Koniec dotowania kopalni
W 2014 roku wszystkie kopalnie, które pomimo publicznej pomocy nie będą w stanie wyjść na prostą, zostaną zamknięte - to propozycja Komisji Europejskiej. Na takie rozwiązanie nie zgadzają się Niemcy i Polska
Komisja Europejska chce, by wszystkie niekonkurencyjne - i wymagające pomocy państwa - kopalnie zostały zamknięte do 2014 roku.
Takie są konkluzje wniosku, który przyjęła KE w sprawie rozporządzenia Rady UE o pomocy państwa przeznaczonej na ułatwianie zamykania przynoszących straty kopalni węgla kamiennego.
Zdaniem Joaquina Almunii, wiceprzewodniczącego Komisji odpowiedzialnego za politykę konkurencji, dotacje operacyjne dla kopalń muszą mieć tendencję malejącą o co najmniej jedną trzecią w czasie 15 miesięcy od ich przyznania. Jeśli kopalnia, która dostała dotację, do 2014 roku nadal pozostanie nierentowna i nie zostanie zamknięta, będzie musiała zwrócić pomoc państwa.
Pomysły na obcięcie dotacji kopalniom już w 2014 roku nie wszystkim się jednak podobają. Niemcy walczą o przesunięcie tego terminu o cztery lata. Dzięki temu uratują do tego czasu 35 tysiące miejsc pracy w Zagłębiu Ruhry. Polska popiera Berlin, mimo że wcale nie mamy wielu kopalń, które dostają od państwa pomoc operacyjną.
- Prowadzimy rozmowy z Niemcami, Rumunią, Węgrami, Czechami, Bułgarią i Hiszpanią nad opracowaniem wspólnego stanowiska w sprawie przyszłości górnictwa węglowego - mówi w rozmowie z "DGP" Adam Janczak z przedstawicielstwa RP przy UE.
Choć nasz kraj nigdy z budżetu państwa nie wspierał bieżącej działalności kopalń, to pomoc publiczna na nadzwyczajne wsparcie tego przemysłu i tak pochłonie do końca 2010 roku 700 mln zł. - Wiele elementów propozycji KE jest więc dla nas korzystnych - przekonuje "DGP" Antoni Malinowski odpowiedzialny za restrukturyzację górnictwa w Ministerstwie Gospodarki.
Polska ma też plan na swoje poprawki do propozycji KE. Chodzi o przepis zezwalający na utrzymanie tzw. pomocy początkowej na rozwinięcie przez kopalnie nowych złóż. W tym roku kopalnie w naszym kraju przeznaczą na ten cel 2,6 mld zł, ale rząd zwróci im 400 mln zł.
Na zupełnie drugim biegunie niż Niemcy i Polska, jeśli chodzi o wspieranie przemysłu górniczego, stoi Francja, która nie ma kopalń, a energię wytwarza w elektrowniach atomowych. Paryż lobbuje za tym, by już od przyszłego roku kopalnie działały na warunkach rynkowych, co dla wielu z nich oznacza bankructwo.
Ostateczna wersja dokumentu regulującego zasady wspierania górnictwa przez państwo powinna zostać przyjęta w grudniu. Decyzję podejmą ministrowie gospodarki 27 krajów UE kwalifikowaną większością głosów. Jeśli jednak nie zdążą tego zrobić do 1 stycznia 2011 r., w życie wejdzie scenariusz najbardziej radykalny, czyli francuski.
Jonathan Todt, rzecznik Komisji Europejskiej, przyznaje w rozmowie z "DGP", że przeforsowanie propozycji KE wcale nie jest przesądzone, bo część państw Unii chciałaby jak najszybciej zlikwidować wszelkie przywileje dla górnictwa. Jeśli zaś w grudniu nie dojdzie do porozumienia, wygasną obecne przepisy i górnictwo będzie traktowane jak każda inna branża.
Opowiada się za tym przede wszystkim Francja, która dzięki rozbudowanej sieci elektrowni jądrowych szuka nowych rynków zbytu dla swoich nadwyżek elektryczności. Ale także kraje skandynawskie uważające, że radykalne ograniczenie wydobycia węgla ułatwi walkę z ociepleniem klimatu albo bardziej pragmatycznie - promocję powstających w Skandynawii i na razie drogich zielonych technologii.
Dziś kraje UE przekazują około 3 mld euro rocznie pomocy operacyjnej dla kopalń, z czego prawie dwie trzecie Niemcy, a jedną trzecią Hiszpania. Poza tymi dwoma krajami likwidacja bieżących dotacji oznaczałaby także znaczące ograniczenie wydobycia węgla w rumuńskim zagłębiu Jiu.
@RY1@i02/2010/150/i02.2010.150.000.009a.001.jpg@RY2@
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu