Jeden system może zastąpić dziesiątki rozproszonych aplikacji
Janusz Filipiak: Czasy rozwlekłych wdrożeń bezpowrotnie minęły. Teraz firmy robią przegląd rynku, określają, co im odpowiada, a potem kupują gotowe rozwiązania
Zgodnie z dość utrwalonym wśród przedsiębiorstw nastawieniem to dział IT wewnątrz firm powinien być inicjatorem innowacji. Czy podobne oczekiwania przedsiębiorcy kierują do dostawców rozwiązań informatycznych?
W rzeczy samej informatyka jest innowacją procesową. Dostawca rozwiązań informatycznych przychodzi z propozycją innowacyjnych procesów biznesowych. Nie chodzi o innowację technologiczną, czyli twórcze przekształcenie dotychczasowych produktów czy usług, lecz o nowe, lepsze zorganizowanie działania przedsiębiorstwa. W takim kontekście to nie dział IT ani dostawca IT jest innowatorem, ale osoby kształtujące biznes firmy odpowiedzialne za sprzedaż. Przykładowo w przypadku operatora telekomunikacyjnego innowatorem jest dział sprzedaży, logistyki czy innych obszarów funkcjonalnych firmy. Chodzi o ludzi, którzy na co dzień mają do czynienia z procesami biznesowymi i widzą, że nie są one dość sprawne. Jeśli chcą wprowadzić poprawki, to chodzi im o innowację procesową. Oznacza to, że innowatorami są osoby z działów funkcjonalnych, a dział IT czy dostawca jedynie pomaga im zaprojektować innowację i ją wdrożyć. Niedawno mieliśmy wizytę przedstawicieli norweskiego banku, którzy chcieli się zapoznać z naszymi rozwiązaniami. Nie byli to informatycy, ale osoby, które na co dzień obsługują klientów banku. Przybyli z oczekiwaniem, że nasze oprogramowanie usprawni ich pracę, np. w zakresie obsługi udzielania kredytów. Niemniej nie oczekiwali od nas, że ich wyręczymy, ale że im pomożemy, bo oni w punkcie wyjścia wiedzą, w jakim kierunku powinny iść zmiany.
Czy to oznacza, że narzędzia informatyczne nie mogą pomóc firmie, która sama w sobie cechuje się niską innowacyjnością?
Do takiej pomocy może dojść, ale osoby zarządzające firmą muszą przynajmniej mieć przekonanie, że wdrożenie innowacyjnego oprogramowania jest im potrzebne. Musi być ta podstawowa świadomość, że w aplikacjach biznesowych zaszyta jest wiedza o dobrych praktykach biznesowych i wdrożenie jest drogą do stosowania ich w firmie. W związku z tym przedsiębiorstwo, które zaimplementuje takie aplikacje i dostosuje do nich swoje funkcje, np. w zakresie zarządzania obiegiem dokumentów, w efekcie znacznie je usprawni. Dlaczego? Bo aplikacje biznesowe są stale rozwijane. W związku z tym akumulują aktualną wiedzę o dobrym prowadzeniu biznesu. To nie są jedynie bity, bajty czy wartość kodu, ale kwintesencja wiedzy o biznesie akumulowanej przez lata z różnych przedsiębiorstw i z różnych funkcji biznesowych, np. w zakresie udzielania kredytów w banku, w tym obsługi klientów banku.
A więc nic się nie zmieniło - rozwiązania IT to dla firm wciąż klucz do poprawy własnej konkurencyjności i innowacyjności?
Do tego w sumie sprowadza się korzystanie z informatyki. Przecież jeśli oferta Comarchu spotyka się dziś z zainteresowaniem w krajach zachodnich to głównie dlatego, że proponuje dobre oprogramowanie za konkurencyjną cenę i pozwala oczekiwać poprawy konkurencyjności po wdrożeniu. Przykładem są towarzystwa ubezpieczeniowe, w których rejestruje się nowych klientów na formularzach papierowych i dopiero potem wprowadza się dane do systemów. Poprawa polega tu na całkowitym odejściu od papieru i zastosowanie, elektronicznego obiegu danych od początku do końca obsługi klienta - od wystawienia polisy aż po likwidację szkody. System prowadzi agentów przez wszystkie te czynności, przez co ułatwia im pracę.
Czy dostawca aplikacji biznesowych może zagwarantować, że będą one czerpać z wszelkich dostępnych baz danych i na tej podstawie niejako zastąpią firmę w myśleniu, dostarczając jej potrzebne raporty i wnioski?
Rzeczywiście taka jest tendencja i trudno jej zaprzeczyć. Przecież, pracując z dziesiątkami towarzystw ubezpieczeniowych, zdobywamy gruntowną wiedzę, jak najlepiej prowadzić ubezpieczeniowy biznes. Na tej podstawie tworzymy z czasem aplikacje, które podłączone do baz danych rzeczywiście są zdolne pokazywać mocne i słabe strony prowadzonego biznesu. Odbiorcy aplikacji biznesowych chcą dziś szybkich efektów. Czasy rozwlekłych wdrożeń bezpowrotnie minęły. Kiedyś wdrożenie rozpoczynano od napisania specyfikacji. Był to podstawowy warunek stworzenie oprogramowania na zamówienie. Dopiero wtedy przychodził czas na implementację, ale ta nierzadko przynosiła połowiczne wyniki, a nawet prowadziła do porażki. Teraz nikt nie chce iść taką ścieżką. Firmy robią przegląd rynku, żeby określić, co najlepiej odpowiada ich potrzebom, i potem kupują gotowe rozwiązania.
Jednak tradycyjne aplikacje biznesowe mają swoich krytyków, którzy podnoszą, że są za mało efektywne ekonomicznie. Przecież nie tylko ich wdrożenie, lecz także codzienne użytkowanie pochłaniają niemałe koszty, prowadzą do powstania silosów, trudności z integracją różnych baz danych w firmie itd. Czy chmura obliczeniowa to metoda poprawy efektywności ekonomicznej informatyki?
Z takimi przypadki nieraz się spotykamy, gdy np. przychodzi klient, który już nie radzi sobie z kilkudziesięciu systemami i systemikami w swojej firmie, niekiedy zrobionych własnymi siłami (in house). Tak w wielu firmach wygląda informatyka - składa się z mnóstwa rozwiązań niezintegrowanych, tworzonych doraźnie w ciągu lat. W końcu wszystkie te zasoby zamiast wsparcia stają się dla biznesmena powodem bólu głowy. Taki klient przychodzi z oczekiwaniem, że integrator zajmie się całym tym bałaganem i będzie zdolny zaoferować jeden system, który zastąpi wszystkie rozproszone rozwiązania. Integrator nie odmawia - bierze na siebie ryzyko przeprowadzenia tej, czasami karkołomnej, operacji. Po wykonaniu procesu integracji baz danych proponuje klientowi pełny outsourcing.
Co to w praktyce oznacza?
Firma otrzymuje potrzebne jej wsparcie informatyczne, ale nie ma już do czynienia z wieloma systemami, z rozproszonymi bazami danych, z koniecznością utrzymania i serwisowania sprzętu. Wszystkie te funkcje bierze na siebie zewnętrzny dostawca - integrator, a firma przez przeglądarki lub terminale ma jedynie dostęp do potrzebnych jej aplikacji. Na tym polega tu outsourcing. Niektórzy nazywają to przeniesieniem zasobów informatycznych do chmury.
Jak będzie się zmieniać rola teleinformatyki w przedsiębiorstwie?
Do większych zmian dojdzie za 10-15 lat, gdy obecni nastolatkowie wejdą do firm. Oni nic nie będą już chcieli robić piórkiem i węglem. Wszelkie operacje, jeśli tylko będzie to możliwe, przeniosą do strefy wirtualnej. Klasyczne procesy produkcji, magazynowania, dostarczania, sprzedaży, serwisu będą w pełni wykorzystywać rozwiązania informatyczne. Również w komunikacji będzie dominować IT. To, co już dziś jest możliwe, ale z różnych względów pozostaje w sferze potencji w ciągu 10 lat stanie się e-faktem.
@RY1@i02/2012/186/i02.2012.186.13000080u.802.jpg@RY2@
Janusz Filipiak, profesor nauk technicznych, założyciel i prezes zarządu spółki Comarch, prezes klubu sportowego Cracovia
Rozmawiał Krzysztof Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu