Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

COVEC: długa historia budowlanych wpadek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

FIRMA, która budowała A2, to narzędzie chińskiego rządu do utrwalania wpływów

Problemy z podwykonawcami, import taniej siły roboczej z Chin i obsuwy - "DGP" sprawdził, w jaki sposób budowniczy A2, firma Covec, realizował swoje inwestycje na świecie. Do czasu skandalu w Polsce 99 proc. problemów Covec dotyczyło jednak Afryki.

- Recepta Chińczyków na sukces jest prosta: niska cena i wsparcie finansowe rządu w Pekinie. Później niska cena zamienia się w niską przewidywalność. To reguła - ocenia dla "DGP" Swen Grimm z Center for Chinese Studies (CCS) w RPA, który badał inwestycje Covec. W Angoli firma zbudowała szpital, który po oddaniu do użytku zaczął się walić. Z kolei w RPA realizowała część rządowego zlecenia - budowę systemu irygacyjnego VRESAP. Chińczycy zażądali 61 mln dol. - o 14 mln mniej niż najtańszy konkurent. Szybko zaczęły się problemy, bo Covec płacił inżynierom 50 proc. stawki. W RPA nie było chętnych, ściągano ich z Chin. W efekcie inwestycja zakończyła się wielomiesięcznym opóźnieniem. Podobnie jak w kenijskim Kismu - tu Covec zbudował lotnisko z rocznym poślizgiem. A w Zambii firma zerwała kontrakt na budowę kompleksu rządowego, bo zamawiający - partia UNIP - stracił władzę.

Poza Afryką Covec pracował dla rządu Fidżi. I tu miał problemy. Zobowiązał się do wybudowania do połowy 2005 r. autostrady. W 2006 r., po prawie pięciu latach budowy, okazało się, że gotowe jest 35 proc. inwestycji. Władze Fidżi, które utopiły w autostradzie 34 mln dol., zerwały kontrakt. Chińczycy tłumaczyli, że budowa poległa z powodu ulewnych deszczy.

Jak wyliczył CCS, aż 70 proc. zagranicznych inwestycji Covec nie wykracza poza Afrykę. Koncern jest narzędziem rządu w utrwalaniu gospodarczych wpływów w regionie. Mapa inwestycji pokrywa się z geopolityczną listą priorytetów Pekinu. Covec inwestuje w Angoli - tam Chiny kupują surowce energetyczne. W RPA - to najważniejszy partner handlowy w Afryce. I w Botswanie - tu Chiny są drugim importerem diamentów. W Europie koncern na celownik wziął najuboższy kraj kontynentu - Mołdowę. W 2009 r. chiński rząd kusił Kiszyniów kredytem wartym 1 mld dol. za zapewnienie Covec uprzywilejowanej pozycji na lokalnym rynku. Po nieudanych przymiarkach do Mołdowy spróbowano w Polsce. Warszawa dała się złapać.

Ale w Polsce z Covec miało być inaczej. Mieliśmy być jego bramą do Europy. Wiarygodności dodawało to, że jest częścią chińskiego koncernu CREC (China Railway Group Limited), notowanego na giełdzie w Hongkongu, którego właścicielem jest państwo. Nadzoruje je minister kolejnictwa, którym do niedawna był Liu Zhijun. Na początku roku odszedł on ze stanowiska w atmosferze skandalu, oskarżony o zdefraudowanie 150 mln dol. Teraz problemy ma podległa mu niegdyś firma.

Nino Dżikija

Zbigniew Parafianowicz

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.