Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Długi marsz po energetyczną niepodległość

23 maja 2022
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Polska nie jest impregnowana na gazowy kryzys i odczuje w jakimś zakresie konsekwencje niedoborów na kontynencie. Mimo reliktów dawnej zależności, związanych m.in. z pozycją kraju tranzytowego, jest jednak lepiej przygotowana na paliwowy rozwód Unii Europejskiej z Rosją niż wiele innych państw

Jesteśmy gotowi na embargo na rosyjskie surowce. Możemy zrezygnować z nich choćby już dziś - te zapewnienia Polacy mieli w ostatnich tygodniach okazję słyszeć wielokrotnie z ust premiera, ministrów i szefów największych spółek. Również na poziomie Unii Europejskiej Warszawa, wraz z sojusznikami z krajów bałtyckich, należała do najgorętszych orędowników takiej, najboleśniejszej dla Kremla formy sankcji. Dlatego rząd Mateusza Morawieckiego ze spokojem przyjął decyzję Gazpromu, który pod koniec kwietnia ogłosił, że - w związku z odmową przejścia na zadekretowany przez Moskwę nowy system płatności - odcina Polskę (oraz Bułgarię) od kontraktowych dostaw gazu. Stało się tak, chociaż - w zgodnej ocenie ekspertów - błękitne paliwo jest dla Europy najtrudniejszym do zastąpienia ze wszystkich surowców energetycznych.

Czy to przykład, że w obliczu wojny względy bezpieczeństwa i polityki biorą górę nad ekonomią? Po części być może tak. Według opracowanego przez Komisję Europejską wskaźnika Polska w ostatnich 20 latach aż czterokrotnie zwiększyła swoją zależność energetyczną - rozumianą jako znaczenie udziału importu w zaspokajaniu zapotrzebowania na energię. Nawet najprostsze dane importowe wskazują, że choć na poziomie całego kraju i poszczególnych firm znaczenie Rosji jako dostawcy spada, to w dwóch kluczowych obszarach - ropy naftowej i gazu - większość sprowadzanych do Polski surowców pochodzi ze Wschodu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.