Trudne lata przed Gazpromem
P ierwsze półrocze okazało się trudnym czasem dla Gazpromu. Eksport koncernu był o 4 mld m sześc. gazu niższy niż w tym samym okresie 2018 r. i wyniósł 97,7 mld m sześc. Perspektywy, że kolejne 6 miesięcy pozwolą nadrobić ten dystans, są, otwarcie mówiąc, niewielkie. Wszystkie europejskie kraje, a to główny dla Rosjan rynek, raportują o rekordowych zapasach, a spadek koniunktury gospodarczej i niska cena węgla powodują, że nawet najwięksi optymiści nie prognozują skokowego wzrostu popytu na rosyjski gaz. Kiedy się podda analizie, tak jak zrobili to specjaliści z rosyjskiego Sbierbanku, geograficzną strukturę eksportu Gazpromu, dobrze widać też powody zmniejszenia eksportu. Głównym krajem, który znacząco zmniejszył zakupy, jest Turcja, która w I półroczu 2018 r. nabyła 12,7 mld m sześc., a obecnie jedynie 8,1 mld m sześc. Sprzedaż do państw niegdyś wchodzących w skład ZSRR spadła o 1,4 mld m sześc. (do poziomu 16 mld). Wzrost zakupów przez takie kraje jak Austria czy Węgry nie był w stanie zrównoważyć tych spadków. Powód, dla którego Turcja znacząco zredukowała import rosyjsk iego gazu, jest banalnie prosty – jego cena. Rosjanie preferują długoterminowe kontrakty, których cena powiązana jest z ceną ropy naftowej, podczas gdy ceny dostaw krótkoterminowych na rynku europejskim (notowane w holenderskim hubie TTF) spadły ostatnio o połowę i osiągnęły właśnie swe wieloletnie minimum. Dziś za natychmiastową dostawę trzeba zapłacić 120 dol. za 1000 m sześc., podczas gdy Gazprom zawiera kontrakty na przyszłą zimę po 190 dol. Turcy ograniczyli zakupy w Rosji, nie patrząc na to, że Gazprom w budowę Tureckiego Potoku po dnie Morza Czarnego inwestuje miliardy dolarów. Zrobili tak, bo zdecydował ich interes ekonomiczny i to, że mieli alternatywne źródło dostaw – od początku roku działa gazociąg z Azerbejdżan u, co pozwoliło Ankarze zredukować o jedną trzecią zakupy od Rosjan. Perspektywy też nie są ciekawe, bo np. udział gazu skroplonego w najbardziej lukratywnym dla Gazpromu europejskim rynku wzrósł z 10 proc. w 2013 r. do 20 proc. w roku ubiegłym. A koncern przespał rewolucję LNG, lekceważąc przed laty jej znaczenie i twierdząc, że to ślepa uliczka.
Jak sytuacja ta wpłynęła na finanse Gazpromu? Nieciekawie. Analitycy Sbierbanku odnieśli się do przyjętego przez Gazprom budżetu na ten rok, w którym rosyjski koncern założył, że sprzedawał będzie gaz w cenie po 230–250 dol. za m sześc. Są oni zdania, że sytuacja operacyjna Gazpromu na europejskim rynku pogarsza się, co negatywnie wpłynie już w tym roku na jej wyniki finansowe. W budżecie na ten rok koncern założył nakłady na realizowane inwestycje na poziomie 1,326 bln rubli i dodatkowo po niedawnym zgromadzeniu akcjonariuszy, na którym podniesiono wysokość dywidendy, jaką zamierza wypłacić, na ten cel chce przeznaczyć 246,9 mld rubli. Tegoroczny operacyjny strumień pieniężny koncernu wyniesie niewiele ponad bilion rubli i nie wystarczy na sfinansowanie tych celów. Podobnie jeśli idzie o lata 2020–2021, kiedy Gazprom planuje wydać odpowiednio na inwestycje 1,065 i 1,251 bln rubli. Wyniki I półrocza pokazują, jak może wyglądać przyszłość koncernu – na sfinansowanie inwestycji wydano 667 mld rubli, podczas gdy strumień pieniężny z operacyjnej działalności wyniósł 684 mld rubli. Oczywiście z perspektywy firmy, która ma dziś na rachunkach poduszkę finansową w wysokości 1,051 bln rubli, sytuacja nie jest jeszcze groźna, ale lata następne nie muszą wyglądać dobrze. Przede wszystkim kluczowe stają się rozmowy z Ukrainą. Z dwóch powodów. Z konsumpcją roczną gazu przekraczającą 10 mld m sześc. rocznie to nadal dla Rosjan potencjalnie bardzo lukratywny rynek, z którego zostali wyparci. Oczywiście prawdą jest, jak argumentują rosyjscy analitycy, że realizowane przez Kijów zakupy gazu w ramach tzw. rewersu są w istocie dostawami gazu rosyjskiego, tylko realizowanego z innego kierunku i obłożonego marżą przez zachodnioeuropejskich pośredników, ale wzrost konkurencji gazowej w Europie (LNG i dostawy z innych kierunków) może ten obraz bardzo szybko zmienić. Jednak znacznie istotniejsze jest coś innego. Otóż Ukraina wygrała przed sądem w Luksemburgu kolejną odsłonę sporu z Gazpromem. W tym kraju zarejestrowana jest spółka córka rosyjskiego koncernu, która plasowała na europejskich rynkach finansowych wszystkie emisje papierów dłużnych rosyjskiego giganta gazowego. I obecnie Kijów może położyć areszt na środkach pozyskiwanych z nowych emisji, co w praktyce blokuje Gazpromowi dostęp do europejskiego rynku długu. W efekcie koncern zmuszony został do sprzedaży 2 proc. swych akcji ulokowanych w jednej ze spółek córek w raju podatkowym. Kupcem okazał się bliski Kremlowi oligarcha Arkadij Rotenberg. W ten sposób Gazprom pozyskał 2,2 mld dol. Do końca roku, jak informuje Bloomberg, na rynek może zostać wystawiony kolejny pakiet o wartości 3 mld dol.
Rachunki, że w drugiej połowie roku Gazpromowi uda się poprawić sytuację, są niewielkie. Jak zwrócili uwagę analitycy obradujący na niedawno zorganizowanym przez koncern w Turcji spotkaniu, tradycyjne kontrakty firmy zawierają klauzulę, w której cena powiązana jest z notowaniami rynkowymi z opóźnieniem od 6 do 9 miesięcy. A to oznacza, że EBITDA Gazpromu raczej nie wzrośnie, i zgodnie z oceną specjalistów z firmy Aton, zajmującej się rynkiem gazu ziemnego, w całym 2019 r. zamknie się kwotą 36,2 mld dol., co oznacza spadek w porównaniu z rokiem poprzednim o 12,6 proc. Wieloletnia perspektywa koncernu, która zakłada wzrost eksportu gazu do Europy w związku ze spadającym wydobyciem i rosnącą konsumpcją, również zdaniem rosyjskich analityków jest gorsza, niż prognozuje to Gazprom. Z dwóch powodów. Po pierwsze, oficjalna prognoza zakłada wzrost udziału firmy w europejskim rynku, z obecnych 37 proc. do nawet 40 proc. za 16 lat, co przy oczekiwanym wzroście konsumpcji w Europie (4 proc. rocznie) musi oznaczać, że Gazprom wygra konkurencję z innymi dostawcami. Drugi czynnik, który zdaniem rosyjskich analityków w niedostateczny sposób został uwzględniony w rachubach firmy, to presja, jaką na cenę gazu na europejskim rynku wywrze rosnąca konkurencja. Biorąc pod uwagę wzrost dostaw gazu skroplonego LNG do Europy, analitycy obradujący w Turcji osiągnęli konsensus. Ich zdaniem do 2040 r. cena miliona brytyjskich jednostek cieplnych (BTU) będzie się wahała od 5 do 7 dol., co w przeliczeniu na cenę za 1000 m sześc. oznacza 170–240 dol. Jednak, jak zauważyli, w tym rachunku uwzględnić należy rosnące koszty wydobycia Gazpromu w związku z wyczerpywaniem się złóż zlokalizowanych w łatwiej dostępnych częściach Federacji Rosyjskiej. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.