Żeby w oceanach nie było więcej śmieci niż ryb
Odpadów przybywa w lawinowym tempie. Jeżeli nie ograniczymy tego, co wyrzucamy, możemy obudzić się w świecie zasypanym przez miliony ton nieprzetworzonych i rozkładających się setki lat tworzyw sztucznych, zwanych potocznie plastikami
Ziemia zaczyna powoli przypominać jedno wielkie wysypisko śmieci. Pozostałości po naszej rosnącej konsumpcji znaleźć można już praktycznie w każdym zakątku globu, od Himalajów po dno Rowu Mariańskiego. Na co natrafimy tam najczęściej? Najprawdopodobniej będzie to plastik. To on stał się symbolem patologicznego zaśmiecania planety. Powód jest prozaiczny: liczba jednorazowych opakowań, folii, saszetek czy butelek rośnie w lawinowym tempie, a każdy z tych przedmiotów – jeżeli nie zostanie odpowiednio przetworzony – będzie rozkładał się w środowisku przez kilkaset lat.
Liczby mówią same za siebie. Codziennie na całym świecie produkujemy średnio 1 mln ton tworzyw sztucznych, z czego ponad 26 proc. to opakowania (ok. 359 mln ton w 2018 r. według danych Plastics Europe). 50 lat temu było to ok. 15 mln ton rocznie. Ten wzrostowy trend prawdopodobnie się utrzyma mimo najlepszych wysiłków UE, która dąży do redukcji odpadów i wdraża reformy służące poprawie recyklingu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.