznych zdarzeń z ich udziałem. Dla nas był to sygnał, by wprowadzić kolejne zmiany w sektorze szkoleń z bhp w budownictwie. Od tego roku organizujemy je w języku rosyjskim i ukraińskim. Tłumaczymy też na te języki obce materiały i wizualizacje wykorzystywane podczas szkoleń. Wszystko to robimy w ramach „Porozumienia dla bezpieczeństwa w budownictwie”, do którego należy 12 największych firm w Polsce – tłumaczy Leszek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep (branża budowlana).
PIP punktuje nieprawidłowości
Nieprawidłowości w zakresie przeprowadzenia szkoleń bhp ujawniane są przede wszystkim w trakcie pierwszych kontroli u pracodawców. W 2017 r. PIP przeprowadziła ich 15 tys. W 42 proc. przypadków stwierdzono nieprawidłowości w zakresie przygotowania pracowników do pracy. Jakie? 10 proc. pracodawców nie przeprowadziło szkoleń wstępnych w dziedzinie bhp, a 32 proc. szkoleń okresowych. Zastrzeżenia budziła zarówno terminowość ich prowadzenia, jak i jakość. W związku z tym osoby poddawane szkoleniu niejednokrotnie nie otrzymywały informacji np. o ryzyku zawodowym, jakie wiąże się z wykonywaną pracą, a także o wynikach badań i pomiarów występujących w zakładzie czynników szkodliwych dla zdrowia. Było to spowodowane tym, że co trzeci skontrolowany przedsiębiorca nie przeprowadził oceny ryzyka zawodowego lub nie poinformował o przeprowadzonej ocenie pracowników. Co czwarty nie opracował programów szkoleń lub były one niedostosowane do realiów pracy w danym zakładzie pracy. ©℗
Przedsiębiorcy dodają, że takie podejście przynosi korzyści nie tylko samym pracownikom, którzy są po prostu lepiej przygotowani do wykonywania pracy, ale i firmom. – Każda absencja pracownika to koszt dla firmy. I ryzyko straty finansowej, bo w mniejszych zakładach może grozić nawet czasowym wstrzymaniem prac. W sytuacji braku rąk do pracy na rynku nieobecnego pracownika trudno zastąpić innym. Szczególnie gdy jest fachowcem w swojej dziedzinie. By nie dopuścić do takiej sytuacji, trzeba działać prewencyjnie. A najlepszy na to sposób to szkolenia z bhp w języku ojczystym pracownika – stwierdza przedstawiciel firmy logistycznej z Mazowsza.
Także eksperci od bhp zauważają, że świadomość korzyści wynikających z przeprowadzania szkoleń wstępnych i okresowych w języku ojczystym zatrudnionego rośnie nie tylko w największych zakładach, ale i mniejszych firmach.
– Z pomocą w ich organizacji przyszedł GIP, który na swojej stronie oferuje cudzoziemcom przetłumaczone przepisy dotyczące bezpiecznej i higienicznej pracy. Na rynku pojawiły się też firmy wyspecjalizowane w opracowywaniu materiałów instruktażowych czy regulaminów w obcych językach – dodaje Elżbieta Bożejewicz.
Niestety do ideału jest jednak daleko. Wiele firm nie dba o to, by szkolenia były dopasowane do pracowników. – Jest ciągle grupa takich pracodawców, którzy idą po linii najmniejszego oporu – komentuje Elżbieta Bożejewicz.©℗
Jak zwiększyć bezpieczeństwo pracy w swoim zakładzie
Warto postarać się o dotację z ZUS...
Przedsiębiorca, który chce zadbać o bezpieczeństwo pracy, może skorzystać z dotacji na ten cel. Oferuje je Zakład Ubezpieczeń Społecznych w ramach programu prewencji wypadkowej. Program ten polega na dofinansowywaniu przedsięwzięć, których celem jest poprawa bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładach. Na dotacje mogą liczyć zarówno projekty inwestycyjne, jak i te o charakterze doradczym. Najbardziej atrakcyjna jest oczywiście możliwość finansowania inwestycji, ze względu na wysokie koszty z tym związane. O czym mowa? Między innymi o zakupie i montażu osłon do niebezpiecznych stref maszyn, przyrządów ochronnych (jak np. czułe na nacisk maty i podłogi), urządzeń oczyszczających powietrze, podestów, podnośników służących poprawie bezpieczeństwa pracy na wysokościach, maszyn służących ograniczeniu obciążenia układu mięśniowo-szkieletowego przy pracach ręcznych związanych z przemieszczaniem ciężkich ładunków czy środków ochrony indywidualnej pracownika.
W zakresie doradztwa dofinansowanie przysługuje na przeprowadzenie identyfikacji zagrożeń w miejscu pracy oraz ocenę ryzyka zawodowego z nimi związanego, wykonanie pomiarów stężeń i natężeń szkodliwych czynników, dokonanie doboru środków ochrony indywidualnej do zidentyfikowanych zagrożeń, przeprowadzenie analizy BHP i oceny ergonomiczności miejsc pracy, wykonanie oceny bezpieczeństwa maszyn i instalacji technicznych czy opracowanie projektów technicznych środków ochrony zbiorowej lub instalacji innego sprzętu ochronnego na stanowiskach pracy.
Aby otrzymać dotację, trzeba złożyć wniosek do ZUS. Należy w nim podać dane dotyczące przedsiębiorstwa, wnioskowaną kwotę, szczegółowy opis planowanych działań z harmonogramem ich realizacji oraz opis przewidywanych rezultatów. Trzeba też szczegółowo opisać budżet projektu. Wniosek podlega ocenie formalnej oraz merytorycznej. Po pozytywnej weryfikacji złożonego projektu podpisana zostanie umowa na jego realizację. Przekazanie środków następuje po podpisaniu umowy z ZUS. Pieniądze są wypłacane w dwóch transzach. Pierwsza jest przekazywana w ciągu 14 dni od podpisania umowy. Drugą przedsiębiorca otrzyma po zrealizowaniu projektu – w ciągu 30 dni po jego pozytywnej ocenie.
Wysokość dofinansowania zależy od rodzaju przedsiębiorstwa i wielkości zatrudnienia. W przypadku mikrofirmy może to być do 90 proc. poniesionych kosztów, ale nie więcej niż 140 tys. zł. Mały przedsiębiorca może liczyć na 80 proc. dofinansowania, co przekłada się na kwotę w wysokości do 210 tys. zł. Średnia firma otrzyma dotacje na poziomie do 60 proc. kosztów, czyli 340 tys. zł, a duża do 20 proc., czyli do 500 tys. zł.
W tym roku nabór wniosków trwał od 16 lipca do 23 sierpnia. Jak zapewnia ZUS, w przyszłym roku program będzie kontynuowany.
...a w branży budowlanej zatrudnić drona do pomocy
Branża budowlana jest jedną z tych, które w tym roku biją rekordy, jeśli chodzi o wypadkowość. Więcej pracy oznacza jednak też większe ryzyko wypadków. Z pomocą w poprawie bezpieczeństwa mogą przyjść pracodawcom drony, które już sprawdziły się w tej branży, choć dotychczas na innych polach. Obecnie są bowiem używane do przeprowadzania audytu, a konkretnie do monitorowania placów budów, skanowania laserowego i uzupełniania modelu BIM o potrzebne informacje, co pozwala zmniejszyć liczbę poprawek na dalszych etapach realizacji. Bywają też wykorzystywane w badaniach geodezyjnych i geologicznych do zbierania informacji o strukturze gruntu. Dzięki wyposażeniu ich w kamery termowizyjne możliwe staje się natomiast usuwanie mostków termicznych, czyli miejsc o dużej utracie ciepła.
Teraz, zdaniem ekspertów, przyszedł czas na wykorzystanie dronów w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa pracy. W tym przypadku sprawdzi się to, że są w stanie kilkukrotnie szybciej wykonać niezbędne zadania. Samolot bezzałogowy w kilka godzin wykona bowiem pracę, która pracownikom zajmuje zwykle kilka dni roboczych. Może poza tym dotrzeć do miejsc potencjalnie niebezpiecznych, wyręczając tym samym pracowników z tego typu zadań.
– Bezzałogowe samoloty pozwalają na uzyskanie widoku z góry elementów trudno dostępnych bez konieczności montowania rusztowań czy wykorzystania drabin. Wpływa to zatem na zwiększenie bezpieczeństwa, ponieważ z pracą na wysokości związane jest duże ryzyko wypadku o daleko idących konsekwencjach – uważa Marek Maszewski, przedstawiciel Koalicji Bezpieczni w Pracy z firmy SEKA.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu