Szczyt klimatyczny COP30 bez przełomów
Unia Europejska, zdaniem polskiego przedstawiciela podczas negocjacji na szczycie klimatycznym, była bliska odejścia od stołu negocjacyjnego. COP30, jak niemal co roku, zakończył się kompromisem, który nikogo w pełni nie zadowolił.
W sobotę w brazylijskim Belém zakończył się COP30, czyli szczyt klimatyczny Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przez prawie dwa tygodnie przedstawiciele niemal 200 państw dyskutowali o działaniach podejmowanych na rzecz ograniczenia zmiany klimatu oraz łagodzenia jej skutków.
- Tegoroczny COP trudno jednoznacznie określić jako sukces czy porażkę, a w pewnym sensie taka ambiwalencja jest nieodłączną cechą całego procesu. Każdy COP, jeśli oceniać go wyłącznie z perspektywy „wdrożeniowej”, zawsze będzie wydawał się niewystarczający. Wynika to z samej logiki wielostronnych negocjacji między ponad 190 państwami oraz braku realnych mechanizmów egzekwowania zobowiązań – stwierdza Zofia Wetmańska, wiceprezeska Instytutu Reform. Zgodnie z formułą COP, treść porozumienia końcowego musi zostać zaakceptowana przez wszystkie strony. Wetmańska zauważa, że COP-y pełnią jednak funkcję, której pojedyncze państwa nie są w stanie zastąpić: działają jak papierek lakmusowy globalnych nastrojów, ambicji i tego, w jakim kierunku przesuwają się polityczne oczekiwania oraz granice międzynarodowego konsensusu. Według niej szczyt klimatyczny pokazał, że globalny proces się nie załamuje mimo braku udziału USA oraz rosnącego sceptycyzmu dotyczącego polityk klimatycznych. Z drugiej strony w porozumieniu widać brak ambicji, m.in. poprzez nieuwzględnienie mocniejszego języka dotyczącego paliw kopalnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.