Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Po pandemiach nie ma inflacji

6 maja 2021
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W iele się ostatnio mówi oraz pisze o inflacji. Odbywa się to z intensywnością dalece nieadekwatną do rzeczywistości, bo trzeba się mocno uprzeć, by wzrost cen na poziomie 2–3 proc. uznać za wysoki. Pomińmy jednak (skądinąd ciekawe) zagadnienie: „komu zależy na tym, byśmy się inflacji bali?”. Spójrzmy na lekcje, jakich w temacie rosnących cen dostarcza nam historia gospodarcza. Właśnie taką drogą idą ekonomiści Kevin Daly oraz Rositsa Chankova. Co ciekawe, reprezentują oni nie świat akademicki, lecz świat finansów – pracują w pionie analitycznym globalnego giganta, banku Goldman Sachs.

Daly oraz Chankova zastanawiają się, ile prawdy jest w obawie, że po pandemii czeka Zachód eksplozja inflacji. Za przekonaniem o jej nieuchronności kryje się taki tok rozumowania. Z historii wiemy, że ceny zawsze rosły najszybciej w trakcie wielkich wojen i po nich. No więc skoro walka z pandemią to też wojna, tylko że „z niewidzialnym wrogiem”, to po jej stoczeniu i nas czeka atak inflacji. Logiczne, prawda?

Tyle że zdaniem Daly’ego i Chankovej takiego wnioskowania nie powinniśmy wyprowadzać. Bo wojna i pandemia to nie jest to samo. Najważniejsze są dwie różnice. Po pierwsze, podczas wojny zawsze następuje gwałtowne zwiększenie popytu. Dzieje się to zarówno w trakcie konfliktu (wydatki na zbrojenia), jak i po jego zakończeniu (odbudowa). A wszelkie inwestycje państwowe, najczęściej finansowane długiem, mają na celu dogonienie tego przyspieszonego popytu. W czasie pandemii jest odwrotnie. To czas tłumienia gospodarki, a interwencja państwa obliczona jest na to, by ją z dołka wydźwignąć.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.