Elektryfikacja Made in China. Czy chińska fala zatopi europejski przemysł motoryzacyjny?
Wszystkie znaki na niebie i ziemi przemawiają za tym, że w tym roku Europa stanie się jeszcze ważniejszym niż dotąd kierunkiem eksportu chińskich samochodów. Nadchodzące starcie może być decydujące dla losów przemysłu motoryzacyjnego na naszym kontynencie. Ale dla Polski skutki tej rywalizacji mogą mieć też plusy.
Na europejskim rynku sukcesywnie rośnie sprzedaż samochodów elektrycznych. W grudniu 2025 roku, jak wynika z danych stowarzyszenia producentów aut ACEA, po raz pierwszy w historii zarejestrowano więcej „czystych” bateryjnych elektryków (BEV) niż aut pasażerskich napędzanych benzyną. Na europejskich drogach przybyło o ponad 50 proc. BEV więcej niż rok wcześniej.
Elektryfikacja po pekińsku. Blitzkrieg koncernów z Chin
Podobne trendy da się zaobserwować w Polsce. Zarówno auta wyłącznie bateryjne, jak i ładowane hybrydy typu plug-in (PHEV) więcej niż podwoiły w ciągu ostatniego roku swój udział w rynku. Łącznie te dwa typy niskoemisyjnych napędów odpowiadały za ok. 13 proc. rejestracji, przy czym samych nowych BEV (7,2 proc.) było, po raz pierwszy, więcej niż diesli. Rosnącej popularności towarzyszy ekspansja Chin, które wysunęły się na czoło wyścigu w dziedzinie elektromobilności. Jak wynika z opisanych przez Bloomberga danych ośrodka Dataforce, koncerny z tego kraju wyprodukowały co dziesiąty samochód pasażerski kupiony w grudniu na Starym Kontynencie, prześcigając m.in. konkurentów z USA i Korei Płd., a w segmencie aut niskoemisyjnych miały 16-proc. udział w rynku europejskim (jeśli dołożyć do tego samochody marek, które wyprodukowano w fabrykach w ChRL, ponad 20 proc.). W całym roku – osiągnęły 11 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.