Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czytanie może przeszkadzać w inwestowaniu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 0 minut

Jak człowiek wie za dużo, to zaczyna dzielić włos na czworo. A jak wie mniej, to idzie z trendem. I to jest świetna wiadomość, bo "trend is your friend"

Z Piotrem Kuczyńskim rozmawia Rafał Woś

Co powinien czytać zawodowy inwestor?

A kto powiedział, że powinien w ogóle czytać?

Jak to?

Czasami dochodzę do wniosku, że czytanie książek przeszkadza w inwestowaniu. Naprawdę. Jak się za dużo wie, to naprawdę przeszkadza. Chyba w filmie "Wall Street" była taka scena, w której szef wyrzuca maklera, mówiąc: "Brak panu doświadczenia". Coś w tym jest. Jak człowiek wie za dużo, to zaczyna dzielić włos na czworo. A jak wie mniej, to idzie z trendem. I to jest świetna wiadomość. Bo przecież "trend is your friend".

To takie proste?

Dosyć proste. Kluczowym elementem inwestowania jest posiadanie systemu. Najlepiej takiego, który pozwala rosnąć zyskom, a gdy pojawiają się straty, to je szybko ucina. Na rozwiniętych rynkach dobra analiza techniczna daje tak ok. 60 proc. prawidłowych wskazań. To wystarczy, żeby wygrywać z rynkiem. I wtedy naprawdę nie trzeba niczego czytać. Bo po co? Jest taka - nienowa już - książka Johna Rothchilda "Księga bessy". I tam wyczytałem kiedyś ponoć prawdziwą historię tradera z Wall Street, który był... niespełna rozumu. Ale odnosił wielkie sukcesy giełdowe. Jak to robił? Otóż sam twierdził, że korzysta z podpowiedzi UFO. Odbierał je przy pomocy złamanej anteny samochodowej umieszczonej w butelce po coca-coli. Prawdopodobnie zawodowe sukcesy tego faceta brały się stąd, że gdy kupił akcje spółki i nie trafił, to wszyscy zaczynali z niego szydzić, że wariat. Więc on natychmiast je sprzedawał. Miał więc małe straty. A jak trafił, to chodził i chwalił się, a akcje mu rosły i rosły. I w ten sposób zapewniał sobie długie zyski.

Jak rozumiem, w pana branży ci, którzy są na szczycie, czytają najmniej.

(śmiech) To ryzykowny wniosek. Nie badałem oczywiście zjawiska całościowo. Ale mam takich znajomych inwestorów, którzy na pytanie, dlaczego zaszło jakieś zdarzenie rynkowe, tylko wzruszają ramionami. Z ich perspektywy nie ma to większego znaczenia. Po prostu mają własny system inwestycyjny, który działa. Rozumienie procesów rządzących realną gospodarką albo kontekstu nie jest im do niczego potrzebne. Wystarczy im informacja, że rentowność amerykańskich obligacji wzrosła. Nie gra roli, dlaczego wzrosła i jakie są uwarunkowania wewnętrzne amerykańskiej polityki.

Nie chcę pana, broń Boże, obrażać. Ale akurat z tego, co mi wiadomo, czyta pan całkiem sporo.

Bo lubię.

Tylko po co?

Lubię wyczytywać z książek pewne trendy. Jak na przykład stopniowe odchodzenie w światowej ekonomii od dogmatu o nieomylności rynków.

Cóż, jeśli te rynki działają jak ten wariat z książki Rothchilda, chyba jest to dobra wiadomość.

Właśnie. Dobrze ten trend widać w dwóch nowych książkach. "23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie" Ha-Joon Changa i "10 mitów kryzysu" Heinera Flassbecka. Zresztą konwencja walki z ekonomicznymi mitami bardzo mi odpowiada. Sam z uporem staram się prostować jeden mit dotyczący polskiej gospodarki pokutujący od lat w debacie publicznej.

Co to za mit?

To przeświadczenie, że obniżki podatków powodują wzrost dochodów skarbowych. Ponieważ rzekomo uwalniają uśpione siły tkwiące w gospodarce. Jako sztandarowy przykład przywołuje się obniżkę podatku CIT z 27 na 19 proc. za czasów premiera Leszka Millera. Wpływy podatkowe faktycznie wtedy wzrosły. I to aż o 19 proc.

Sam pan widzi.

Ale ci, którzy powołują się na tamten przykład, zapominają o dwóch rzeczach. Po pierwsze, wchodziliśmy wtedy do Unii Europejskiej i gospodarka w latach 2003-2004 przyspieszyła do 3-5 proc. PKB rocznie. A poza tym, skoro już w 2003 r. było wiadomo, że CIT spadnie, to nie jest żadnym zaskoczeniem, że firmy przełożyły sobie produkcję i sprzedaż na rok 2004, żeby zapłacić niższy CIT. Ot, i cała tajemnica ówczesnego podatkowego cudu. A przy okazji mój polski dopisek do mitów obalanych przez Flassbecka i Changa.

@RY1@i02/2013/212/i02.2013.212.00000280a.805.jpg@RY2@

Szymon Łaszewski

Piotr Kuczyński główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.