Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Śpieszmy się kochać spółki giełdowe

29 lipca 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W tysiącach podręczników na temat oszczędzania, np. na emeryturę lub gorsze czasy, przeczytamy, że najlepiej inwestuje się te pieniądze, na których stratę możemy sobie pozwolić, najkorzystniej lokować środki na długie terminy (liczone w dziesiątkach lat, nie w miesiącach), i że wymarzonym momentem do działania są te okresy, w których większość komentarzy rynkowych jest pesymistyczna, zaś rynkowych optymistów ze świecą szukać. Jak zwykle z tak ogólnymi i prostymi zasadami bywa, zastosowanie ich w praktyce nastręcza wiele trudności lub przynajmniej wymaga doprecyzowania. Zajmiemy się jednym z problemów: firmy nie trwają wiecznie, a nawet – w przeciwieństwie do nas – ich żywot trwa coraz krócej.

W kwietniu minęło 30 lat od pierwszej sesji na warszawskiej giełdzie, na której można było kupić akcje pięciu firm: Tonsilu, Próchnika, Krosna, Kabli i Exbudu. Gdybyśmy wtedy zainwestowali i – jak każą podręczniki – „zapomnieli” o naszej inwestycji, a dziś przechodzilibyśmy na zasłużoną emeryturę i tuż po wspaniałej imprezie pożegnalnej w pracy zajrzelibyśmy na nasz rachunek, moglibyśmy się mocno zdziwić. Po pierwsze, nie wszystkie akcje widniałyby na rachunku. Tonsil zbankrutował w 2004 r., podobnie jak krośnieńskie huty szkła i Próchnik, które ogłosiły upadłość w 2009 r. i 2018 r. Choć dwie pierwsze firmy jeszcze istnieją, to nie ma ich na rynku kapitałowym. W przypadku Kabli i Exbudu prawdopodobnie zamiast akcji zobaczylibyśmy pewne sumy pieniędzy – otrzymalibyśmy je w zamian za pozbycie się papierów podczas wezwań do sprzedaży. W tych przypadkach nasze inwestycje byłyby korzystne, bo spółki zostały wycofane z obrotu giełdowego po wykupieniu ich przez skandynawskich inwestorów po relatywnie dobrych cenach. Ale niestety, stopy zwrotu już po uwzględnieniu inflacji byłyby ujemne, nie mówiąc o tym, że pieniądze leżałyby na rachunku bezczynnie. Porównując wysokość indeksu giełdowego wówczas oraz dziś, moglibyśmy oczekiwać, że nasz portfel będzie wart ponad czterdziestokrotnie więcej niż na początku. W rzeczywistości, po uwzględnieniu strat, ledwo by przekroczył zainwestowane trzydzieści lat temu sumy.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to były specyficzne spółki, że np. 1993 r. był lepszy pod względem długowieczności firm czy też, że portfelem trzeba się zajmować. Racja. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że procesy starzenia się i umierania spółek nie są niczym niespotykanym i dotyczą nawet największych i najbardziej popularnych giełd i indeksów, takich jak S&P 500.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.