Czy zjedzą nas roboty
Można sobie wyobrazić, że powstaje budynek wykonany przez roboty i przez nie utrzymywany. Ale czy będzie się on podobał ludziom?
Maciejem Bitnerem
A ekonomiści mówią w kółko o robotach...
Bo przeżywamy silny nawrót zainteresowania robotyzacją gospodarki. Dobrym przykładem jest wydana kilka miesięcy temu książka "The Second Machine Age" ("Druga era maszyn") Erika Brynjolfssona i Andrew McAfee’ego.
Dlaczego druga?
Pierwsza, wolniejsza faza robotyzacji polegała na tym, że maszyny zastępowały człowieka przy najprostszych pracach. W rolnictwie, potem w przemyśle. Tamte zmiany zrewolucjonizowały gospodarkę i cały układ stosunków społecznych, bo ludzie musieli sobie znaleźć inne zajęcia. Ale na to potrzeba było dziesięcioleci.
A teraz roboty błyskawicznie wywrócą nasz świat do góry nogami?
Tak. Coraz lepiej "widzące" oraz "czujące" roboty będą dalej zabierać pracę w przemyśle, ale bez porównania bardziej zmieni się sektor usług, do którego uciekli pracownicy po pierwszej fali robotyzacji. Bo np. samobieżne samochody, z którymi eksperymentuje Google, mogą w zasadzie sprawić, że taksówkarze czy dostawcy przestaną być potrzebni.
Przypomina mi się wydana kilka lat temu książka Andy’ego Kesslera "Eat People" ("Zjadanie ludzi"), w której pokazywał, jak mechanizacja może uderzyć nawet w takie zawody jak finansista, prawnik czy lekarz.
Są i tacy wizjonerzy, jak Ben Way, autor "Jobocalypse: The End of Human Jobs and How Robots will Replace Them", którzy przewidują nawet mechanizację prostytucji, która przetrzebi szeregi osób uprawiających najstarszy zawód świata. Przykładów jest na tyle sporo, by się zastanawiać, czy gospodarki i systemy społeczne poradzą sobie z tym wyzwaniem. Czy też spełni się przepowiednia noblisty Wasilija Leontiefa, który w latach 40. ostrzegał, że ludzie mogą podzielić los koni.
Koni?
Tak, bo początkowo konie korzystały na postępie technicznym. Nowoczesne rolnictwo zwiększyło zapotrzebowanie na te zwierzęta, zaś rozwój miast na dorożki. Ale w pewnym momencie wynaleziono traktory i samochody. I konie przestały być potrzebne. Dziś jest ich prawie 10 razy mniej niż przed I wojną światową.
A pan myśli, że ludzie też przestaną być potrzebni? Że zjedzą nas roboty?
Niepokoić może co najwyżej tempo zjawiska, bo wielu ludzi może nie nadążyć z przekwalifikowaniem się. Ale robotyzacja nie wydaje się przerażająca. Bo nowa generacja automatów pewnie obniży koszty produkcji wielu dóbr. Ale one nie zastąpią ludzi pracujących w zawodach opartych na relacjach społecznych i empatii. Będzie coraz więcej miejsc pracy w takich branżach jak opieka czy zapewnianie towarzystwa. Albo w zawodach związanych z tworzeniem piękna. Bo można sobie łatwo wyobrazić, że powstaje budynek w całości wykonany przez roboty i przez nie utrzymywany. Ale czy ten budynek będzie się ludziom podobał? Czy będą chcieli tam mieszkać? Czy może będzie rosło zapotrzebowanie na pieczołowitą i niemechaniczną konserwację tego, co stare. Właśnie dlatego, że jest stare.
Czyli przetrwamy?
Zależy kto. W Warszawskim Instytucie Studiów Ekonomicznych przygotowaliśmy mapę zawodów najbardziej narażonych na wymarcie.
I jak to wygląda?
Wkrótce ją opublikujemy. Mogę tylko powiedzieć, że w ramach UE więcej zawodów zagrożonych wymarciem niż w Polsce jest tylko na Węgrzech, dlatego nasz rynek pracy czekają w najbliższych dekadach wyjątkowo duże zmiany.
@RY1@i02/2014/182/i02.2014.182.00000260a.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Maciej Bitner główny ekonomista Wealth Solutions
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu