Wytwórcy OZE mniej zarobią na sprzedaży świadectw pochodzenia
Ministerstwo Klimatu i Środowiska, pod wpływem Ministerstwa Rozwoju i Technologii, zaproponowało radykalne zmniejszenie udziału energii, która wymaga świadectw pochodzenia. Branża odnawialnych źródeł energii (OZE) alarmuje, że naraża to ją na straty.
System świadectw pochodzenia to jeden z mechanizmów wsparcia wytwórców OZE. Mogą nimi handlować ci producenci zielonej energii, którzy uruchomili swoje inwestycje między 2005 r. a połową 2016 r. Resort klimatu określa w rozporządzeniu, ile energii zużywanej przez odbiorców, m.in. przemysłowych, musi mieć świadectwo pochodzenia. W 2022 r. było to 18,5 proc. Obecnie jest 12 proc. Jeszcze kilka dni temu w projekcie rozporządzenia w sprawie zmiany wielkości udziału ilościowego sumy energii elektrycznej wynikającej z umorzonych świadectw pochodzenia na 2024 r. było to 11 proc. z perspektywą zejścia do 9 proc. w 2026 r.
Jednak w piątek, przed długim weekendem, resort klimatu zmienił projekt, ustalając wielkość udziałów świadectw, zwanych potocznie zielonymi certyfikatami, na 5 proc. I to mimo tego, że wcześniej w pierwszej wersji projektu sam napisał, że „wielkość udziału określona na tym poziomie (czyli 11 proc. – red.) przyczyni się do stabilności i przewidywalności warunków funkcjonowania rynku odnawialnych źródeł energii dla wytwórców partycypujących w systemie świadectw pochodzenia”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.