Mewa czy namiot
F u ndament wyceny instrumentów zbudowany jest na dwóch założeniach. Pierwsze – że nie można osiągać zysku bez ryzyka, mając w portfelu instrumenty finansowe, które w ujęciu netto ryzyka nie niosą (założenie o braku arbitrażu). Drugie – że przewidywania rynku co do przyszłych stóp procentowych są adekwatne, a to znaczy: przyszłość będzie taka, jak ją dziś wyceniamy.
To drugie założenie, znane jako hipoteza czystych oczekiwań, nie podlega weryfikacji wprost – a przynajmniej do czasu, gdy wynajdziemy sposób na podróżowanie w czasie. Ale patrząc wstecz, można sprawdzić, czy oczekiwania nie odbiegały od tego, co faktycznie nastąpiło. Jeślibyśmy znaleźli dowody potwierdzające „rozjazd”, to hipotezę należałoby odrzucić. A to oznaczałoby konieczność zmiany myślenia o tym, jak wyceniać instrumenty finansowe – w szczególności te związane ze stopami procentowymi. Skoro zniszczeniu uległ fundament, całe misternie układane na nim rozumowanie też legło w gruzach.
Choć hipoteza wygląda na prostą, to weryfikuje się ją bardzo trudno – a robi się to na trzy sposoby. Podejście Eugene'a Famy (Uniwersytet Chicagowski) oraz Roberta Blissa (Fed w Chicago) sprawdzało, czy znając dzisiejsze oczekiwania co do przyszłych stóp procentowych (fachowo: nachylenie krzywej rentowności obligacji), można osiągać ponadprzeciętne zyski, kupując i sprzedając papiery między dziś a końcem horyzontu. Jeśli hipoteza oczekiwań działa, to odpowiedź na to pytanie musi być negatywna – bo choć statystycznie jednego dnia zarobimy, to przecież innego dnia ten zysk stracimy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.