Koniec z pomocą dla banków
Jednolity i przejrzysty stress test banków był Europie potrzebny od dawna. Po długich oporach Unia Europejska opublikowała w piątek jego wyniki. Co prawda nie był on ani wystarczająco jednolity, ani wystarczająco przejrzysty czy surowy - ale był dobrym krokiem naprzód. Pod warunkiem że jego rezultaty potraktujemy z ostrożnością.
W dziedzinie przeprowadzania publicznych testów kondycji banków UE podąża za przykładem USA. W lutym 2009 r., gdy amerykańskie rynki finansowe zmierzały prosto w przepaść, sekretarz skarbu Tim Geithner przeprowadził stress testy dla największych amerykańskich grup finansowych. Wypadły one w apogeum paniki wywołanej upadkiem banku Lehman Brothers. Jednak ujawniając rzeczywistą kondycję banków, Geithner umożliwił inwestorom określenie ryzyka związanego z ich kredytowaniem. Pomógł też w zidentyfikowaniu banków idących na dno i dokapitalizowaniu ich.
Inaczej niż w Ameryce większość europejskich banków nie znalazła się na pierwszej linii, gdy kryzys uderzył w Europę po raz pierwszy. Tylko niektóre z nich odważyły się wcześniej zanurzyć w zdradliwy amerykański rynek produktów kredytowych (a te, które się odważyły - ucierpiały straszliwie). Jednak gdy kryzys kredytowy spowodował recesję, banki europejskie poprzez udzielone tradycyjnie kredyty (przede wszystkim na rynku nieruchomości i w budownictwie) zostały narażone na efekty rynkowej paniki.
Europejskie normy rachunkowości i zagmatwane przepisy bankowe nie pozwalały inwestorom określić, kto poniósł straty. Przewidywalnym rezultatem było ograniczenie funduszy dla wszystkich banków, także tych dobrze dokapitalizowanych. Celem stress testów było oddzielenie plew od ziarna, banków solidnych od tych, które pójdą na dno - albo zostaną uratowane przez podatników.
Unijny stress test osiągnął cel połowicznie. Niekorzystny scenariusz nie jest tak bardzo niekorzystny: zakłada jedynie lekki spadek wydajności i ograniczenie rządowego wsparcia - a nie jego brak. To może być pouczające: amerykański stress test także nie był tak surowy. Poważniejsze zastrzeżenia wzbudza jednak przyjęta metodologia - tym bardziej że to narodowe instytucje nadzorowały ten sprawdzian.
Przy tych założeniach łączne straty 91 testowanych banków wyniosłyby 566 mld euro w ciągu 2 lat w stosunku do prognoz. Siedem banków nie osiągnęłoby 6-procentowego progu kapitalizacji (ale żaden nie spadłby poniżej wymaganego poziomu 4 procent). Są to zwyczajowi podejrzani - grecki ATE oraz sześć hiszpańskich i niemieckich regionalnych kas oszczędnościowych. Inwestorzy mogą uznać te wyniki za zbyt łagodne. Trzeba im dostarczyć więcej informacji, tak by mogli wyrobić sobie własne zdanie.
Politycy powinni wykorzystać wyniki testu, by przeciąć linę ratunkową dla banków. Pozasystemowe upadki banków nie są narodową hańbą, ale elementem zdrowego kapitalizmu. Rządy muszą udowodnić, że nie tylko większość europejskich banków utrzymuje się na powierzchni, ale także - że podatnicy nie będą więcej służyć jako darmowe koło ratunkowe.
Tłum. Karolina Romej
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu