Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Przez krótki tydzień pracy Francja stała się uboższa i wpadła w długi

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zmniejszenie liczby godzin roboczych miało przeciwdziałać bezrobociu, ale okazało się ekonomicznym fiaskiem

Dziesięć lat po uchwaleniu przez Zgromadzenie Narodowe ustawy ograniczającej tygodniowy czas pracy do 35 godzin rząd próbuje wycofać się z pomysłu, który miał być złotym środkiem na walkę z bezrobociem. Rewolucyjny projekt socjalistów nie przyniósł spodziewanych efektów. Prezydent Nicolas Sarkozy uznał go nawet za "historyczny błąd".

Zaraz po uchwaleniu 15 grudnia 1999 r. nowej ustawy premier Lionel Jospin zapowiedział utworzenie w ciągu trzech lat 700 tys. miejsc pracy. Logika rządu była prosta: przedsiębiorcy, którym nakazano ograniczenie z 39 do 35 godzin czasu pracy załogi, aby utrzymać produkcję, będą zmuszeni do zatrudnienia kolejnych. W latach 1999 - 2002 bezrobocie rzeczywiście zaczęło spadać. O ile w chwili uchwalenia ustawy Aubry (od nazwiska ówczesnej minister spraw socjalnych) co dziesiąty Francuz był bez pracy, to w 2008 r., u progu kryzysu, bezrobocie spadło do 7,8 proc.

- W przytłaczającym stopniu był to jednak wynik szybkiego wzrostu gospodarczego kraju, a nie skrócenia czasu pracy - mówi nam Michel Didier, ekspert instytytu Coe-Rexecode w Paryżu. - Gdy rozwój gospodarki się załamał, wróciliśmy do stanu z 1999 - podkreśla. Dziś wskaźnik bezrobocia rzeczywiście przekracza 10 proc. Sam Jospin przyznaje, że poprawa przed kryzysem tylko w 1/5 była wynikiem skrócenia czasu pracy. Były socjalistyczny premier przyznaje wręcz, że ustawa o 35 godzinach była "błędem ekonomicznym". A jego rywal, Nicolas Sarkozy, używa jeszcze mocniejszych słów i mówi wręcz o "błędzie historycznym".

Jak wyliczyli ekonomiści, kraj zapłacił za niego wysoką cenę. Aby utrzymać wzrost gospodarczy, prawica, która doszła do władzy w 2002 r., zaczęła stopniowo luzować ograniczenia czasu pracy narzucone przedsiębiorcom. W 2003 r. liczbę dopuszczalnych ponadnormatywnych godzin zwiększono ze 130 do 180 rocznie, w 2004 r. tę poprzeczkę podniesiono do 220, a w rok później przyjęto zasadę umożliwiającą załodze rezygnowanie z części czasu wolnego w zamian za uposażenie. W 2007 r. Sarkozy zdobył Pałac Elizejski pod hasłem "przywrócenia Francuzów do pracy". Z jego inicjatywy uposażenia za nadgodziny zwiększono o 25 proc., a przedsiębiorcy nie musieli już płacić od nich żadnych podatków i składek.

- Po wprowadzeniu ustawy Aubry wydajność pracy we Francji z roku na rok spadła o 11 proc. Rząd musiał pomóc przedsiębiorstwom utrzymać się na międzynarodowym rynku. Ale rachunek dla budżetu był ogromny - mówi nam Nicolas Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla. I rzeczywiście koszt wszystkich zwolnień podatkowych, jakie rząd przyznał przedsiębiorcom, wynosi ok. 15 mld euro rocznie. To przyczyniło się do poważnego wzrostu zadłużenia kraju. O ile przed 10 laty wynosiło ono nieco ponad 50 proc. PKB, to dziś jest to prawie 80 proc.

Poza Niemcami, gdzie branżowe związki zawodowe też wywalczyły skrócenie tygodnia pracy, nigdzie w Europie wolny czas nie jest tak długi jak nad Sekwaną. O ile przeciętny Francuz pracował w zeszłym roku 1542 godziny, to Brytyjczyk już 1653, Amerykanin 1792, Polak 1950, a Koreańczyk 2316. W konsekwencji Francja nie jest w stanie utrzymać takiego tempa wzrostu gospodarczego jak przeciętnie cała Unia. W chwili uchwalania ustawy Aubry dochód narodowy przypadający na statystycznego Francuza wynosił 114 proc. średniej Unii w obecnych granicach, dziś jest to już tylko 107 proc.

@RY1@i02/2009/244/i02.2009.244.000.008a.001.jpg@RY2@

Francuzi od 10 lat pracują tylko 35 godzin w tygodniu

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.