Owoce pojadą przez Słowację
Ministerstwo Rolnictwa próbuje uregulować przyznawanie certyfikatów pozwalających na eksport owoców i warzyw do Rosji. Jednak zdaniem przedsiębiorców proponowane rozwiązania zmuszą do kupowania świadectw w jednej organizacji lub korzystania z zagranicznych pośredników.
Wczoraj opisaliśmy problemy polskich eksporterów. Aby sprzedać do Rosji płody rolne, muszą mieć świadectwo bezpieczeństwa. Poświadcza ono, że ilość pestycydów zawartych w owocach i warzywach jest zgodna z rosyjskimi normami. Prawo do wydawania takich certyfikatów mają trzy polskie laboratoria oraz Polskie Stowarzyszenie Producentów i Eksporterów Owoców i Warzyw. Za 300 euro od tira wystawia świadectwa wstępnej kontroli, które otwierają drzwi do handlu z Rosją.
Eksporterzy nie chcą jednak tyle płacić, bo kwota stanowi 30 - 50 proc. ich zysku na tirze. Dlatego interweniowali w Ministerstwie Rolnictwa. Resort zamierza wprowadzić w przyszłym roku system zintegrowanej produkcji. Na każdym jego etapie owoce i warzywa oraz stosowane do ich ochrony pestycydy będą kontrolowane przez Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Do czasu uruchomienia systemu resort proponuje wprowadzenie limitów na partie towarów, z których pobierane są próbki do analizy. Dziś jest to średnio 300 ton towaru, w przyszłości limit wynosiłby 100 ton, a dla eksporterów 25 ton.
- To zablokuje eksport, bo w Polsce nie ma wystarczającej liczby laboratoriów do przebadania tylu próbek - mówi jeden z eksporterów.
Jego zdaniem realizacja tego pomysłu spowoduje, że wielu przedsiębiorców będzie sprzedawać przez zagranicznych pośredników. - Owoce wysyłam do Rosji przez Słowację, bo tam nie potrzebują żadnych badań i certyfikatów - mówi nam eksporter z Sandomierza.
Jarosław Olechowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu